Horror · 15 min czytania
Pensjonat cz. 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To był jeden z tych dni, kiedy wszystko źle się układa. Po pierwsze Anna się nie wyspała. Długo nie mogła zasnąć poprzedniego wieczora. Rzucała się na łóżku nie mogąc ułożyć się w wygodnej pozycji. Raz było jej zbyt gorąco, to znów, kiedy zrzuciła koc, zaczęła trząść się z zimna. Kiedy tylko zamykała oczy, pod powiekami pojawiał się obraz Ivo. W myślach odtwarzała sceny z ich spotkania, zastanawiając się czy mogła w danej sytuacji lepiej zareagować, albo coś innego powiedzieć. Po raz pierwszy w życiu bardzo chciała zrobić dobre wrażenie na mężczyźnie. Do tej pory unikała wikłania się w jakiekolwiek związki. Konsekwentnie odrzucała wszelkie zaproszenia na zabawy, spotkania, wypady we dwójkę, czy wręcz bezpośrednie propozycje zostania parą. Krótki okres, kiedy w szkole średniej spotykała się z Justinem, kolegą z klasy, pozostawił w niej niechęć do wiązania się z kimkolwiek. Justin bardzo się zaangażował. Początkowo Anna spotykała się z nim wierząc, że z czasem rozbudzą się w niej podobne uczucia, jednak nic takiego nie nastąpiło. Im dłużej ze sobą chodzili, tym wyraźniej widziała, że zupełnie do siebie nie pasują. Coraz więcej rzeczy zaczynało ją irytować w Justinie aż w końcu niemal każda randka kończyła się dyskusją lub sprzeczką. Gdy wreszcie zdecydowała się z nim rozstać chłopak był zupełnie zaskoczony. Upierał się, że to przejściowy kryzys, jaki zdarza się wszystkim parom, prosił o więcej czasu. Anna nie zgodziła się. Była przekonana, że nic już z tego nie wyjdzie. Nie chciała by chłopak dalej brnął w relację bez przyszłości. Szczerze życzyła mu by znalazł kogoś, z kim będzie mógł ułożyć sobie życie. Jednak Justin nie poddał się tak łatwo. Wydzwaniał, a kiedy przestała odbierać telefony, nachodził ją w domu lub zaczepiał na ulicy. Wkrótce prośby o kolejną szansę zmieniły się w złośliwe uwagi, zaczepki zakrawające o szantaż, aż w końcu doszło do żałosnych prób wzbudzenia w dziewczynie zazdrości, kiedy Justin ostentacyjnie oprowadzał po miasteczku nową przyjaciółkę. Całe to długie i trudne rozstanie zmęczyło Annę jednocześnie wzbudzając w niej obawę przed kolejnymi nieudanymi związkami. Dlatego, nawet po kilku latach od tamtych wydarzeń, odrzucała propozycje innych mężczyzn. Znajomi zaczęli plotkować, że jest zbyt dumna, zbyt wysoko stawia poprzeczkę, że uważa tutejszych chłopców za prostaczków. Może było w tym ziarno prawny. Zawsze chciała się wyrwać z tej mieściny, zobaczyć kawałek świata, przeżyć niezwykłe rzeczy. Ivo wspomniał, że jeździł trochę po kraju. Zapewne była to jedna z rzeczy, jakie pociągały ją w nowym znajomym. Chciała dowiedzieć się o nim czegoś więcej, skąd pochodzi, gdzie był, dokąd zmierza. Wyczuwała, że nie jest zwykłym facetem. Czy jednak taka prowincjonalna gąska, jak ona, miała u niego jakiekolwiek szanse? „To dobrze” powiedział, kiedy wyjaśniła, że Doc nie jest jej chłopakiem. Czy w ten sposób stwierdził, że pochwala fakt, iż taki świrus nie jest jej partnerem? A może on też coś poczuł względem dziewczyny? Z drugiej strony, wyeliminowanie Doca o niczym nie przesądzało. Anna mogła być przecież związana z kimś zupełnie innym. Z resztą, Ivo również mógł kogoś mieć, więc rozmyślenia na ten temat, zwłaszcza w środku nocy, były tylko stratą czasu. Mimo tego Anna długo jeszcze kręciła się na łóżku i jak jej się wydawało, zasnęła dopiero przed dzwonkiem budzika. Wstała z potwornym bólem głowy, który nie ustąpił po aspirynie popitej mocną kawą. Wszystko leciało jej z rąk. Chociaż zazwyczaj się nie malowała, tego dnia stwierdziła, że musi zatuszować sińce pod oczami. Oczywiście, jak pech to pech, zasypała pudrem bluzkę a desperacka