Horror · 17 min czytania
Pensjonat (cz. 1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
1.
Kiedy Anna zobaczyła go po raz pierwszy od razu poczuła dziwne drgnienie serca. Intuicja? Być może. Zostało jakieś dziesięć minut do zamknięcia sklepu. Doc ustawiał puste skrzynki na zapleczu, ona właśnie skończyła podliczać kasę. Usłyszała znajomy warkot silnika, syk pneumatycznie otwieranych drzwi i podniosła głowę znad rachunków. Po przeciwnej stronie ulicy był dworzec autobusowy. Z pomarańczowego autokaru, który właśnie podjechał, wysiadła garstka pasażerów. Znała większość z nich. Pracowali w dużym mieście, zdani na codzienne dojazdy tam i z powrotem. Szybko rozeszli się w różne strony do swoich domów. Na dworcu został tylko jeden podróżny, z wielkim plecakiem przewieszonym przez ramię. Rozglądał się nieco zagubiony, jakby nie wiedział gdzie iść. Z kieszeni bluzy wyjął mapę i pochylił nad nią głowę w skupieniu. Wyglądał na dwadzieścia lat, może ciut więcej. Był wysoki, szczupły o ciemnych, ładnie wymodelowanych włosach. Podniósł wzrok znad mapy i wtedy zauważył sklepik. Anna wiedziała, że skieruje tu swoje kroki. Po chwili zabrzmiał dzwonek uderzony skrzydłem drzwi. Nieznajomy wszedł do środka. - Dzień dobry – powiedział. Odpowiedziała kiwnięciem głowy. Przypomniały jej się słowa z taniego romansidła, które czytała z nudów w zeszłym tygodniu, „ich spojrzenia spotkały się i poczuli jak między nimi przebiegła magiczna iskra”. Wtedy śmiała się z tych kwiecistych, niezbyt udanych sformułowań, ale w tej chwili wydumany styl opowieści pasował do sytuacji jak ulał. Jak w każdym, klasycznym romansie, on był niezwykle przystojny. Miał jasną skórę, której biel kontrastowała z czarnymi, gęstymi włosami i ciemną oprawą oczu. Urocze kości policzkowe i wyrazista szczęka nadawały jego twarzy rys szlachetności. Anna nigdy jeszcze nie widziała oczu w kolorze tak niesamowitej zieleni. „Niczym dwa jeziora, w których z rozkoszą chciałaby się zanurzyć” – kolejny cytat z romansu mimowolnie przyszedł jej do głowy. Chłopak odkaszlnął przerywając niezwykłą chwilę. - Czy mogłaby mi pani pomóc? – zapytał podchodząc bliżej Z zaplecza wyłonił się Doc trzymając pod pachą metalową puszkę z kawą. - Witam – pozdrowił przybysza – Co się stało? - Nie wiem jak trafić do pensjonatu Pod Dębami – wyjaśnił przyjezdny Z głośnym stukotem Doc odstawił puszkę na ladę. Anna poczuła, że kark jej drętwieje. Posłała nerwowe spojrzenie w kierunku przyjaciela, ale albo niczego nie zauważył, albo celowo zignorował jej sygnał. - Pensjonat Pod Dębami? – odezwał się zmienionym głosem – Szukamy noclegu? - Nie – chłopak roześmiał się nerwowo – Dostałem tam pracę. - Naprawdę? – chłodny ton Doca i nie ukrywana podejrzliwość zupełnie zbiły z tropu nieznajomego. Nerwowo poprawił plecak. Anna postanowiła ratować sytuację. - Nie słyszeliśmy, żeby szukali kogoś do pracy – wyjaśniła - Och, jestem polecony przez znajomego – uśmiechnął się słabo - To nasze panie mają jakichś znajomych? – Doc z powątpiewaniem pokręcił głową. Dziewczyna znów spróbowała poprawić wrażenie, jakie musieli zrobić na przybyszu. - Pensjonat mieści się za miastem, na wzgórzu, tuż przy lesie – wyjaśniła - Na bagnach – rzucił niby mimo chodem Doc. Jak mawiają, gdyby spojrzenie mogło zabijać, przyjaciel już byłby trupem. Tym czasem na jej piorunujący wzrok odpowiedział nonszalanckim wzruszeniem ramion. - Przepraszam… - bąknął przystojniak obserwujący tę dziwną scenkę – Czy coś jest nie tak? - Nie, skąd! Znasz właścicielki pensjonatu? – Doc silił się na obojętność, jednak Anna doskonale wiedziała, że wystarczy moment, jedno słowo, jak iskra, by przyjaciel wybuchł, niczym wulkan, zalewając przybysza bezsensownymi teoriami na temat ponurego domostwa i jego ekscentrycznych gospodyń. - Nie znam tych pań – wyjaśnił podróżnik – Rozmawiałem z nimi tylko przez telefon. Skontaktował nas ze sobą człowiek, którego poznałem przy okazji moich licznych wojaży po kraju. To wszystko. Widzę, że chyba nie lubicie tu obcych. – dodał - To nie tak – znów wtrąciła się dziewczyna, ale Doc nie dał jej