Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przyjazn · 10 min czytania

Pęknięcie - Rozdział 9

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 9

Czas rozciągnął się w nieskończone chwile powolnych gestów. Nisa kątem oka zauważyła ruch Nira, ale szybko wróciła do wyszczerzonych kłów, ociekających lepką, brunatną śliną. Były o centymetry od jej twarzy. Odór gnijącego mięsa skręcał jej żołądek. Puste oczodoły przewiercały ją i śledziły każde drgnięcie. W głowie oprócz wrzeszczącego strachu, miała kompletną pustkę. A potem… Zauważyła coś. Jakiś ruch na krańcu ciemności… Jej dłoń drgnęła nieświadomie. Coś ciepłego pojawiło się w opuszkach palców i zaczęło powoli pełznąć wzdłuż kości. "Co to?" I nagle wszystko ucichło i stało się kompletnie spokojne.

Nir patrzył z przerażeniem jak Nisa wyciąga dłoń do wiszącej nad nią bestii. Nie zdąży. Zabraknie mu tych kilku kroków. "Kurwa." Wiedział już, że wraz z umierającą nadzieją, poczuje gorącą krew z jej rozerwanego ciała na twarzy. Wszystko stracone.

To było jak płomień świecy w zupełnym mroku. Wśród chłodu i ciszy. Spokój. Jej dłoń unosiła się nad ogniem. Wpatrywała się, pochłonięta magią jego tańca. Zaczęła poruszać palcami wraz z nim, pozwalając przenikać im przez ciepło i falować. Czuła ukojenie, a jednocześnie gdzieś w dole brzucha zaczęło narastać przyjemne napięcie. To pojednanie z ogniem wydawało się intymne. Święte. Serce zaczęło bić nierówno. "Zgaś go." Ta myśl zupełnie ją zaskoczyła. Dlaczego miałaby to robić? To przecież takie przyjemne. Palce dryfowały w cieple. Jej ciało czuło, że żyje. Puls. Mięśnie. Dotyk. "ZGAŚ." Głos był obcy. Cichy. Niczym dochodzący z zapomnianej głębi. Nagły ból niemal zgiął ją w pół. Jakby jednocześnie pękły wszystkie jej kości. Wrzask wyrwał się z piersi. Łzy spłynęły po policzkach. Nie było już niczego poza agonią. Coś potężniejszego od niej zacisnęło jej palce na płomieniu, a ten zgasł w jednej chwili wraz z przerażającym dźwiękiem.

Nir nadal był o krok od mauzoleum, gdy świat wypełniło wycie bestii i nieludzki krzyk wydostający się wprost z ust Nisy. Leon stał obok nich z nożami uniesionymi do desperackiego ciosu. Wszyscy zastygli. Nawet drugi stwór zatrzymał się o włos od odgryzienia ręki Jerry’ego i uniósł łeb. Kamienne drzwi otworzyły się nagle i pojawiła się w nich Ellie. W rękach ściskała gaz pieprzowy i nóż. Podbiegła do Nira. — Co… — i zamilkła, podążając za jego spojrzeniem w stronę dachu. W tym samym momencie ciało wyjca, przechyliło się na bok i runęło z cichym, obrzydliwym tąpnięciem na ziemię. Nisa siedziała jeszcze przez chwilę skulona z wyciągniętą ręką, a potem osunęła się pod nogi Leona. Drugi stwór, nie czekając dłużej, skoczył w kierunku kładki, kompletnie ignorując fakt maczety wbitej w kark aż po rękojeść. Przez chwilę słychać było stukanie pazurów na wilgotnym drewnie, a potem… Zapadła całkowita cisza.

"Wiatr przesuwał zimnymi palcami po jej szyi, ale ledwo zwracała na to uwagę. Siedziały na swojej ławce w parku. Dźwięki karetki powoli milkły w oddali, a Ellie delikatnie gładziła jej plecy. Czuła jak serce zaciska się ze strachu, a minuty mijają zdecydowanie zbyt szybko. Ile ich jeszcze zostało zanim będzie za późno? Uniosła głowę i rozejrzała się powoli. Kilkoro ludzi w alejkach wśród drzew. Pojedyncze postacie na chodniku. Przez chwilę skupiła się na plecach oddalającego się staruszka. Może mógłby się nadać… To nie byłoby takie złe rozwiązanie. Ellie podążyła za jej wzrokiem i lekko zmarszczyła czoło. — Ile zostało czasu? — Nie jestem pewna, ale niewiele. Nagle jakiś cień przemknął na skraju jej pola widzenia. Obróciła głowę i zobaczyła dość młodego mężczyznę w brązowej, skórzanej kurtce. Szedł powoli z rękami w kieszeniach u boku zgrabnej blondynki i słuchał jej z uśmiechem. Nisa patrzyła na niego jak zahipnotyzowana, wyłapując kolejne szczegóły. Oddychała przez usta, nie zdając sobie z tego sprawy. Gdy para była już blisko, poczuła niemal magnetyczne przyciąganie. Do tego uprzejmego uśmiechu, kryjącego coś o wiele bardziej mrocznego. Do drobnych zmarszczek wokół jego jasnych oczu. Do, na pierwszy rzut oka, swobodnego kroku, który kończył się nienaturalnym napięciem. Poczuła jak Ellie delikatnie potrząsa jej ramieniem, wołając cicho jej imię. Zamrugała kilka razy, otrząsając się z odrętwienia i spojrzała zdezorientowana na przyjaciółkę. W tym czasie spacerujący minęli ich w obłokach delikatnego chichotu dziewczyny i rozbawionego głosu chłopaka. — Co jest? — szepnęła Ellie. — Nie wiem. Po prostu… Musimy za nimi iść. — Co? Czemu? — Nie wiem… — Chodzi o niego? Ellie przeniosła spojrzenie na szerokie plecy w skórzanej kurtce. Przez twarz przemknęło jej zaniepokojenie. — Jest bardzo… młody. Nisa podniosła się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pęknięcie - Rozdział 9 — czytnik · opowiadania