Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 9 min czytania

Perypetie młodego Polaka cz.2.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Perypetie... cz. 2

Tak więc wróciłem do kraju. Po odpoczynku i alkoholi... aklimatyzacji znaczy zaczynam poszukiwania pracy. Kupuję "Anonse" i patrzę - jest w czym wybierać. Startujemy.

Hurtownia książek szuka pracowników magazynu. Przychodzę na rozmowę. Pan zaczyna coś pieprzyć o "docieraniu do klienta". Dociera tego klienta i dociera, aż w końcu zaczynam rozumieć, że to ma być ta ważna część. Pytam się o co chodzi i mówię, że mam doświadczenie w obsłudze klienta, pracowałem w sklepie, choć nie bardzo wiem, jak to może przydać się na magazynie. -Nie, nie, my tu aktywnie docieramy do klienta. -Znaczy jak? - No.... Chodzimy... - Aha... No to ja już pójdę. I wyszedłem. Mina pana znów - bezcenna.

Popracuję może jako kierowca.

Hurtownia chemiczna, AGD i czegoś tam jeszcze szuka kierowców. Wiodąca na rynku firma. Swoją drogą tych "liderów rynku" tyle, że przypomina to dowcip o autobusie w Wąchocku, który jeździł bokiem - bo każdy chciał siedzieć z przodu. Nazwy oraz adresu oczywiście brak w ogłoszeniu, ale zdziwiłbym się, gdyby były. Dzwonię więc i dostaję adres. Nic mi nie mówi, ale kto zna wszystkie uliczki w swoim mieście? Rzut oka na plan i ruszam. Zakazana dzielnica, część uliczek jeszcze nie ma asfaltu, kanalizacji chyba też. Jakieś baraki i inne rudery. Znajduję ulicę - taka z betonowych płyt, rosnące w łączeniach krzaki nie świadczą o jej ruchliwości. Numerów brak, raptem tu jakaś rudera, dalej krzaki i dzikie wysypiska śmieci. Zabłądziłem we własnym mieście? Telefon do gościa - dobrze idę, to jeszcze dalej jest...Droga przechodzi w bity trakt i kończy się barakami, na oko od dwudziestu lat nie remontowanymi. Szukam szyldu, informacji - nic takowego nie ma. Kręcę się po okolicy i zauważa mnie jakiś gość:

-Czego?

-Ja tu firmy szukam, wie pan, teges, rozmowa o pracę i tak dalej...

- To tu, wejdź pan.

W międzyczasie podjeżdża rozklekotany "Żuk", kierowca wyskakuje i zaczyna rozładowywać jakąś chemię.

- Nie, wie pan, szukam lidera rynku, wiodąca firma i w ogóle, to musi być jakaś pomyłka - rzucam i obracam się na pięcie, zdążyłem jednak zauważyć minę pana, która częściowo łagodzi mi trudy tej wycieczki.

Zmywam się szybko, bo idę do innej firmy. Wypożyczalnia aut szuka przedstawiciela - a ja przecież umyłem już i jechałem kilkoma tysiącami aut, więc czuję się doskonałym kandydatem na to miejsce. Wprawdzie firma - ogólnokrajowa, z oddziałami w wielu miastach - nie odpowiada na maila podanego w ogłoszeniu, ale od czego kreatywne myślenie i przedsiębiorczość. Znajduję adres i telefon oddziału w moim mieście i postanawiam udać się osobiście. Trochę dziwi mnie, że jedyny kontakt do oddziału to tel. komórkowy - ale co tam, zrobimy rozpoznanie bojem i wszystkiego się dowiemy.

Ulicę znajduję bez problemu, gorzej z numerem. Niewielka osiedlowa uliczka nie daje raczej wielu możliwości ukrycia, ale zwiedzam ją dwukrotnie i dalej nie znajduję. Staję na skrzyżowaniu i myślę. Tam blok numer taki, tam dalej już numer za wysoki... Co pomiędzy nimi? Przecież nie warzywniak w budce... Tam trawnik i tam też... Ale lipa, nie mogę znaleźć adresu we własnym mieście znów i to tego samego dnia co poprzedni przypadek. Zadzwonię, spytam, może przenieśli? Dzwonienie nic nie daje, telefon wyłączony. Zrezygnowany postanawiam wrócić do domu. Odwracam się i zauważam poszukiwany numer. Był tam oczywiście cały czas, wypisany ogromnymi, chyba półtorametrowymi cyframi. Tyle, że nie spodziewałem się go znaleźć na... wieżowcu. No i co mam teraz zrobić, sprawdzić kilkaset mieszkań? Idę do domu.

Kolejny telefon - firma kurierska, co to nie "Piątka" ani nie "Ósemka".

- Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia, chciałbym prosić o więcej informacji...

- No, a jak pan myśli, na czym praca kuriera polega?

- No ja ten tego...- kombinuję, myśląc, że w sumie to chciałem o adres spytać i umówić się na rozmowę, a na czym praca polega wiem.

- Przyjdź pan do 15 bo potem będę zajęty, to pogadamy.

Jest 14, a ja bez auta mam przybyć połowę miasta, by porozmawiać z "miłym" panem. Poddaję się od razu, chyba nie chcę mieć kolejnego szefa - chama.

Może więc popracuję na produkcji?

Ogromny potentat w branży poligraficznej szuka osób na Introligatornię. Wprawdzie nigdy nie pracowałem w tej branży, ale nie wymagają doświadczenia i mają szkolić. Pierwsza rozmowa z młodą siksą z HR przebiega wyśmienicie. Pani kocha papierki i uwielbia je przekładać i segregować, a ja przyniosłem ich kilka, jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%