psychologia · 17 min czytania
Pęknięcie - Rozdział 6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ 6
Ellie dopiero po chwili otworzyła oczy. Nie pamiętała kiedy je zamknęła, ale chyba w momencie, gdy Nisa złapała ją za rękę. Usłyszała dźwięk zapalanej zapałki, a potem ciemność rozproszył drżący płomień lampy naftowej. To już nie jest Kansas, Dorotko. Pokój, do którego weszli wyglądał zwyczajnie, choć z pewnością nikt w nim nie mieszkał od bardzo dawna. Na stoliku, na którym Nir postawił latarnię, zalegała gruba warstwa kurzu, zresztą tak samo jak na podłodze. Jego drobinki unosiły się przy każdym poruszeniu. W powietrzu czuć było wilgoć, lekki odór gnicia i coś jeszcze, coś nieuchwytnego, ale przyprawiającego o mdłości. W pomieszczeniu były okna, choć panowała za nimi kompletna ciemność, jakby nagle znaleźli się w zupełnie innej strefie czasowej. Nir nie wydawał się zaskoczony otaczającym ich mrokiem. Twarz miał bez wyrazu, choć w oczach pojawiały się jakieś błyski, których Ellie nie umiała rozpoznać. Rozejrzała się szukając Nisy – dziewczyna klęczała, opierając się na dłoniach na brudnej podłodze i dyszała ciężko. — Ni, co się dzieje? — podbiegła i położyła jej dłoń na plecach, czując, jak cała drży. Zauważyła ciemniejsze plamy na podłodze i zorientowała się, że to kapiące z nosa przyjaciółki łzy. — Ni? Nisa, spójrz na mnie! — chwyciła jej twarz w dłonie, żeby ją obejrzeć. — Co się dzieje? Boli cię coś? — niedoczekawszy się odpowiedzi, zerwała się na równe nogi i rzuciła w stronę Nira, chwytając go za kurtkę. — Co jej zrobiłeś?! — Kurwa… — mruknął, z łatwością wyrywając się Ellie i przykucając przy Nisie. Stanowczo uniósł jej głowę i przyjrzał się łzom, wypływającym spod zaciśniętych powiek. Pod palcami czuł zimną i wilgotną skórę. — Hej, otwórz oczy — powiedział zaskakująco łagodnie. — Nisa? Otwórz oczy. — Jej powieki lekko zatrzepotały, a potem trochę je uchyliła z wyraźnym bólem, napinając mięśnie szczęki do granic możliwości. — Dobrze… — szepnął. — Dobrze. Spójrz na mnie — spróbowała skupić się na jego twarzy, ale nie mogła. — Spójrz mi w oczy. Spróbuj się na nich skupić. Spójrz. Jej głowa spoczywała teraz niemal bezwładnie w jego dłoniach, ale przynajmniej starała się utrzymać otwarte oczy. Łzy nadal płynęły po jej policzkach, wkradając się między jego palce. Nie spodziewał się, że zareaguje aż tak mocno. Musi być bardziej wrażliwa niż zakładali. Skupił się na punkcie na czole, który przed chwilą jej pokazał i liczył, że to wystarczy. Ciało Nisy było agonią. Otwarcie oczu było jak wbicie w czaszkę rozpalonego pręta i wiercenie nim bez litości. Widziała, co chce jej pokazać Nir, ale nie była w stanie się skupić. Zewsząd napierały na nią pęknięcia tego świata. I ból. Wpychał się w jej ręce bez zgody, gwałcąc wolną wolę i odebrając człowieczeństwo. Pęknięcia? TEGO świata? Ta myśl przedarła się przez ból, chcąc odszukać choć odrobinę jej świadomości. — Ell… — wychrypiała, a przyjaciółka zaraz znalazła się przy niej, głaszcząc ją po głowie i szepcząc uspokajająco. Zebrała resztki siebie i spojrzała jeszcze raz na Nira. Zmarszczyła brwi w skupieniu, a potem powoli zaczęła zatapiać się w świetle na końcu jego oczu. Początkowo wydawało się zupełnie zimne. Nie oślepiało. Po prostu było. Po chwili jednak zaczęło się zmieniać. Wyglądało raczej jak ciepły płomień na końcu tunelu. Pozwoliła, żeby zaczął ją przyciągać, rozciągając się w jej oczach, wabiąc bezpieczeństwem i spokojem. Jej powieki otwierały się coraz szerzej, a niewyobrażalny ból powoli odpuszczał. Dotyk Ellie działał na nią kojąco, więc zaczęła oddychać coraz głębiej i wolniej. Powoli i z pewnym trudem oderwała spojrzenie od Nira, uwalniając się z jego dłoni i odwróciła do przyjaciółki. — Przepraszam, Ellie. Przepraszam — powiedziała cicho zachrypniętym głosem. — Już mi lepiej. Usiadła na podłodze i rozsunęła drżącymi, obolałymi palcami kurtkę. Pod spodem była cała spocona. Powoli zaczynało do niej docierać, co się wydarzyło – otwarcie drzwi, światło za nimi, nieodparta potrzeba wejścia w nie, a potem pisk w uszach i wszechogarniający ból. To chyba wtedy upadła na kolana. Rozejrzała się. To pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej