Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 13 min czytania

Pęknięcie - Rozdział 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 4

Najpierw Nisa poczuła chłód. Nie taki od wody, tylko głębszy, jakby ktoś otworzył drzwi, które nie powinny istnieć. Podniosła wzrok, a on stał zbyt blisko. Zdecydowanie za blisko, jak na kogoś, kogo jeszcze przed chwilą tu nie było. — Będziecie jeszcze jeść? — zapytał spokojnie. Ellie poruszyła się pierwsza, choć nie była do końca pewna, co chce zrobić. Nisa pozostała nieruchoma. Cisza, która nastała po jego słowach, miała dobrze znany im ciężar. Westchnął rozczarowany brakiem odpowiedzi, więc po prostu przecisnął się za plecami Nisy i zajął wolne krzesło. Powietrze wokół niego było jakby naelektryzowane, ale gdy tylko usiadł, wszystko zaczęło wracać do normy. W jego szarych oczach odbijał się chłód metalu z czymś iskrzącym na samym dnie. Na razie nie odezwał się więcej, ale nadal tu był i uważnie je obserwował. — Ale zdajesz sobie sprawę, że twoje zachowanie jest trochę niepokojące? — Ellie w końcu nie wytrzymała i przerwała krępującą ciszę. — O co ci chodzi? Uniósł brew. — Wolałbym porozmawiać w spokojnieszym miejscu. — No chyba sobie żartujesz. Nie znamy cię, facet — Ellie zacisnęła pięść. — I myślę nawet, że kilka dni temu byłeś pod naszymi drzwiami. Nie ruszamy się stąd. Możesz gadać tutaj albo spadać. A jeśli nie dasz nam spokoju, zgłosimy to gdzie trzeba. — Wiem, jak to wygląda — skrzyżował ręce na piersi i odchylił się na krześle. — Dobrze. Nie wiedziały, czy zgadza się na zostanie w restauracji, na wyjaśnienia czy jednak żeby dać im spokój. Nisa obserwowała. Czuła lekkie mrowienie w palcach, które powoli obejmowało całe dłonie. Po minucie przekroczyło już granicę nadgarstków. Była tym tak zaskoczona, że głos uwiązł jej w gardle. Patrzyła dół i delikatnie poruszała palcami ukrytymi pod stolikiem. Wszystko wydawało się takie… nierzeczywiste. — Znam cię — szepnęła w końcu, unosząc głowę. — Widziałam. Mówienie przychodziło jej z trudem. Jakby język nagle zdrętwiał. W uszach zaczął narastać pisk na granicy słyszalności. Oddech stał się płytki i urywany. — Ni? Co się dzieje? — zaniepokojony głos Ellie próbował przebić się przez hałas. Dziewczyna zerwała się z krzesła i podeszła do przyjaciółki, obejmując ją ramieniem. — Słyszysz mnie? — zauważyła, że jej twarz jest blada, a na czole pojawiły się kropelki potu. — To ja — odezwał się mężczyzna przepraszająco, jakby to wszystko wyjaśniało. Spojrzała na niego zdezorientowana, ale on już zamknął oczy i zmarszczył brwi. Po kilku nieznośnie długich sekundach zagłuszanych ludzkim szumem, Nisa zaczęła oddychać głębiej, a na jej policzkach wykwitły delikatne rumieńce. — Chodź, usiądź ze mną. Wstań, Ni… — powiedziała łagodnie, pociągając ją delikatnie za ramię i poprowadziła na krzesełko obok swojego. — Lepiej zacznij mówić, bo nie ręczę za siebie — spojrzała wściekle na drugą stronę stolika. — Nir. — Co? — „Lepiej zacznij mówić, bo nie ręczę za siebie, Nir” — spojrzał na nią bez emocji. Ellie zdecydowanie traciła cierpliwość. — Gadaj, Nir, bo serio jestem o włos od wezwania