Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 14 min czytania

Pęknięcie - Rozdział 7

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 7

Po dotarciu na brzeg Nir przyspieszył kroku, kierując się do nieznajomych. Wcale nie był zaskoczony ich widokiem. Nisa za to zawahała się i zwolniła. Gdy odeszły kilka kroków od tafli jeziora, zatrzymała się i obróciła do przyjaciółki. W ciszy odwiązała szalik z jej oczu i poczekała aż wzrok ponownie przyzwyczai się do światła. — Przed nami jest grupa ludzi. Chyba znajomi Nira — szepnęła. Ellie kiwnęła głową, a potem obróciła się lekko w stronę jeziora. — Co… — zaczęła. — Ludzie. W jeziorze są martwi ludzie — Nisa wyrzuciła tę informację, jak coś gorzkiego na końcu języka. Wyraz twarzy Ellie w jednej sekundzie zamienił ją w przerażone dziecko, które dowiedziało się właśnie, że pod jego łóżkiem naprawdę mieszka potwór. Przełknęła głośno ślinę i na chwilę zapomniała o mruganiu. Dreszcz przebiegł po jej plecach tak mocno, że nieświadomie poruszyła ramionami. Zrobiła krok w tył, odsuwając się od Nisy, a potem dwa w przód, żeby jednak znaleźć się bliżej niej. Czuła narastający w klatce piersiowej histeryczny śmiech, który zaraz się wydostanie. Ostatnim wysiłkiem woli wzięła głęboki, drżący oddech i ścisnęła rękę przyjaciółki. To musi być koszmar… Bardzo realistyczny. Ale nadal koszmar. Nir w tym czasie dołączył do tajemniczej grupy i rozmawiał z wysokim, barczystym mężczyzną w czarnej kominiarce. W miarę jak Nisa i Ellie się zbliżały, wymiana zdań między nimi zamierała, a wzrok wszystkich spoczął na zbliżających się kobietach. Grupa składała się z czterech osób: wielkoluda w kominiarce, drobnej brunetki z blizną na twarzy, chudego rudowłosego chłopaka i starszego mężczyzny w zgniłozielonym kombinezonie. Wzrok Nisy krążył między nieznanymi twarzami, próbując cokolwiek z nich wyczytać, ale widocznie utrzymywanie maski obojętności było domeną nie tylko Nira. Żadna z osób nie wykonała ruchu, by je przywitać ani się nie odezwała. W krępującej ciszy słychać było jedynie odległe pluskanie wody i kilka ciężkich oddechów. Gdy Nisa chciała w końcu coś powiedzieć i zakończyć ten dziwny moment, grupka obróciła się nagle w kierunku mauzoleum, jak na cichy rozkaz, i ruszyła w jego kierunku. Ellie spojrzała na nią niepewnie, ale też powoli zaczęła iść przed siebie. Podeszwy ich butów cicho stukały o zamarzniętą ziemię. Budynek przed nimi wykonano z białego kamienia, który poszarzał z czasem i wyszczerbił się w kilku miejscach. Nadal jednak robił niesamowite i przerażające wrażenie. Szczególnie, że porastające go czarne pnącza, były już tego pewne, pulsowały miarowo. Nisa poczuła delikatne mrowienie w palcach i dreszcz przebiegający po kręgosłupie, a w uszach pojawiło się irytujące brzęczenie. Gdy znaleźli się blisko wejścia, nie była w stanie się powstrzymać i wyciągnęła palce, by dotknąć jednego z pędów. Jednak zanim to zrobiła ktoś złapał ją za rękę i zatrzymał. To mięśniak w kominiarce ściskał jej przegub, a ciemne oczy wpatrywały się w nią gniewnie. Spojrzała na niego zaskoczona, ale w tym momencie Nir chrząknął znacząco, spoglądając na towarzysza. Pozwól jej. Dłoń olbrzyma zniknęła, a opuszki Nisy wróciły do przerwanego ruchu i nieśmiało musnęły czarną powierzchnię. Myślała, że będzie zimna i wilgotna, niemal spodziewała się to poczuć, ale rzeczywistość okazała się wręcz odwrotna. Ciepło w jednej chwili wlało się przez tę maleńką powierzchnię styku i momentalnie sięgnęło do samego ramienia. Nisa odskoczyła zaskoczona, ale jednocześnie gdzieś