niż to, które widziała wcześniej. Co? Jak? Ale… Przycisnęła nadgarstki do czoła i próbowała zrozumieć. Ellie w tym czasie zaczęła chodzić po pokoju. Wyjrzała przez okno, ale zobaczyła tylko swoje odbicie w smolistej tafli. Podeszła do nadal otwartych drzwi i wyjrzała na korytarz. Był ciemny, cuchnący i tak samo zniszczony, jak mieszkanie. Zupełnie niepodobny do tego, który widziała przed chwilą. Poczuła nagły zawrót głowy i musiała złapać się futryny. Po kilku głębokich oddechach, wyjęła z kieszeni telefon i włączyła latarkę. W nikłym świetle zobaczyła, że korytarz porastały gnijące pędy jakichś roślin. Przypominały czarne żyły, wspinające się po ścianach i suficie, ale półmrok wypaczał wszystkie obrazy. Zaczęła ją ogarniać mdląca panika. Telefon pokazywał jedenastą szesnaście i brak zasięgu. W uszach narastał jej szum. Osunęła się wzdłuż ściany i usiadła na podłodze. — Coś ty do cholery zrobił, Nir? — Nie zauważyła, kiedy w jej ręce znalazł się gaz pieprzowy. Wątpiła, żeby był z niego jakikolwiek pożytek, ale dodał jej odrobiny otuchy. — Co zrobiłeś?! — krzyknęła, ledwo powstrzymując histerię. Mężczyzna nie zareagował, nadal skupiony na Nisie. Zerkała na niego co jakiś czas. Wyglądała znacznie lepiej niż przed chwilą, ale twarz nadal miała bladą, a na czole połyskiwały jej kropelki potu. W jej oczach dostrzegał strach, ale walczyła, żeby nią nie zawładnął. Widział jak jej umysł pracuje nad przystosowaniem się do nowej sytuacji i gorączkowo tworzy plan działania. Zerknął kątem oka na Ellie, która zerwała się na równe nogi i podeszła do niego szybko. Zdążył już pożałować, że ją ze sobą zabrali. — Słyszałeś mnie?! — warknęła, choć oczy miała wilgotne od łez. Tak, zdecydowanie żałował, że ją zabrali. — Tak, słyszałem. — Spojrzał na nią obojętnie. — Przyprowadziłem was do swojego domu. Nic więcej. — Zdawał sobie sprawę, że ma ochotę go uderzyć i wiedział, że to wyraz bezsilności wobec tego, co już zdążyła zrozumieć. W tym świecie tacy jak ona byli… ciężarem. Patrzyła na niego, mrugając szybko, jakby słyszała jego myśli. Otworzyła usta, chcąc powiedzieć coś jeszcze, ale nie wydobyła żadnego dźwięku. Po chwili opuściła ramiona i wymijając go, podeszła do Nisy. Usiadła obok niej i podparła głowę jedną ręką, a w drugiej obracała małą, czarną puszkę z gazem. Nisa nadal się nie odzywała. Analizowała właśnie wszystko, co wiedziała i czego się domyślała. Widziała, że Ellie jest przerażona, ale znała ją na tyle, że pozwoliła sobie zostawić jej przestrzeń. Czuła się już znacznie lepiej, choć ból w dłoniach nadal był obecny. Patrzyła na nie teraz, poruszając palcami i czując jak przyjaciółka po chwili opiera się o jej ramię. Było coś kojącego w tym, jak czuła ciężar jej ciała, oddech i ruchy mięśni. Kim w tym wszystkim jest Nir? Kłamcą? Tym złym czy tym skrzywdzonym? A może ani jednym ani drugim? Jedno wiedziała na pewno – ukrywał zdecydowanie za dużo, a to nie pozwalało mu ufać. Uniosła wzrok i napotkała wpatrzone w nią szare oczy. — Czy możemy wrócić? — zapytała cicho, choć wiedziała, co usłyszy. — Nie… — odpowiedział na wydechu. — A przynajmniej nie dopóki nie spotkacie się z Asseyą. Ellie uniosła nieznacznie głowę: — To ona ma nam dać odpowiedzi? A może to był jej pomysł i okaże się jeszcze gorsza niż ty? — zapytała przez zaciśnięte zęby. Nisa spojrzała na nią uważnie, czując lekki niepokój. Objęła ją ramieniem i przyciągnęła, aż poczuła, jak jej ciało odrobinę się rozluźnia. — Czy ona jest gdzieś w pobliżu? — zapytała spokojnie. Zadawanie innych pytań Nirowi nie miało sensu. — Możemy iść od razu? Uśmiechnął się pod nosem, ale nie było w tym nic przyjemnego. — Jest niedaleko. Podszedł do kredensu i wyciągnął z niego czarny wzmocniony taśmami wojskowy plecak z wypchanymi kieszeniami. Wyjął z niego dwie latarki, sprawdził je i podał jedną Nisie. — Trzymajcie się blisko mnie i bądźcie cicho. Patrzcie pod nogi. Zero rozmów. Stanął na progu i patrzył na nie wyczekująco. Gdy podniosły się z podłogi, wyszedł, zanim zdążyły się sprzeciwić. Ellie warknęła pod nosem, poprawiła spodnie, wyrównała kurtkę i odetchnęła. Spojrzała przyjaciółce w oczy, a ta w odpowiedzi skinęła lekko głową, zapięła kurtkę i mocniej zacisnęła…