Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 6 min czytania

Pater Noster - rozdział III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ranek przywitał ich chłodem i obfitą rosą. Lipcowe liście zaściełały ziemię, połyskując kroplami porannego dżdżu. Drzewa szumiące wokoło, zamiast budzić, jeszcze bardziej usypiały. Przez ich gałęzie przebijały się pierwsze promienie słońca, rozbłyskując złotem i zielenią liści. Alena przetarła oczy. Marcin zaiste miał rację – pogoda zapowiadała się wspaniale. Spojrzała ukradkiem na dzieci. Spały, okryte pledem i wtulone w siebie. Alena uśmiechnęła się widząc, jak jej rodzeństwo opiekuje się Andrzejem. Leżał pośrodku, przez sen ssąc piąstkę. Delikatnie potrząsnęła Henrykiem i pogładziła go czule po czole. Chłopiec leniwie otworzył oczy i spojrzał na siostrę zaspanym wzrokiem. -Aleno... -Musicie już wstawać, przed nami długa droga. Henryk ziewnął rozdzierająco. Alena wyciągnęła z tobołka rozpoczęty chleb i kawałki mięsa. Podała je dzieciom, chociaż sama umierała z głodu. Spojrzała na Marcina. Siedział pod drzewem, strugając z drewna coś, co przypominało figurkę. Podeszła do niego i usiadła obok. - Co robisz? - zapytała. Marcin podniósł na nią wzrok. - Podarunek dla Andrzeja. Z pewnością nie wzięliście ze sobą żadnych zabawek. Alena pokiwała głową i popatrzyła na Marcina z podziękowaniem. - Nie musisz... - rzekła. - Andrzej poradzi sobie bez zabawek. I tak nie mieliśmy ich zbyt wiele. Mężczyzna, jakby nie słysząc jej wypowiedzi, w dalszym ciągu zajmował się struganiem figurki. Kiedy poczuł na sobie intensywne spojrzenie Aleny, na krótką chwilę odłożył nóż i kawałek drewna. - Zapewne zastanawiasz się, dlaczego to robię. Dziewczyna przytaknęła w milczeniu. Ze wstydem przyznała przed sobą, że Marcin ją intrygował. Był owiany tajemnicą, jakby nieobecny, nienamacalny, trudny do odgadnięcia. Jego ręce, choć spracowane i pokryte bliznami, zdawały się nosić w sobie coś, czego Alena nie potrafiła nazwać. Nagle przez myśl przemknęło jej, że Marcin jest oszustem - któryż to królewski wysłannik podróżuje bez konia? I chociaż do głowy przyszło jej, że Marcin może chcieć ich zabić, ciekawość wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. - Marcinie, mam wrażenie, że... nie powiedziałeś nam wszystkiego. - Słucham? Alena wzięła głęboki oddech. - Nie wierzę, że jesteś królewskim posłem. Okłamujesz nas. Marcin popatrzył na nią ze zdumieniem. - Dlaczego tak sądzisz? - Skupił wzrok na zarysach figurki. Alena wzruszyła ramionami. - Nigdy nie spotkałam posła, który podróżuje piechotą. Czego od nas chcesz? Marcin westchnął. - Nie sądziłem, że zechcesz zadać mi to pytanie. Ale skoro już się to stało, odpowiem szczerze. Zostałem napadnięty tuż przed wjazdem do Pragi. Skradziono mi wszystkie kosztowności, broń, konia... Wszystko, co mam, zawdzięczam pewnemu kowalowi, który znalazł mnie i wziął pod opiekę. W jego domu przebywałem około dwóch miesięcy. Nie wiedziałem, jak dalej potoczą się moje losy. Moi kompani, z którymi podróżowałem, zginęli, gdy próbowali mnie bronić. Jedyne, co wiem o mych oprawcach to to, że nienawidzili Niemców i prawdopodobnie wzięli mnie za jednego z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pater Noster - rozdział III — czytnik · opowiadania