Erotyka · 3 min czytania
patate alla matricciana
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nie musiałem się w to wszystko wtrącać. Po prostu lubię to… Jeśli tylko znajduję odrobinę czasu, co najczęściej graniczy z cudem. Znalazłem tym razem. Na godzinę przed przybyciem gości wtargnąłem do restauracyjnej kuchni z impetem huraganu, budząc spory popłoch. Przywdziałem fartuch i wykrochmaloną, śnieżnobiałą czapkę. Postanowiłem że na stole znajdzie się nieco fantazji mojego autorstwa, choć klient nie zamawiał jej i nie miał za nią płacić. Menu było wystarczająco bogate by nikt nie zwrócił uwagi na tę drobną modyfikację. Plejada dodatków towarzyszących zamówionym mięsiwom i rybom oszałamiała swą rozmaitością i jeszcze jeden zdawał się pomysłem tyle wydumanym, co i niepotrzebnym… Nie zrażony tym wcale wyszorowałem pod bieżącą wodą mniej więcej trzy kilogramy ziemniaków, owalnych w kształcie, otulonych cienką i delikatną skórką. Ich ojczyzną musiały być Włochy lub Hiszpania, jeśli nie przywleczono ich z Chile (nie sądzę jednak by komukolwiek opłacało się przeprawiać worki ziemniaków przez bezkresny ocean). Zalane wrzątkiem (bez dodatku soli- ta ostatnia miała dołączyć do ich towarzystwa nieco później) bulgotały przez kwadrans, na tyle długo jedynie by zatracić posmak surowości. W tym samym, jakże cennym czasie, w którym wstępnie miękły skazane na obcowanie z ukropem, wrzuciłem do kamiennego moździerza przypominające sosnowe igliwie liście świeżego rozmarynu i gruboziarnistą, morską sól. Poddawały się opornie sile