Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 8 min czytania

Peron 4a

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przedział ginął w mroku. Strugi deszczu spływały po szybie niemalże poziomo, wiedzione pędem powietrza opływającego wagon. Nie słyszałem już właściwie metalicznego stukotu, z jakim obręcze kół uderzały w miejsca, w których spojono kolejowe szyny. Odgłos ten, choć głośny i powtarzalny, wkomponował się w akustyczne tło mojej podróży, rozmył się w nim i przywykłem do niego, jak mieszkający w pobliżu autostrady przywykają z czasem do jej uciążliwego sąsiedztwa. Delikatne kołysanie sprzyjało drzemce, nie zapadłem w nią jednak. Wpatrywałem się w jej półprofil. Spała. Zanim zasnęła, spytała czy będę miał coś przeciw temu, by rozprostowała nogi. Nie miałem, to chyba jasne? Zsunęła podszyte futrem botki i ulokowała pomiędzy moimi udami obie stopy. Obleczone białą frotte wyglądały jak małże wyrzucone na piaszczysty brzeg falami gwałtownego przypływu… Pachniały płynem Coccolino (nie zastanawiałem się wtedy jak to możliwe po ośmiu godzinach podróży?). Do tego wszystkiego najwyraźniej podobała mi się. Miałem dwadzieścia cztery lata, ona miała ich kilka mniej. To chyba wszystko wyjaśnia? Wracała od rodziny ulokowanej w Kolonii (prawdopodobnie miała po części niemieckie korzenie i przesiedliła się na mocy traktatu o łączeniu rodzin). Ja wracałem z dwumiesięcznego pobytu w Luedenscheid, gdzie kilkanaście godzin na dobę zadowalałem podniebienia miejscowych makaroniarzy, rzecz jasna bez ubezpieczenia i zameldowania. Bogatszy o odłożonych dwa i pół tysiąca marek zdawałem się sobie samemu świeżo upieczonym krezusem (ojciec mój musiał na to pracować dwa lata) i spoglądałem w jaruzelską nadal przyszłość z nieco większym optymizmem. Berliński mur nie chwiał się jeszcze, my zaś oboje (oprócz niej nie dostrzegałem już w kolejowym przedziale nikogo) mieliśmy już za sobą wizytę bezczelnych enerdowskich pograniczników i biegające pod składem wagonów niemieckie owczarki. Zasnęła… Nudzę was zapewne. Opis trwającej jedenaście godzin podróży wagonem drugiej klasy nie mógł być chyba frapujący… Po co więc się go podjąłem? Dajcie mi jeszcze chwilę… Postanowiłem otóż opisać wam kobietę, z którą miałem pójść przez dalszą część mego życia. W jednej parze. Czy ładna? Nie wiem nawet… Czy zresztą dwudziestolatka w skarpetach z białej frotte może być brzydka? Chyba nie. Z pewnością zaś nie w sytuacji, gdy lokuje obie stopy pomiędzy udami współpasażera i najprościej w świecie zasypia… Spała więc, do końca podróży pozostały zaś niespełna trzy godziny. Byłem wściekle głodny. Wyjście z przedziału i przedostanie się do sąsiedniego wagonu restauracyjnego było pokusą znaczną, nie chciałem jednak jej budzić… Alternatywą pozostawała moja walizka, wypchana Milky Way i Bounty (niektórzy z was nie pojmą, po jaką cholerę wlokłem je przez pół kontynentu, ja jednak wciąż mam przed oczami bezwiedny ślinotok, jaki spowodował ich widok u tego honeckerowskiego sukinkota, który wypatroszył mój bagaż). Im bliżej było docelowej stacji, tym bardziej chciałem dowieźć je w nienaruszonym stanie, ku uciesze młodszego rodzeństwa (niektórym z was winien jestem wyjaśnienie, iż kokosowe wiórki oblane autentyczną czekoladą nie były w owym czasie czymś powszednim, zaś banany pokazywały się w sklepach raz w roku, o ile zdołały dopłynąć do nas przed Bożym Narodzeniem). Siedziałem więc w bezruchu, starając się uspokoić robaczkowe ruchy własnych jelit. Na dodatek, unieruchomiony jej stopami w tym samym niezmiennie położeniu, zacząłem odczuwać rosnący dyskomfort. Wierciłem się w miejscu jak drobny, przydybany na kradzieży złodziej. W krótkim czasie doszedłem do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%