próba strząśnięcia drobinek skończyła się roztarciem pyłku na materiale i brzydką plamą. Musiała szybko zmienić ubranie. W rezultacie spóźniła się do pracy. Zazwyczaj nie było z tym wielkiego problemu, ale tego dnia przyjechał jeden z dostawców, który też najwyraźniej miał kiepski dzień, bo strasznie rozzłościło go spóźnienie dziewczyny. W dodatku w dostawie były uszkodzone opakowania, więc musieli spisać protokół do reklamacji, co jeszcze bardziej rozsierdziło mężczyznę. Na szczęście Colin, głuchoniemy syn właścicieli sklepu, domyślił się, że coś jest nie tak i sam rozstawił nowy towar na półkach i w magazynie, zmuszając Annę, aby na chwilę przysiadła, zrelaksowała się i wypiła kolejną kawę. Colin był inteligentnym, sympatycznym chłopakiem, jednak jego rodzice mieli staroświeckie poglądy na kalectwo, uważając, że całkowicie przekreśla ono szanse ich syna na dalszy rozwój. Również niechętnie patrzyli, gdy stawał za ladą. Twierdzili, że źle wpływa na klientów. To nie była prawda. Colin bez problemu radził sobie z kasą, w końcu nie był upośledzony psychicznie. Klienci lubili go i potrafili się z nim porozumieć, jeśli nie gestykulacją, to przy pomocy kartki papieru i długopisu. Mimo tego rodzice woleli aby układał towary i prowadził księgi rachunkowe na zapleczu. Po południu, kiedy Anna zaczynała wierzyć, że wszystkie złośliwości losu ma już za sobą, do sklepu wpadł Doc. Od razu było widać, że jest czymś niezwykle podekscytowany. - Witaj! – rzucił opierając się o ladę - Cześć – odpowiedziała ostrożnie. Wyglądało na to, że Doc nie gniewa się za wczorajsze niemiłe rozstanie. - Mogę dostać batona? – zagadnął - Dostać nie, możesz kupić. Roześmiał się. Był w dobrym humorze. Wygrzebał z kieszeni spodni drobniaki, po czym wsypał je do wyciągniętej dłoni dziewczyny. - To co zwykle, proszę pana? – zapytała udawanym formalnym tonem - Tak, dziękuję. Podała mu Snickersa. Od razu rozdarł opakowanie i wsunął niemal pół czekoladowego palucha do ust. Gdy przełknął, zabawnie oblizał wargi. - Ha! Tego mi było trzeba! - Problemy z poziomem cukru? – zażartowała - Raczej z poziomem adrenaliny. - Co cię tak... pobudziło? Doc wygodniej rozparł się na ladzie, jednocześnie przysuwając się w bliżej w stronę przyjaciółki. - Pamiętasz jak napisałem list do tygodnika „Nie z tego świata”? Anna poczuła, że sztywnieją jej mięśnie. Tylko nie to! Miała nadzieję, że Doc przez najbliższe dni będzie unikał drażliwego tematu zjawisk paranormalnych. On jednak nie dawał za wygraną. - Wyobraź sobie – ciągnął – gazeta skontaktowała mnie z pewnym facetem. Gość zadzwonił do mnie dzisiaj i trochę sobie pogadaliśmy. Niesamowity człowiek. Jest ekspertem w tej dziedzinie. - W jakiej dziedzinie, Doc?! – dziewczyna wydała z siebie rozpaczliwy jęk. Spojrzał na nią zdumiony, jakby nie mógł nadziwić się, że nie podziela jego entuzjazmu. - Wampiry istnieją , Anno. Ten człowiek mi to potwierdził. – oznajmił triumfująco. Dziewczyna poczuła, że nagłe ciążenie grawitacji ciągnie jej szczękę w dół, usta otwierają się a oczy rozszerzają ze zdumienia. Stała tak patrząc na przyjaciela przerażona tym, co mówił. Teraz dobitnie dotarła do niej cała prawda. Doc był szalony. Zupełnie stracił rozum. Co w takim razie powinna zrobić? Jak nakłonić go do rozpoczęcia leczenia? Jak dać mu do zrozumienia, że coś z nim jest nie w porządku? - Doc... – zaczęła ostrożnie – Człowiek z magazynu „Nie z tego świata” potwierdził istnienie wampirów? - Tak. Nie! Znaczy, on nie pisuje w tym tygodniku, po prostu w odpowiedzi na mój list uzyskał od nich kontakt do mnie. Zadzwonił dzisiaj rano a jutro powinien przyjechać. - Tutaj, do ciebie? - Tak. Mamy mało czasu. Coś się kroi. Anna ciężko klapnęła na krzesełko przy kasie.