Psychologia · 14 min czytania
Paznokcie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Piszę to, by spojrzeć na siebie z innej perspektywy, by przewartościować pewne sprawy. Nie wiem na ile okaże się to odpowiednią terapią. Po prostu wzięłam do ręki długopis , wypełniam nerwowo wykoślawionymi słowami kolejne kratki niepotrzebnego zeszytu i zerkam w lusterko. Mam takie małe, podręczne, kupione w kiosku na rogu. Porysowane na zewnątrz , a w środku siedem lat nieszczęść. Gorzej już być nie może- krzywię się. Potłuczone szkło jeszcze trzymające się w obudowie lusterka odbija moją twarz. Ledwie widoczne pory skóry- dobrze dobrany puder. Ktoś inny powiedziałby- Ostra tapeta. – I po co ci to wszystko głupia idiotko? – z nienawiścią rzucam do tej w lusterku. Patrzę na te nieszczęsne paznokcie. Cholerne paznokcie, nimfomanka czerwień na nich , ale są moje. Lubię je, ten kobiecy element dziecinnie drobnych dłoni. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że mogą być one powodem zazdrości, męskiej zazdrości. Zrozumiałe są uwagi koleżanek , kąśliwe komentarze lub komplementy w stylu - Wyglądają jak sztuczne. Ale krytyka z ust mężczyzny? Przecież to tylko paznokcie. Jakiś element składowy fizyczności , dodatek tak jak ozdobny łańcuszek na szyi , pasek na biodrach czy torebka przewieszona przez ramię. Dodatek, który może zaszkodzić. Dodatek, który może fałszować rzeczywistość, wysyłać błędne sygnały i komunikaty typu – długie paznokcie pociągnięte czerwonym lakierem, dziwka szukająca wrażeń. Paranoja. Ta barwa to tylko przykrywka. Ten lakier to jedynie wierzchnia warstwa. A są inne , tylko trzeba przebić się przez te początkowe powłoki. Zdrapać wszystko, by dotrzeć do wrażliwości. Ona tez jest czerwona. To przecież moje serce, krew pulsująca emocjami. Ale kogo to w ogóle obchodzi. Jego już na pewno nie.
- Nie jestem dziwką tylko dlatego, że mam czerwone paznokcie- tłumaczyłam przyjaciółce. A może szukałam wyjaśnienia, byle jakiego, nawet mało logicznego, które pozwoliłoby uspokoić się. - Zwariowałaś? Jesteś kobieca, twój wygląd, zachowanie, taka stuprocentowa kobieta, a nie żaden babochłop. Wiesz, oni to zauważają, podoba im się , ale też czasami wykańcza. Zachowują się jak pieski. – śmiała się Ewka
W tamtym momencie wolałam nie być kobietą, ani stuprocentową, ani wybrakowaną, w ogóle nie być...
- Słuchaj, to wszystko takie płytkie. Ważne jak wewnętrznie czujesz samą siebie. Chociaż i tu można mieć zniekształcony odbiór.
Trudno opowiedzieć o tym kim jest się od środka, tak jak w miarę sensownie opisać barwę głosu zarezerwowanego wyłącznie dla nas , tego, którym posiłkują się nasze myśli. Z tym codziennym też bywają problemy.