dokończyć - Więc nic nie wiesz o nich ani o tym miejscu? – zapytał - Nie, a powinienem? Twarz Doca rozjaśniła się w uśmiechu. - Myślę, że tak – oznajmił. Anna tego się właśnie obawiała. Chłopak był już w swoim żywiole i nic nie mogło go powstrzymać. - Mam na imię Doc – przedstawił się – A to jest Anna - Ivo – przybysz uścisnął ręce nowym znajomym. - Właściwie już zamykamy – stwierdził Doc – Co powiesz na wspólną kolację i pogadankę o twoim nowym miejscu pracy? - Chętnie się czegoś dowiem. Anna westchnęła z rezygnacją. Jeśli jeszcze przed chwilą miała jakieś złudzenia, że przystojny mężczyzna może wnieść coś nowego w jej nudnawe życie, to w tej chwili rozwiały się one niczym poranna mgła. Po kolacji, o ile ją dokończy w ich towarzystwie, z pewnością nie będzie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Zapragnęła odwrócić się na pięcie i uciec do domu. Dobrze wiedziała jak to wszystko się skończy. Doc dorwał kolejną ofiarę i będzie ją cały wieczór raczył swoimi spiskowymi teoriami. Jednak coś przyciągało ją do nowo poznanego mężczyzny. W jego oczach było niezwykłe światło… Poszli do Giovanniego, jedynej włoskiej knajpki w całej okolicy. Po drodze Doc próbował dowiedzieć się czegoś więcej o przybyszu, ale Ivo niewiele mówił o sobie. Anna milczała. Chociaż szła ze spuszczoną głową kilkakrotnie dostrzegła kontem oka, że nowy znajomy posyła w jej kierunku pełne zainteresowania spojrzenia. Przytulne wnętrze restauracji dobrze podziałało na dziewczynę. Pizza pachniała, wyglądała i smakowała znakomicie. Zamówili też wino. - Cały czas mnie o coś pytacie, a ja nic o was nie wiem – powiedział Ivo po pierwszym kęsie. - A co tu mówić? – lekceważąco machnął ręką Doc – Całe życie mieszkamy w tej mieścinie, ja pracuje w redakcji lokalnej gazety a Anna pomaga prowadzić sklep. Nic specjalnego. W ogóle nasze miasteczko jest bardzo spokojne, nawet senne i niewiele tu się dzieje. Poza pensjonatem, oczywiście – dodał wymownie spoglądając na rozmówcę. - O co właściwie chodzi z tym pensjonatem? Mam wrażenie, że coś tu jest nie tak. - Owszem… - Doc udał niezwykle pochłoniętego odkrawaniem kawałka pizzy. Niespodziewanie przerwał, odłożył na bok sztućce i wbił wzrok w siedzącego naprzeciwko chłopaka. - Na twoim miejscu w ogóle bym tam nie szedł. Po prostu przenocuj w hotelu w mieście, wyjedź jutro rano i więcej tu nie wracaj. - Aż tak tam strasznie? – Ivo uśmiechnął się z niedowierzaniem – Duchy? - Nie – Doc rozsiadł się wygodniej. To był znak, że teraz już nie popuści. - Najpierw suche fakty – zaczął – Piętnaście lat temu do pensjonatu sprowadza się matka z kilkunastoletnią córką. Dziewczyna nie chodzi do szkoły, nie spotyka się z rówieśnikami, nie przychodzi na lokalne imprezy. W ogóle panie nigdzie się nie udzielają, nie utrzymują żadnych znajomości, dopiero późnym popołudniem opuszczają swoje domostwo i robią zakupy w sklepiku Anny. Zawsze kryją oczy za ciemnymi okularami, nie tracą czasu na pogawędki, kupują co im potrzeba i znikają. Nie wiadomo z czego żyją a niemożliwe żeby pensjonat przynosił jakiekolwiek dochody – prawie nikt się w nim nie zatrzymuje, zwłaszcza po serii dziwnych wypadków, jakie tam miały miejsce. Ivo niespokojnie poruszył się na krześle, pociągnął łyk wina, wzrokiem szukał jakiegoś znaku ze strony Anny, ale ona udawała, że pochłania ją dziabanie widelcem pizzy. Nie było już sensu interweniować, Doc musiał się wypowiedzieć. - O jakich wypadkach mówisz? – podjął Ivo - Goście pensjonatu – odpowiedział zapytany – Sześciu mężczyzn i kobieta w ostatnich trzech latach. Czworo zaginionych, dwa odnalezione trupy. Ciała znaleziono na bagnach, rozszarpane. Policja przypuszcza, że los zaginionych był podobny. – Wyrecytował jakby na pamięć wyuczył się prasowych relacji. Może z resztą tak było. - Rozszarpane? – Ivo z niedowierzaniem pokręcił głową. - Tak. Wilki, niedźwiedź, zdziczałe psy, policja miała rozmaite teorie na ten temat – na twarzy Doca pojawił się pobłażliwy uśmieszek – Właścicielki mrocznego domostwa nie mogły mieć przecież z tym nic wspólnego! – Prychnął pogardliwie – Na ciałach były