Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 7 min czytania

Pętla czasu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pętla czasu Znalazłem się w tym miejscu w sobotę nad ranem, około siódmej godziny. W dzielnicy Sopotu o dziwnie brzmiącej nazwie Moczydło, na ulicy Bohaterów Monte Cassino, tuż przy kościele Stella Maris. Był pogodny, majowy poranek, promienie słoneczne oświetlały kościół, deptak, przyległe kamieniczki. Siedziałem na ławce, rozglądałem się ciekawie po okolicznych zabudowaniach i zaułkach. W oddali ujrzałem wychodzącą, z prowadzącego od dworca, przejścia podziemnego w alei Niepodległości, dziewczynę. Wchodziła pod górę, zauważyłem jak jej stopy odepchnęły się od dwóch ostatnich schodków. Szła deptakiem w kierunku morza. Wstałem gwałtownie z ławki. Lekkie podmuchy wiatru rozwiewały jej włosy, ubrana była w letnią, kolorową sukienkę, miała gołe nogi, na nich tenisówki. Mały plecak przerzucony przez ramię, uśmiech oświetlał jej twarz. Pragnąłem znaleźć się tuż przy niej, razem wędrować w stronę horyzontu. Chwyciłem stalową barierkę by przez nią przeskoczyć. Portier ubrany w tradycyjny, bordowy surdut i spiczastą, syberyjską czapę stanął przede mną. - Wchodzi pan? - Gdzie? Co pan? –próbowałem go odepchnąć. Był silniejszy. Powstrzymał mnie. - Otworzyć? –ponowił pytanie. - Co otworzyć? –prawie krzyknąłem poirytowany. - Bramę czasu. Staliśmy obaj przed kościołem Stella Maris, lecz on mi wcale nie przypominał św. Piotra. - Niech pan otwiera, niech mnie pan tam wpuści. - Proszę podać swój kod dostępu. - Kod? Jaki kod? - Datę urodzenia. Przeszukiwałem naprędce pamięć. W obecnej chwili nie znalazłem w niej swojej daty urodzenia. - Mam dwadzieścia lat –odpowiedziałem. - Data musi być dokładna, dzień, miesiąc, rok. - Nie pamiętam. - Proszę sobie przypomnieć. - Inaczej nie otworzy pan bramy? - Nie ma szans. Portier stał niewzruszenie. Wyglądał komicznie. Chociaż było ciepło, on ubrany był w gruby, sięgający poniżej kolan surdut, spod którego wystawały wysokie, filcowe buty. - Proszę mnie wpuścić –poprosiłem. - Nie, bez kodu nie otworzę. Nawet nie mam takiej możliwości. Proszę nie nagabywać. - W takim razie zadzwonię do kolegi, zaraz wrócę. - Proszę bardzo. Podszedłem do stojącego nieopodal aparatu telefonicznego, chwyciłem za słuchawkę, przetrząsnąłem kieszenie, wypadło z nich dwa złote. Niestety, telefon był na kartę telefoniczną. Rozglądałem się bezradnie. Wzrok mój padł na instrukcję obsługi aparatu, można było zamówić rozmowę na koszt odbiorcy. Odetchnąłem z ulgą. Wykręciłem numer centrali, miły głosik poprosił mnie o numer telefonu. Podałem, prosząc o jak najszybsze połączenie. W oddali, na końcu deptaka ujrzałem dziewczynę w kolorowej sukience. Doszła już do morza, widziałem jak zdejmuje tenisówki i zanurza nogi w napływających w równych odstępach falach. W słuchawce usłyszałem odpowiedź. - Podany numer nie figuruje w naszym spisie. Nie mogę zrealizować pańskiego połączenia. Przykro mi. - Pani nie jest automatem? –ucieszyłem się, zaraz też powiedziałem- To jest bardzo ważna sprawa, proszę o połączenie w drodze wyjątku. - Nie mogę proszę pana, takie są przepisy. - To niech pani się z nich wyłamie. Przez panią portier nie otworzy mi bramy. Odłożyła słuchawkę. Postanowiłem działać. Podbiegłem do znajdującego się w pobliżu kiosku. Dwa czerwone nosy stały przy nim. Międlili w rękach puste puszki po piwie. Usłyszałem ich fragment rozmowy. - Byłem w tym ZUS-ie, co mi opowiadałeś. Obszedłem cały, olbrzymi gmach. W jednym z pokoi taka wypucowana paniusia obrzuciła mnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%