Romans · 16 min czytania
Piaskiem w oczy Rozdz.II cz.2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział II Część II
Jacka obudził głos matki. Rozmawiała przez telefon. Potem usłyszał jej kroki. Weszła do pokoju i lekko dotknęła jego ramienia. - Jacek, dzwoni Hania i chce z tobą rozmawiać. Wyskoczył natychmiast z łóżka. Nawet nie założył laczków tylko na boso pobiegł do telefonu i chwycił słuchawkę. - Tak, słucham cię Haniu - powiedział trochę podekscytowany. - Cześć. Przepraszam, że tak wcześnie dzwonię i budzę cię, ale musimy się spotkać powiedziała jednym tchem. - Nic nie szkodzi. Nie spałem już. Oczywiście spotkajmy się - zgodził się - zaraz przyjdę do ciebie. - Nie, nie przychodź do mnie. Spotkajmy się na plantach koło klombu - zaproponowała. - Dobrze, jak chcesz - odpowiedział trochę zaskoczony. - Jacek, ale spotkajmy się teraz to znaczy natychmiast. - Skąd ten pośpiech, stało się coś? - spytał nieco zaniepokojony. - Pytasz się jeszcze, czy coś się stało? Musimy tę sprawę załatwić raz na zawsze, uwierz mi, tak będzie lepiej - odpowiedziała i odłożyła słuchawkę. Wracając do pokoju zdążył tylko powiedzieć mamie, że wychodzi. Ubrał się szybko i dosłownie za kilka minut był gotowy. W czasie drogi myślał, jak będzie wyglądać ich spotkanie. Czy znowu zakończy się kłótnią? Mam nadzieję, że Hania nie będzie histeryzować - pomyślał. Rozpatrywał też taką możliwość, żeby jednak zostać w Rawiczu. Pewnie Hania ucieszyłaby się bardzo z tego powodu. Swoją drogą Hania musiała być bardzo wściekła jak do mnie dzwoniła. Nie mówiła do mnie Jacku tak jak zawsze tylko Jacek. Może trochę wyolbrzymiam i nie jest tak jak myślę - analizował ich ostatnią rozmowę telefoniczną. Dochodził właśnie do miejsca spotkania. Już z daleka widział Hanię siedzącą na ławce. Ubrana była w różową sukienkę, którą kupili w Poznaniu będąc wspólnie na zakupach. Hania wyjątkowo ślicznie w niej wyglądała. - Cześć Haniu - przywitał się z nią, pochylając się jednocześnie, żeby pocałować ją w policzek. Zwykle tak robił i ona również odwzajemniała mu się buziakiem. Tym razem zrobiła unik głową. Zrezygnował z pościgu za jej policzkiem i nieco zmieszany usiadł obok niej. - Cóż takiego ważnego było, że musieliśmy się spotkać natychmiast i nie u ciebie? - spytał. - Nie wiesz!? I jeszcze się pytasz - odpowiedziała nieco wzburzona. - No dobrze. Powiedzmy, że się domyślam. Hania znienacka wstała i stanęła na przeciw jego. Ujęła się pod boki i nabrała powietrza. - Prawie całą noc nie spałam i myślałam o nas. Jacek musisz mi teraz konkretnie powiedzieć, czy wybierasz mnie czy Szczecin? - Haniu nie stawiaj tak tej sprawy - powiedział nieco zmieszany. - Pytam jeszcze raz, ja czy Szczecin? - Oczywiście, że ty i tylko ty, ale już ci mówiłem, że pojadę tylko wybadać teren. Może osiedlimy się tam. Wstał z ławki i chciał ją objąć. Ale odepchnęła go zdecydowanym ruchem. - Mam rozumieć, że podjąłeś już decyzję, że jednak Szczecin? - spytała stanowczo. - Na razie chcę jechać do Szczecina, ale widzę, że robisz z tego ogromny problem. Zauważyłem, że zmieniłaś się bardzo od momentu, kiedy poszedłem do wojska. Nie rozumiem też dlaczego robisz taki problem z tego, że chcę jechać do Szczecina? Przecież kocham cię i chcę z tobą być. Hania zachowywała się tak jakby w ogóle go nie słuchała. Patrzyła mu tylko prosto w oczy i jak skończył powiedziała: - W takim razie z nami koniec. Jedź sobie do tego zasranego Szczecina. Szkoda tylko, że tak długo na ciebie czekałam. - Ależ Haniu, jeżeli rozstajemy się to chociaż nie w kłótni. - Życzę ci wszystkiego dobrego w tym dużym mieście. A twojego wujka Staszka..... - szukała szybko słów - niech szlag trafi. - Masz tutaj swój pierścionek zaręczynowy. To mówiąc zdjęła z palca srebrny pierścionek (nawet jej się teraz udało go zdjąć) i rzuciła nim w Jacka. Pierścionek trafił go w okolicy