Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 7 min czytania

Pater Noster - rozdział I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Rozdział I {/b}

{i}Praga, AD 1419{/i}

Krwawy świt powoli spowijał budzące się do życia miasto. Wysoki, chudy mężczyzna z błyskiem w oku spojrzał na ostry jak brzytwa topór. Pierwsze promienie wschodzącego słońca odbijały się w ostrzu, tworząc purpurową grę świateł. - Dziś pomszczę cię, Aleno. Dziewczyna, usłyszawszy słowa ojca, podniosła głowę z posłania. - Boję się o ciebie - powiedziała cicho. - Nie chcę, abyś to robił. Ojciec pokręcił głową. Jego oczy na moment zatrzymały się na bladej twarzy córki. - Wiesz, że muszę to uczynić. Dla ciebie. I dla twojego syna. Alena pogładziła lekko po główce śpiące obok dziecko. Łzy zaszkliły jej pod powiekami. Kochała swego syna bardziej niż kogokolwiek na świecie, mimo iż za każdym razem, gdy patrzyła w jego dziecięce, ufne oczy, czuła na swoim ciele chropowate, wygłodniałe dłonie. To, co wydarzyło się przed dwoma laty, codziennie prześladowało ją w snach i powracało z bólem, ilekroć wchodziła do lasu. Jej syn, Andrzej, niedawno skończył rok. Był zdrowym i radosnym dzieckiem, powoli zaczynał stawiać pierwsze kroki i powtarzać najprostsze słowa. Alena, teraz mając siedemnaście lat, czuła się starsza niż kiedykolwiek wcześniej; zajmowanie się domem i dzieckiem pochłaniało jej większość czasu, a od kiedy razem z ojcem i rodzeństwem opuściła wioskę i zamieszkała na przedmieściach Pragi, jej życie stało się jeszcze smutniejsze i gorzkie. Zostawiła przyjaciół i ukochany dom, ojciec zmuszony był sprzedać gospodarstwo. Nie ostał się nawet jej ulubiony kucyk, którego kupiec rozkazał przeznaczyć na prezent dla swego pana. Alena w Pradze czuła się obco i nieswojo, chociaż w rodzinnej wiosce jej sąsiedzi wyklęli ją i jej ojca, gdyż urodziła dziecko, nie będąc mężatką. Mało kto wiedział o tym, co wydarzyło się dwa lata wcześniej w lesie, lecz zarówno Alena, jak i jej ojciec rozumieli, że gdyby prawda wyszła na jaw, we wsi wybuchłby bunt. Ojciec małego Andrzeja był jednym z niemieckich urzędników pracujących w praskim ratuszu. Dwa lata temu podczas zabawy we wsi, której był panem, brutalnie zgwałcił Alenę. I chociaż nigdy nie przyznał się do tego czynu, dobrowolnie wysłał Alenę i jej ojca do Pragi, jednocześnie sprzedając gospodarstwo i dając jej pieniądze jedynie na urządzenie się w nowym domu. Andrzej, który urodził się w maju 1418 roku, powoli zaczął upodabniać się do ojca. Alena ze zgrozą stwierdziła, że chłopiec ma jego oczy i usta, chociaż jest od niego znacznie ładniejszy i ma delikatniejsze rysy twarzy. - Aleno, wiesz, że będziesz musiała uciekać. Jeszcze dziś spakuj rzeczy i zabierz rodzeństwo. Opuścicie miasto jak tylko okaże się, że nasza misja się nie powiodła. - Nie mogę tego zrobić - powiedziała płaczliwie. - A ty nie możesz mnie zostawić. Ojciec westchnął ciężko i położył dłonie na ramionach córki. - Doskonale wiesz, że muszę. Nie jesteś jedyną dziewczyną, która została tak okrutnie skrzywdzona. A to wszystko przez Niemców. Gdyby ich tu nie było, nie byłoby też problemów. Ich miejsce jest w Cesarstwie, a nie tutaj. Jego twarz stężała pod wpływem ogromnej złości, jaka go ogarnęła. Odsunął się od córki i ponownie wziął do ręki topór. Przejechał palcem po ostrzu i uśmiechnął się pod nosem. Dziś to właśnie ostrze zatopi się z rozkoszą w ciele niemieckiego urzędnika. Wnuk nie będzie wprawdzie miał ojca, ale lepiej nie mieć go

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%