w głębi poczuła, że coś kliknęło i zaczęło składać się w większy obraz. Asseya? Starszy mężczyzna parsknął cicho i pokręcił głową. Ellie stała w pobliżu i obserwowała, gotowa rzucić się na pomoc Nisie lub porwać ją do ucieczki. Zmarszczyła brwi i spojrzała z niesmakiem w kierunku dźwięku. Napięcie unosiło się w powietrzu niechciane, jak irytujące bzyczenie komara. Nagle uwagę wszystkich przyciągnął zgrzyt zawiasów, gdy Nir uchylił jedno ze skrzydeł szarych kamiennych drzwi. Potem rozległ się metaliczny dźwięk stuknięcia dużego kółka z brązu o ozdobną rozetę, do której było przyczepione. Mężczyzna stał na progu ciemności i patrzył wyczekująco na Nisę, tak jakby miał zamiar zaprosić ją do swojego domu, a nie mrocznej krypty pełnej tajemnic. Czuła się obserwowana. Nieprzyjemne uczucie deja vú z tyłu głowy pogłębiło się w chwili otwarcia drzwi. Miała wrażenie, że każdy kolejny krok w tym świecie zbliża ją ku przeznaczeniu, które wcale jej się nie spodoba. Dlaczego nie mogła tego zostawić? Wykonała wtedy krok za Nirem, bo nigdy nie lubiła pozostawiać pytań bez odpowiedzi, ale tym razem chyba mogła sobie darować. Zerknęła na Ellie. Była tu przez nią, nie wiedząc na jakie ryzyko się naraża. Albo co gorsza, wiedziała, a mimo tego poszła razem z nią. Którą z nich los uczynił większą wariatką? Cena, którą zapłacą tym razem, może być zbyt wysoka… Przeniosła ciężar z jednej nogi na drugą niepewna kolejnego ruchu. Nie miała już komfortu zmiany zdania i zmuszenia Nira do odesłania ich do domu. Czuła to. Następny krok wykonał się wbrew jej woli, bo nagłe szarpnięcie za rękę pociągnęło ją w ciemność mauzoleum. To Nir. Widocznie miał dość bezczynności i postanowił działać. Ellie zdążyła jedynie wydać stłumiony okrzyk i skoczyła za nimi. Reszta grupy została na zewnątrz. Pierwsze, co poczuły po przekroczeniu progu to zapach. Odór gnijących roślin i czegoś słodko–mdłego z delikatną metaliczną nutą, uderzył w nozdrza bez ostrzeżenia, aż pod dziewczynami ugięły się kolana. Mdłości targnęły wnętrznościami Ellie, więc zacisnęła odruchowo zęby, a oczy wypełniły się łzami. Przetarła je rękawem rozmazując tusz i resztki cienia do powiek, ale to było ostatnie o czym myślała. Nir wydawał się tym wszystkim niewzruszony, choć lekki uśmiech bładzący mu po ustach był zdecydowanie niepokojący. Nisa obserwowała jego profil i czuła jak żołądek zaciska się jej w twardy supeł. Przestronne wnętrze przywitało ich bielą ukrytą w cieniach, rzucanych przez lampy naftowe, rozstawione na podłodze i w wyżłobieniach. Po prawej Ellie zauważyła dwie zacienione nisze, kryjące metalowe szafy z ekwipunkiem, kompletnie nie pasujące do sakralnego stylu pozostałej części. Wysokie sklepienie niknęło w półmroku, choć czuć było jego ciężar wiszący nad głowami. Po lewej na podwyższeniu między kolumnami pokrytymi czarnymi pnączami, stał fotel, na którym ktoś siedział. Drobna postać przykryta starą, czarną tkaniną, nad którą wystawała tylko głowa i część ramion. Nir był już przy niej i trzymając dłoń na jej ramieniu, pochylał się lekko, mówiąc coś półgłosem do jej ucha. Przyjaciółki podeszły ostrożnie bliżej, próbując dostrzec twarz osoby siedzącej na fotelu. A może był to tron? Początkowo oślepiło je blade światło padające przez okrągłe okno za podwyższeniem, więc były w stanie stwierdzić tylko, że postać należy do drobnej kobiety o bladej twarzy. — Niso, Ellie… Czekałam na was — rozległ się słaby głos. Nir drgnął lekko na ten dźwięk, ale spojrzenie miał łagodne. — Podejdźcie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%