psychologia · 10 min czytania
Pęknięcie - Rozdział 8
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czarne macki pulsowały delikatnie, jakby wysysały energię wprost z ciała Asseyi. Skóra była opuchnięta i zaczerwieniona w miejscach połączenia, wyraźnie odcinając się na bladym tle. Największa gałąź wyrastała na środku jej klatki piersiowej, zaciskając się i rozluźniając w miarowym pulsowaniu. Mniejsze pokrywały jej brzuch, nogi i żebra. Najwięcej było ich jednak na plecach, unosząc jej ciało i dając stabilne podparcie. Nisa miała wrażenie, że jej własne ciało zostało rozszarpane na kawałki i rzucone na żer temu światu. Ten ból każdego doprowadziłby do szaleństwa. Najgorsze jednak było to, że czuła prawdę zanim ją zobaczyła. — To ty go trzymasz, prawda? — zapytała cicho, patrząc na czarne pnącza wijące się wokół jej kolan. — Żeby się nie rozpadł. — wyciągnęła ostrożnie rękę i dotknęła podłoża. — To część ciebie… — To już nie było pytanie. Poruszała w zamyśleniu ręką, gładząc ciepłą powierzchnię, a łzy powoli wysychały na jej policzkach. — Tak — westchnęła Asseya, prosząc Nira gestem, aby ponownie ją okrył. Nisa zacisnęła pięści, czując jak zalewa ją gorąco. Zerwała się nagle na równe nogi i spojrzała gniewnie na Nira. — Ona miała dać mi odpowiedzi, których szukam? — Przeskakiwała wzrokiem między nimi. Kpiący uśmiech chciał wkraść się na jej usta. — Nie zna ich. Umiera za coś, co i tak jest już stracone. Nir podszedł do niej w dwóch krokach i stanął zdecydowanie zbyt blisko. — Zamknij się — warknął, a jego oddech musnął jej twarz. — Przecież oboje to wiecie — nie odrywała od niego wzroku, prowokując. — A na pewno wie to ona. — Zamknij się! — jego nozdrza rozszerzyły się lekko. — Odeślij Ellie. Zostanę i pomogę jak tylko będę w stanie. Wiem, że jej nie uratuję, ale jestem pewna, że mogę chociaż jej ulżyć — zauważyła, jak przez jego spojrzenie przemyka cień zawahania, a mięśnie żuchwy poruszyły się pod skórą. — Ona i tak umrze, Nir. A Ellie można uratować. Odeślij ją. — Pierdol się — wycedził przez zęby, nachylając się do niej lekko, tak że zobaczyła wypukłość żyłki pulsującej na jego skroni. — Niris! — surowy głos Asseyi zatrzymał go z siłą, której nikt się nie spodziewał. Jej oczy błyszczały gniewem i dziwną miękkością, kryjącą się gdzieś na obrzeżach. — Dość. Nir walczył ze sobą jeszcze przez chwilę, próbując oderwać spojrzenie od orzechowych oczu, ale ostatecznie obrócił się do kobiety. — Dlaczego? — zapytał z niedowierzaniem. — Przecież wiesz jaka jest cena — głos lekko mu zadrżał, ale nie miał zamiaru odpuścić. — Nie zrobię tego, więc temat jest zamknięty. — Serio, uważasz, że możesz sobie na to pozwolić? Myślisz, że uwięzienie nas tutaj w czymkolwiek wam pomoże? — głos Nisy był spokojny, ale pobrzmiewały w nim stalowe nuty. — A ty uważasz, że jesteś w pozycji, która pozwala ci na negocjacje? — odciął się Nir. — To ty mnie tu sprowadziłeś, więc chyba jednak jestem wam do czegoś potrzebna, czyż nie? Pytanie tylko czy chcesz to osiągnąć w łatwiejszy czy trudniejszy sposób. Bo uwierz mi, że nie mam zamiaru współpracować, jeśli nie odeślesz Ellie. — Odesłać mnie? — cichy głos dobiegł od strony kamiennych drzwi. — O czym wy mówicie? Drgnęli zaskoczeni. Nikt nie usłyszał jej kroków i nie zauważył obecności. Postać skulona na progu wyglądała na bardzo zmęczoną. Rozmazany makijaż pogłębiał tylko cienie pod jej oczami. — No? Czekam. Jakoś nikt nie rzucił się z wyjaśnieniami, więc podeszła powoli do Nisy, łapiąc ją w pułapkę swojego spojrzenia. — Chcesz wziąć wszystko na siebie? Poważna jesteś? — Tak. To dla ciebie zbyt niebezpieczne Ell… — patrzyła jej prosto w oczy, wiedząc jak cienki jest lód, po którym stąpa. — O ile mi wiadomo, obie jesteśmy ludźmi. Ośmielę się nawet założyć, że wszyscy tu obecni są ludźmi — prychnęła, omiatając wzrokiem pozostałą dwójkę. — W czym niby jesteście lepsi ode mnie? — Nie! Kompletnie nie o to chodzi — Nisa przerwała, zanim słowa poszłyby za daleko. Zignorowała kpiący uśmieszek Nira i podeszła do niej bliżej. — Jesteś dla mnie zbyt ważna, żeby cię narażać… Ellie odsunęła się od niej, a między jej brwiami pojawiła się zmarszczka. — A ty niby nie jesteś dla mnie ważna?! Mam cię tu zostawić i dać się wykopać bez słowa? Tyle lat razem… — zacisnęła palce u nasady nosa, jakby nie mogła pomieścić w głowie głupoty swojej przyjaciółki. — Kurwa… Chyba cię pojebało, że pozbędziesz się mnie tak po prostu. I w dodatku za moimi plecami! Nisa… Czy ja jestem dla ciebie za mało? Jestem ciężarem? Nir chrząknął znacząco, przewracając oczami. Całe szczęście wzrok Asseyi trzymał go w ryzach i ograniczył się tylko do takiego wtrącenia. Ciężar tych pytań spoczął na ramionach Nisy jak dwa wielkie kamienie. — Tak… — jej cichy głos pobiegł jakby spod ziemi. Serce pękało jej właśnie na kawałeczki, ale nie mogła odpowiedzieć inaczej. Powiedziałaby cokolwiek, byle tylko zadziałało. Wzrok miała wbity w podłogę, pięści pobielały. — Jesteś ciężarem, Ell. — Każde z tych słów paliło…