Część 22 / 2
Kiedy słyszę samą siebie śmieję się czasami , że mam męski głos. To znaczy dość wyraźny , może zbyt pewny siebie , co od razu wywołuje sprzeciw osób, którym o tym wspominam. Mówię raczej dykcyjnie i w miarę płynnie , chociaż jest to jeszcze uwarunkowane tym jak czuję się w środku. Zdenerwowana tłumię głos, słowa grzęzną w przełyku i z trudem wydostają się na zewnątrz. Szczęśliwa – mówiąc połykam powietrze , chichoczę. Poważna- sączę powoli kolejne wyrazy. Pamiętam taką sytuację, było to na warsztatach z psychologicznych metod poznawania człowieka. Praca jest wówczas grupowa i podczas jednej z nich należało odegrać psychologa , obserwatora i klienta( pacjenta) , który przyszedł z pewnym problemem. Temat był podany z góry , jeden z nich dotyczył kłopotów w nawiązywaniu dobrych relacji z mężczyznami . Obserwatorem została koleżanka Marta( ta rola była niezmienna), klientem na początku bliska mi Kaśka( znamy się bardzo dobrze), a ja siedząc na krzesełku , zwrócona do niej twarzą , miałam pobawić się w psychologa. Po tym przewidywana była zamiana ról. Najpierw wymiana pozdrowień- Dzień dobry, z czym Pani do mnie przyszła? Kolejne pytania, potakiwanie , cały arsenał gestów. Poczułam się jakbym naprawdę przeprowadzała wywiad psychologiczny, a Kaśka opisując niby wyobrażony problem wtykała tu i ówdzie elementy własnej osobowości , rozterki, które dotyczyły jej samej. W chwili przerwy, bo wszystko odbywało się z zegarkiem w ręku, miałyśmy moment na dyskusję. Dotarło do mnie , ze strony Kaśki stwierdzenie. - Ale Ty miałaś inny głos, tak Ci się zmienia, naprawdę czułam się w miarę bezpieczna rozmawiając z Tobą jakbyś była rzeczywiście tym psychologiem. - ... ale jaki głos? Inny? Dlaczego inny? – dopytywałam, a Kaśka tłumaczyła dalej. - Jakiś taki miękki , ściszony, ciepły , jakbyś dostrajała się do mnie. Budzący zaufanie. No nie wiem, myślałam, że grasz.
Najbardziej uderzyły mnie jej słowa dotyczące tego , że mój ton głosu odbiera jako ciepły. Sama tego nie czuję i nieustannie powtarzam , że zimna ze mnie kobieta , taka na dystans , co odbija się w moim glosie. Może moje widzenie, a raczej słyszenie jest wypaczone? Nie wiem. Później nastąpiła zamiana. Wcieliłam się w klientkę , która zaczęła opowiadać jak to nie układa się jej z facetami. Bo rzeczywiście nie układało się. Nie zdążyłam nawet do końca zrealizować całej koncepcji budowanej osoby, gdy Kaśka zaczęła śmiać się nerwowo co do niej zupełnie nie pasowało. Miała zadawać mi pytania, bo przecież teraz ona była psychologiem. A tutaj odwracała się i chichocząc powtarzała: - Ja nie umiem, no nie mogę , bo ty tak dziwnie gadasz i ja już sama nie wiem co mam powiedzieć.
Klientce, którą odgrywałam wtedy poradziłabym- Czas zaaplikować lekarstwo. Abstynencja od mężczyzn. Tylko nie umiałabym odpowiedzieć jej na pytanie, dlaczego my kobiety jesteśmy takie naiwne. Bo chyba w tym tkwi nasz błąd. Za często ulegamy wizji nierealnych światów, za szybko wydają nam się namacalne, oczywiste i łatwo dostępne. Czasami jak terapeuta obserwowałam niektóre koleżanki , słuchałam ich zwierzeń i wniosków , które brzmiały bardzo podobnie - Nie ufaj mężczyznom. Oni tylko krzywdzą. Wiesz, faceci teraz potrzebują niańki, a nie kobiety. Drugiej mamuśki, takiej która zajmie się ich problemami , pogłaszcze po główce, gdy będzie bolał kręgosłup. I nie ważne , że ona pół dnia przesiedziała w szpitalu obawiając się , że jest w ciąży pozamacicznej. Poświeci się , wysłucha , w zamian za pięć minut zwykłego przytulania. Wiem , ze to cyniczne , ale i tak czasami bywa.
Pamiętam jeszcze wyraz twarzy koleżanki , kiedy opowiadała mi o swoim związku , kiedy szukała wsparcia i obiektywnej rady. Część wspólnych znajomych uważała ją za dziwkę. Szeptano po kątach- O! Mamy u nas taką co leci na kasę , ciuchy i drogie kosmetyki. A ja wierzyłam jej , że kochała go naprawdę i nadal kocha , chociaż może dziwną i nie dla wszystkich zrozumiałą miłością. Bo ona, w moim wieku, wygląda trochę jak dziewczynka, a związała się z…