Fantastyka · 6 min czytania
Pettigrew zdradza Potterów
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Światła reflektorów oślepiały Glizdogona, gdy ten próbował przejść na drugą stronę drogi. Padała mała mżawka, a samochody jeden za drugim mknęły przed siebie jak mrówki, ale skulony człeczyna bez zastanawianie zrobił pierwszy krok na czarną taflę mokrej jezdni, o mało co nie zostając potrącony przez jadące auto, którego kierowca nacisnął kilkakrotnie klakson na swojej kierownicy, krzycząc za Glizdogonem, ale ten tylko z obojętnością w oczach machnął ręką, w stronę wrzeszczącego kierowcy.
Oszołomiony i przemoczony do suchej nitki kroczył przed siebie, omijając i nie raz wpadając na idących z przeciwka przechodniów, którzy pod parasolami próbowali skryć się przed padającym już coraz bardziej wzmacniającym się deszczem.
Zatrzymał się raptownie, gdy dostrzegł, że przy najbliższej latarni ulicznej stoi dwóch barczystych mężczyzn w pelerynach, jeden trzymał przy boku parasol, ale go nie miał zamiaru użyć, z ich szat tak jak i Glizdogona ściekała jak z wodospadu woda.
- Co ty robisz, Glizdek - powiedział Peter sam do siebie, i już miał się cofnąć, ale jeden z mężczyzn w pelerynach dostrzegł go.
Podbiegł dość szybko do Glizdogona wraz ze swoich współtowarzyszem patrząc się dziwnie w jego wodniste-niebieskie oczy.
- Chciałeś dać dyla, co? - zapytał nieco niższy do kolegi śmierciożerca o słomianych włosach. - Czarny Pan czeka na ciebie.
Glizdogon zatrząsł się patrząc jakby spod łba na obu śmierciożerców, ale tak na prawdę, to zerkał na nich przestraszonym wzrokiem.
Część 22 / 2
- Ależ skąd panowie, jak tylko... - zaczął Glizdogon uśmiechając się głupkowato do swoich rozmówców.
Nagle jeden z mężczyzn złapał go bez ostrzeżenia za ramię i obrócił się w miejscu. Glizdogon poczuł, jak uścisk na jego ramieniu wzmaga się, a nogi odrywają się od podłoża. Następnie uderzył stopami w twardy grunt, stwierdzając po chwili, że ma zamknięte oczy, szybko je otworzył, a jego przedtem trzęsące się ciało teraz ledwo utrzymywało się na krótkich nogach. Stali na zupełnie innej ulicy twarzą do bocznej alejki między obuwniczym, a sklepem z damską bielizną. Uliczka była mroczna, deszcz przestał padać.
Chwilę po nich zmaterializował się drugi ze śmierciożerców, a potem obaj za oba ramiona Glizdogona wciągnęli go w głąb uliczki, gdzie napotkali trzech innych śmierciożerców również w czarnych płaszczach, tu w ciemnościach płaszcze śmierciożerców przypominały smołę.
- Czarny Pan? - zapytał wyższy śmierciożerca o czarnych ulizanych włosach, który ściskał prawe ramię Glizdogona.
- Czeka - powiedział inny nieco pulchny mężczyzna, oparty o ścianę sklepu z damską bielizną.
Na pierwszy rzut…