Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 10 min czytania

Perypetie młodego Polaka cz. 4.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na ogłoszenie jednej z większych firm w swej branży, i to nie samozwańczych "liderów rynku" jak co druga firemka pisze o sobie w ogłoszeniach - natknąłem się albo w prasie albo na necie, mniejsza z tym. Poszukiwali pracownika działu produkcji, doświadczenie nie wymagane, mile widziane wykształcenie techniczne. Pasuje jak ulał, więc drukuję CV i w drogę. Spory zakład zlokalizowany jest na obrzeżach miasta, de facto naprzeciw jego bramy widzimy malownicze pola uprawne. Ale autobus miejski dochodzi, znaczy zadupie nie jest.

Brama wejściowa i stado cerberów jej pilnujących w osobach ochroniarzy. Odczekuję swoje, w końcu nie jestem tu najważniejszy i dostaję plakietkę "visitor". Jest międzynarodowo, nawet nazwa firmy też taka międzynarodowa - w końcu placówka wielkiego koncernu. Zresztą, dlatego zdecydowałem się tu skierować swe kroki, licząc, że zagraniczna firma nie będzie robić numerów jak nasi "pracodawcy". Wraz z plakietką otrzymuję gratisowo groźne spojrzenie i to wystarczy mi, by domyślić się, że przy próbie zejścia z oznakowanej ścieżki - strzelać będą bez ostrzeżenia. Tuptam sobie do wydziału, podziwiając rozmiar zakładu. Fiu fiu, tu wydział taki, tam inny, budynków masa, drogi wewnętrzne - w sumie takie małe miasteczko. Docieram na miejsce i czeka mnie szok - oto bowiem od razu spotykam się z kierownikiem. Bez panienek z HR, bez sekretarek, testów, oglądania CV i umawiania 5 spotkań. Bach, wchodzę i jest. Siedzi sobie za biurkiem, przegląda moje CV i idziemy na halę, żeby zobaczyć robotę. Praca to przygotowywanie papieru komputerowego, takiego do drukarek igłowych, głównie faktury się na tym drukuje itp. Drukuje toto w kopiach od razu, więc musi być odpowiednio złożone z warstw i podziurkowane oraz pozginane. W skrócie - z jednej strony maszyny wkłada się wszystkie te rodzaje papierów i włącza maszynę, a z drugiej strony wychodzi gotowy papier, poskładany itd. Co robi operator? Patrzy, czy "równo idzie", donosi papier, zakłada nowe role, odnosi gotowy itd. Myślę sobie - po mechaniku jestem, robota prosta - dam radę.

Niestety, nie ma tak prosto. Panu nie odpowiada mój licencjat. Nie, że kierunek, tylko że w ogóle jest. Bo inteligenci mu uciekają. Delikatnie stara się mnie zniechęcić do pracy mówiąc, że lud tu prosty i nie będę miał o czym z nimi gadać. Nie daję się i tak sobie dyskutujemy. Szacunek mam dla gościa za szczerą rozmowę, bez żadnych pierdół typu "a dlaczego to chce pan pracować w naszej firmie" czy głupot jak choćby opisywanych w poprzednim odcinku bloga. Cóż jednak z tego - nie udaje mi się go przekonać. Już miał tu jednego takiego magistra i mu uciekł po roku. Pytam, czy przez ten rok pracował dobrze? O, i to jeszcze jak, nie było lepszego od niego. No ale odszedł. Pytam więc - skoro tak dobrze pracował i wytrzymał rok, w końcu kawałek czasu w miejscu pracy, gdzie przyuczenie trwa raptem kilka dni - to przydał się czy nie? No tak, przydał się, dobry był, ale w końcu odszedł... Szlag mnie lekko trafia. Gość nie zauważa tego, że lepiej mieć dobrego pracownika nawet na krótszy okres czasu, bo szkolenie nie jest skomplikowane i wystarcza kilka dni - zamiast tego woli BMW = Bierny Mierny ale Wierny... No bo on kogoś tak na przynajmniej 3,5 roku szuka... Mimo, że zgadzam się na wszystko i deklaruję chęć podjęcia pracy - czuję, że nic z tego. Rozmowa kończy się i cóż, wychodzę z żalem, jednak zachowując wcześniej wspomniany szacunek. Czy rozmowy nie mogą tak przebiegać?

I nie myliłem się, u tego pana nie dostałem pracy, ale to nie był koniec mych przygód w tym zakładzie. Jakiś czas później odbieram telefon - miła pani wyjaśnia, że dostali moje papiery z innego działu, gdzie aplikowałem i że może u nich chciałbym pracować. Wprawdzie zapala mi się czerwona lampka - dlaczego niby podbierają chętnych innym działom, zamiast sami zrobić rekrutację? Co tam, trzeba spróbować. Szybkie tym razem rozmowy i mam pracować. Obsługa nowoczesnej maszyny do produkcji opakowań kartonowych. Stawka - 8,20 zł. Trzy zmiany.

Dzień pierwszy nie niesie ze sobą wiele treści - wypełniamy papierki, dostajemy odzież roboczą i szkolimy się odnośnie BHP.

Dzień kolejny jest już ciekawszy, trafiamy na halę fabryczną. Mój pierwszy kontakt z pracą tego typu, poza praktykami szkolnymi na tokarkach itp. W hali jest sporo maszyn, także i niby-nasza. Tyle, że została ona niedawno zakupiona i trwa jej ustawianie - przynajmniej tak słyszymy, bo ani tego ani przez kolejne dni nikogo przy niej nie widać. A tymczasem, jako że sezon urlopowy i brakuje ludzi - mamy robić na innych maszynach.

I już nie jest tak ciekawie. Rany, miał być nowoczesny zakład, prężna filia międzynarodowego koncernu - a jest manufaktura. Maszyny często pamiętają lata 70-te, a ich stan jest opłakany. Reperowane na zasadzie - byle działały. Na różnych stanowiskach wykonuję różne prace, dla przykładu kilka z nich.

Podaję wykrojone opakowania do maszyny sklejającej. Jako że i wy pewnie nie widzieliście takiej maszyny - trochę opisu. Maszyna taka

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Perypetie młodego Polaka cz. 4. — czytnik · opowiadania