Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 10 min czytania

Piaskiem w oczy Rozdz.IV cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział IV Część I

Jacek niewiele pamiętał z pogrzebu Hani. Jego mama - pani Helena - załatwiła ze znajomym lekarzem, żeby ten podał mu jakieś środki uspokajające. Po środkach był trochę otępiały, ale mniej więcej wiedział, o co chodzi. Rodzice Jacka przez cały czas czuwali nad nim, żeby nie załamał się i nie rozpaczał, ale środki uspokajające okazały się na tyle skuteczne, że nic takiego nie miało miejsca. Na pogrzeb zjechała się cała rodzina państwa Kwiecińskich - rodziców Hani - ich znajomi, sąsiedzi i oczywiście przyszło dużo młodzieży - koledzy, koleżanki, przyjaciele Hani. Na drugi dzień Jacek musiał jechać już do Szczecina. Komendant przedłużył mu wolne tylko o jeden dzień. W dniu wyjazdu poszedł jeszcze na cmentarz pożegnać się z Hanią. Szedł wolno krok za krokiem. Nie mógł uwierzyć, że chcąc się z nią pożegnać przed wyjazdem musi iść na jej grób. Jak dotąd było tak prosto, tak normalnie. Spacerowali rawickimi plantami trzymając się za ręce. Mógł ją pocałować, a ona jego. Jeszcze zaledwie kilka dni temu z nią rozmawiał. Stał obok niej, przy jej łóżku szpitalnym. Trzymali się wtedy za ręce i marzyli o przyszłości. Całował jej dłoń, mówił, że jš kocha. Teraz brakuje mu tego, tych wzajemnych pieszczot, przytulania się. Hania leżała na nowym cmentarzu. To oznaczało przejście całego starego cmentarza, zanim dotrze się do nowego. Wśród innych grobów dostrzegł świeżą mogiłę. Tam pochowana była Hania. Grób był wprost zasypany kwiatami. Stanął w miejscu jej spoczynku. Kwiatów było naprawdę mnóstwo. Było od nich kolorowo. Pachniały. Na większości wiązanek widniał napis "Ostatnie Pożegnanie". Hania lubiła bardzo kwiaty. Jeszcze leżąc w szpitalu o tym mówiła. Oboje wtedy marzyli o własnym domu z ogrodem pełnych kwiatów. Kwiaty są teraz na jej grobie, ale tak nie miało być. Przeżegnał się. Stał ze spuszczoną głową. Już od samego rana było bardzo ciepło. Słońce przebijało się przez małe chmurki. Powiewał lekki wiaterek. Jacek zamyślił się. - Haniu, nawet nigdy o tym nie myślałem, że kiedykolwiek przyjdę na twój grób. To właśnie nasza miłość miała sprawić, że bylibyśmy nieśmiertelni; szeptał do siebie. Padł na kolana przed mogiłą, które zaryły się w świeżo rozkopany piach. Potem ręce zanurzył w spulchniony piach na jej grobie. Zanurzone dłonie w piachu zamknął i podniósł ręce do góry z piaskiem w dłoniach. Otwarł je, patrząc jednocześnie w niebo. Piasek przesypywał się między jego palcami. Półszeptem spytał samego siebie - dlaczego? Czy mój wyjazd do Szczecina nie ma już sensu? - czuł ciężar w sercu. Znów pochylił głowę. Modlił się. Kilka metrów dalej stała przy grobie - kogoś bliskiego - jakaś kobieta. Chwilę obserwowała zachowanie Jacka przy mogile jego dziewczyny. Chciała podejść, pocieszyć, ale nie śmiała mu przeszkadzać. Była na pogrzebie tej dziewczyny z czystej ciekawości. Wiedziała, że nie tylko rodzice stracili córkę, ale był jeszcze ktoś, dla kogo była bardzo bliska. To był właśnie on - Jacek. Zaczął płakać. Zakrył twarz ręką zabrudzoną piachem. Potem oczyścił sobie ręce i twarz. W dalszym ciągu zadawał sobie pytanie - Haniu, co mam teraz robić? Mam wracać i żyć tak jakby się nic nie stało? - po dłuższej medytacji postanowił, że jednak wróci i spełni jej prośbę. Przyrzekł jej przecież, że spełni ich marzenia nawet, gdyby to miał zrobić z inną kobietą. Płakał dalej, choć tego nie chciał. Dał jednak upust swojemu żalowi. Nie mógł i nie chciał dłużej dusić tego w sobie.

Był lipcowy dzień. Jeszcze jeden letni, słoneczny dzień i nikt nie przypuszczał, że może coś się wydarzyć, a na pewno nie Jacek. To miał być spokojny zwykły dzień. Ot po prostu jedna z wielu służb patrolowych. Jacek i jego kolega z patrolu - Grzegorz szli jedną z głównych ulic Szczecina, poruszając się dość leniwie. Po prostu zwykłe, piesze patrolowanie rejonu miasta. Przechodnie mijali się w dużym pośpiechu. Było akurat około godziny 10.00. Szli w milczeniu. Jacek lubił służbę patrolową, gdy jego partnerem był Grzegorz. Kiedy tylko ukończyli szkolenie i rozpoczęli służby patrolowe w mieście, a więc od samego początku, trzymali się wszędzie razem. Grzegorz okazał się świetnym kumplem. Bardzo lubił żarty, znał dużo dowcipów, był taki swojski, ale kiedy Jacek chciał trochę pomilczeć to nie zadawał mu żadnych zbędnych pytań. Sam też zachowywał milczenie. I było jeszcze coś... . Otóż w czasie pełnienia służby można było być pewnym Grzegorza. To bardzo ważne mieć do partnera zaufanie. Owszem można dowcipkować i tak było, ale oboje znali się na robocie policjanta i kiedy trzeba było, zachowywali powagę, profesjonalizm i zdrowy rozsądek. Jednym słowem tworzyli zgrany duet zarówno w pracy jak i po pracy. Czasem oboje szli gdzieś na piwo i wtedy dużo ze sobą rozmawiali. Grzegorz od roku był młodym mężem i za parę miesięcy miał zostać tatą. Jego żona to miła dziewczyna, ale Jackowi wydawało się, że zbyt musztruje Grzegorza, jak to się mówi - ustawia go po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Piaskiem w oczy Rozdz.IV cz.1 — czytnik · opowiadania