Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 14 min czytania

Pętla [tytuł roboczy]

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Pętla{/b}

Pięć osób, w tym jedna kobieta, w milczeniu przyglądało się leżącemu na łóżku mężczyźnie. Łóżko było wysunięte z głębi jednej z kilkudziesięciu szuflad, równomiernie rozłożonych na ścianach pomieszczenia przypominającego nieco kostnicę. Mdłe światło lamp plazmowych rzucało upiorny blask na nagie ciało. Klatka piersiowa unosiła się i opadała miarowo, a do żył na rękach mężczyzny podłączone były kolorowe przewody, niknące w mroku szuflady. Na głowie miał opaskę Mind Playera. Jedno oko przysłaniał mikroprojektor urządzenia. Gałka pod odsłoniętą powieką poruszała się nieustannie. Mężczyzna ewidentnie znajdował się w fazie głębokiego snu. Pierwsza przerwała ciszę czarnowłosa kobieta.

.oOo.

Biegłem. Zdawało mi się, że całą wieczność. Bez końca i bez początku - nie pamiętam już, jak to się zaczęło. Wąska, metalowa rampa zawieszona wysoko nad kanałem uciekała spod moich stop, a stukot ciężkich butów odbijał się echem od ścian wznoszących się po obu stronach. Wysoko w górze, granat wieczornego nieba kontrastował z szarością betonu. Rampa ciągnęła się prosto przez jakieś sto, może dwieście metrów, po czym znikała za ostrym zakrętem. Zaczynałem odczuwać brak sił. Zaryzykowałem szybki rzut oka za siebie. Dwóch ścigających mnie facetów zmniejszało odległość. Nadludzkim wysiłkiem przyspieszyłem kroku. Zakręt zbliżał się coraz bardziej. Nagle coś z tyłu trzasnęło głucho i niemal w tym samym momencie spory kawałek betonu odpadł ze ściany obok, pociągając za sobą kaskadę białego pyłu. Padł drugi strzał i tym razem usłyszałem świst plazmy tuż kolo ucha. Udało mi się dobiec do zakrętu, zanim wystrzelono po raz trzeci. Z ulgą pokonałem ostry łuk i wpadłem prosto w pustkę. Rampa była zerwana tuż za rogiem - jej część musiała przerdzewieć i zapaść się. Zdążyłem tylko krzyknąć i runąłem wprost w płyciznę kanału, jakieś piętnaście metrów w dół. Poczułem serce w gardle… ...i otwarłem oczy. Uniosłem soczewkę mikroprojektora i zamrugałem, odzyskując ostrość widzenia. Następnie wyciągnąłem z uszu igły złącza, po czym zdjąłem z głowy opaskę Mind Playera. Lekka dezorientacja jak zawsze minęła po kilkunastu sekundach. - I jak preview? – zapytała kobieta siedząca w fotelu za biurkiem. - W porządku, Moni – odparłem. Przez moment miałem uczucie deja vu. – Daje radę, wezmę. Gość połamał sobie kręgosłup, ale przeżył, mówisz? Jestem pewien, że znajdę kilku masochistów, którzy będą chcieli za to zapłacić. - Michał… Uważaj na siebie. Ostatnio podejrzanie często kręci się tu SPM. Widziałam też paru tajniaków bez koloratek. Mam zamiar zmienić miejscówkę. Chyba przeniosę się bliżej centrum okręgu. - Nie boisz się konkurencji? – zdziwiłem się. Moni była zazwyczaj ostrożna, nie lubiła ryzyka. - Wolę bać się konkurencji niż pancernych koloratek – na jej twarzy przez chwilę zakwitł uśmiech. – Tę pierwszą zawsze można wykończyć. Czarny rynek rządzi się swoimi prawami, szczególnie w naszej branży. Przecież nie muszę ci tego mówić. - Nie musisz – zgodziłem się. - Najdalej za tydzień już mnie tu nie będzie. Za gorąco się robi. - Ile za ten dream? – poklepałem leżący obok mnie Mind Player. - Jak dla ciebie czterdzieści. Plus dzisiejsza noc dla mnie, włączając w to kolację przy świecach i opróżnienie butelki wina z niesyntetycznych winogron. Co ty na to? Zapadło milczenie. Nie musiałem odpowiadać. Zmierzch sączył się do pokoju przez duże okna, zatapiając pomieszczenie w półmroku. Moni posłała mi powłóczyste spojrzenie spod kaskady kruczoczarnych włosów i zamrugała niemożliwie długimi rzęsami. Nie, zdecydowanie nie musiałem odpowiadać. Po prostu uległem. Jak zawsze, przez całe dwa lata naszej znajomości. Nie wiem, dlaczego do tej pory nie byliśmy razem. Chyba obydwoje zbytnio ceniliśmy niezależność i swobodę. Poza tym, gdybyśmy stworzyli związek z prawdziwego zdarzenia, ciężko byłoby nam ze sobą handlować nielegalnymi projekcjami. Chociaż z drugiej strony… Gdyby połączyć dostawców Moni z moimi koneksjami wśród odbiorców dreamów, moglibyśmy rozkręcić razem niezły biznes. Wyrwała mnie z zamyślenia dotykając lekko dłoni. Nawet nie widziałem, kiedy podeszła. Kiedy tylko chciała, potrafiła się skradać jak kotka. Po kolacji na zmianę kochaliśmy się i przysypiali, dopóki blady świt nie zajrzał w okna apartamentu. Wtedy zasnęliśmy na dobre, wtuleni w siebie w satynowych górach spoconej pościeli; szczęśliwi, zmęczeni i zupełnie nieświadomi nadchodzącej tragedii.