brzucha, odbił od niego i gdzieś się potoczył. Hania odwróciła się i pobiegła w stronę swojego domu. Stał chwilę i patrzył za nią, aż zniknie za drzewami parku. Nie mógł zrozumieć dlaczego tak żywiołowo zareagowała. Przecież wiedziała doskonale, że ją kocha. Planowali wspólną przyszłość. Wprawdzie w planach nie przewidywali żadnego wyjazdu, ale to chyba nie powinno stać się kością niezgody między kochającymi się ludźmi. Zajrzał jeszcze pod ławkę bo wydawało mu się, że właśnie tam upadł pierścionek. Rzeczywiście leżał tam. Podniósł go, oczyścił i wydmuchał piach ze żłobień wokół oczka. Po czym wsunął go do kieszeni. W końcu poszedł do domu. Poczuł się nagle taki zmęczony wręcz wyczerpany. Nic dziwnego przecież nie spał prawie całą noc. Wszedł do mieszkania, zdjął buty i poszedł do kuchni. Mama przygotowała mu śniadanie choć wcale nie chciało mu się jeść. Zmusił się jednak do zjedzenia jednej bułki. Wiedział, że mama ma do niego mnóstwo pytań, ale była na tyle dyskretna, że o nic nie pytała. On sam też nie miał ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Nie był w stanie teraz analizować tego co się stało. Właściwie to do niego nie docierało. Miał jeszcze kilka drobnych spraw do załatwienia przed wyjazdem więc musiał się spieszyć. Zjadł śniadanie i wyszedł. Po kilku godzinach wrócił z powrotem do domu. Chciał się teraz spakować, ale cały czas myślał o Hani. Kilka razy chwytał słuchawkę telefonu i chciał zadzwonić, ale za każdym razem brakowało mu odwagi. W końcu chyba za piątym, albo nawet za dziesiątym razem wykręcił do niej numer. Po kilku sygnałach usłyszał w słuchawce "Halo". To pani Zofia - mama Hani. - Dzień dobry, mówi Jacek. Czy mogę rozmawiać z Hanią? - Poczekaj chwilkę. Czekanie wydawało się wiecznością. Czekając, przebierał nogami, chodził tam i z powrotem oczywiście na tyle na ile pozwalała mi długość kabla telefonicznego. Wyglądał tak jakby czekał, aż jego młodsza siostra zwolni toaletę, a on ma pełny pęcherz. Wreszcie doczekał się. - Jacek, Hania nie chce z tobą rozmawiać - usłyszał w słuchawce głos jej mamy. - Jak to nie chce ze mną rozmawiać? - spytał zdziwiony. - Jest u siebie w pokoju i nie chce podejść do telefonu i nie chce cię widzieć -powtórzyła. W zasadzie mógł się tego spodziewać. Podziękował więc mamie Hani i odłożył słuchawkę. Miał jutro jechać do Szczecina, ale wiedział, że nie do końca załatwił najważniejszą sprawę. Nie mógł tak tego zostawić. Postanowił, że przesunie termin wyjazdu i jeszcze raz musi porozmawiać z Hanią. Rano wstał z nadzieją, że uda mu się w końcu na spokojnie porozmawiać z Hanią Niczego nie pragnął tylko to żeby go wysłuchała i zrozumiała. Postanowił poświęcić dzień na to, żeby zdobyć choć parę minut na rozmowę z Hanią. W ciągu dnia przygotowywał się do wyjazdu. Myślami jednak był przy Hani. Jesteśmy ze sobą prawie sześć lat i to o czymś świadczy. Jesteśmy dla siebie. Chcę tylko wyjechać do Szczecina, żeby przygotować grunt pod nasze wspólne życie. Przecież chcemy oboje dobrze przygotować się do wspólnego życia nie tylko duchowo, ale też materialnie. Nie rozumiem czego ona się obawia. Czy to znaczy, że nie ma do mnie zaufania? - rozmyślał. Telefonicznie powiadomił wujostwo, że przyjedzie o jeden dzień później i zaraz po obiedzie poszedł pod dom Hani. Usiadł na ławce tak, żeby go nie było widać z jej okien i cierpliwie czekał. Wiedział, że w końcu musi wyjść. Lubiła wychodzić późnym popołudniem. Wtedy razem spacerowali w ciepłe wieczory przed snem. No i doczekał się. Było gdzieś po szesnastej. Drzwi budynku otwarły się i wyszła Hania. Odczekał chwilę i poszedł za nią. Weszła na planty i wtedy podbiegł do niej. - Haniu, proszę porozmawiaj ze mną. - powiedział lekko zdyszany. - Nie mamy o czym rozmawiać. - odpowiedziała nie zatrzymując się. - Jak to nie mamy o czym rozmawiać. Pomówmy o nas. Zatrzymała się