policji, gwardii narodowej albo co najmniej wydarcia się, że jesteś zbokiem. Nisa ścisnęła dłoń przyjaciółki i odezwała się cicho: — Ell… — uniosła spojrzenie i napotkała błyszczące oczy mężczyzny. Obróciła głowę i uśmiechnęła się do niej słabo. — Wyjdźmy na powietrze. Proszę. Popołudniowy chłód był bardzo przyjemny. Rześkie powietrze wypełniło płuca ulgą i trochę rozgoniło ciężkie myśli. Szli przed siebie bez wyraźnego celu, zostawiając samochód pod restauracją. Milczeli, przedłużając moment konfrontacji z rzeczywistością. Nisa czuła się już lepiej. Krew żwawiej krążyła w żyłach, a umysł zaczął rejestrować otoczenie – mijanych przechodniów, dźwięk miękkich podeszw na chodniku, delikatne powiewy wkradające się pod czapkę. I bliskość Nira. Spojrzała na niego kątem oka. Trzymał się prosto, a jego ruchy były czujne i napięte. Co jakiś czas zaciskał lekko wargi, jakby miał zamiar się odezwać i w ostatniej chwili rezygnował. Był intrygujący. Niepokojący…, ale nadal intrygujący. Po lewej szła Ellie, która zwalniała co jakiś czas, żeby przepuścić osoby z naprzeciwka – we trójkę zajmowali całą szerokość chodnika. Jej mina była zmartwiona i wkurzona jednocześnie. Nie mogła zrozumieć, czemu zawracają sobie głowę tym facetem – Nirem. Co to w ogóle za imię? Nir. To jakiś skrót? Ksywka? Nie ufała mu i temu, jaki miał wpływ na Nisę. Ciekawił ją. Widziała to. I martwiła się. — Nisa, — odezwał się w końcu z pewnym wahaniem Nir — wiem kim jesteś. — I najwidoczniej znasz też jej imię — warknęła Ellie, potrząsając głową i tupiąc głośniej niż to konieczne. — A kim ty jesteś? — Nisa w końcu odważyła się zadać to pytanie, choć nie wiedziała, czy tak naprawdę chce poznać odpowiedź. Cisza przeciągała się dłużej niż powinna. Dziewczyny zatrzymały się jednocześnie na środku kładki, przez którą właśnie przechodzili. Nir przeszedł jeszcze dwa kroki i też się zatrzymał. Obrócił się powoli i podszedł do barierki, nadal milcząc. Oparł o nią łokcie i pochylił głowę, a dziewczyny patrzyły na niego z wyczekiwaniem. — Ja… — zaczął tak cicho, że musiały się do niego zbliżyć — umiem kontrolować pęknięcia. W ograniczonym stopniu. W restauracji zareagowałaś właśnie na to. Na moją… zdolność. Zamilkł, patrząc na przejeżdżające w dole samochody. Miejski gwar trwał bez przerwy, choć tak łatwo można było o tym zapomnieć. One też milczały, czekając na ciąg dalszy, który nie następował. — No i? — Ellie straciła w końcu cierpliwość. — To powinno nam coś powiedzieć? Skończ te gierki. Ni powinnyśmy… Ale Nisa patrzyła na Nira rozszerzonymi oczami, a serce waliło jej w piersi, jak dzwon, który nagle zyskał nowy rytm. Pęknięcia. Kontrola… Przełknęła ciężko ślinę i usiadła na zimnym betonie. W głowie jej szumiało. Zdjęła czapkę i zanurzyła chłodne palce we włosach. — Znowu ci słabo? — Ellie przykucnęła obok niej, ale Nisa zaprzeczyła ruchem głowy. Spojrzała przyjaciółce w oczy i przestała się kontrolować. Łzy spłynęły jej po policzkach, choć jeszcze przed momentem ich nie czuła. Po chwili była już w ramionach Ellie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pęknięcie - Rozdział 4 — czytnik · opowiadania