.oOo.

Promienie słońca padające na łóżko zbudziły mnie koło południa. Po cichu wygrzebałem się z pościeli, starając się nie obudzić Moni. Odwróciła się tylko na drugi bok i westchnęła lekko przez sen, a jej włosy rozlały się po poduszce czarną falą. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się, pakując przy okazji do plecaka Mind Playera. Na parter zjechałem windą. W jej drzwiach minąłem się z trójką facetów w długich, czarnych płaszczach. Nie mieli koloratek, ale zdecydowanie wyglądali na tajniaków ze Służb Policyjnych Miasta, o których wspominała wczoraj dziewczyna. Gdy zniknęli w windzie, momentalnie dopadłem drugiej kabiny. Chwilę musiałem odczekać, zanim zjawiła się na dole. Podjechałem na piętro poniżej apartamentu Moni i wszedłem po schodach na górę, zachowując czujność. Drzwi do mieszkania były lekko uchylone. Wślizgnąłem się do środka. Ostrożnie stawiałem kroki, posuwając się powoli w głąb przedpokoju. Wtem z sypialni dobiegł mnie urwany krzyk, zmieszany z brzękiem tłuczonego szkła. Wpadłem tam jak burza, wyciągając z kieszeni płaszcza mały pistolet plazmowy. Wielkie okno znajdujące się na ścianie naprzeciwko wejścia było rozbite. Na zewnątrz kołysała się zawieszona w powietrzu Ważka – smukły i zwrotny pojazd, służący do transportu niewielkich oddziałów SPM. Z pokojem łączyła ją dość szeroka, wysuwana rampa, po której dwóch facetów w płaszczach wynosiło nieprzytomną Moni. Trzeci stał u stóp rampy i właśnie wznosił pistolet do strzału. Uskoczyłem za fotel stojący obok, a w miejscu, gdzie przed chwilą stałem, dywan zamienił się w parującą, zieloną papkę. Odczekałem kilkanaście sekund, a gdy spodziewane kolejne strzały nie padły, ostrożnie wychyliłem głowę zza mojej osłony. Zobaczyłem tylko jak ostatni z napastników znika we wnętrzu Ważki, a ta wznosi się pionowo w górę, wciągając jednocześnie rampę. Odważyłem się wyjść dopiero wtedy, gdy huk silników zginął w codziennych odgłosach Miasta. Zakląłem szpetnie i sprawdziłem mieszkanie. Wszystkie pomieszczenia były w nieładzie. Tajniacy ewidentnie czegoś szukali i widać było, że znają się na swojej robocie. W ciągu tych kilku minut dokładnie przeczesali cały apartament, na który składały się sypialnia, łazienka, pokój dzienny oraz kuchnia. Nie byłem…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pętla [tytuł roboczy] — czytnik · opowiadania