Romans · 9 min czytania
Piaskiem w oczy Rozdz. V cz. 1.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział V cz. I
Była środa i Jacek postanowił właśnie dzisiaj pójść po czapkę. Chciał mieć to już za sobą. Podświadomie, obawiał się iść do tej nieznajomej kobiety po swoją rzecz. Nie wiem, po co ona zabrała tę czapkę. Mogła przecież zostawić ją w komisariacie. Ostatecznie to służbowa czapka, a nie moja jakaś tam cywilna - zimowa. Nie wiedział jak to u niej będzie. Diabli nadali taki problem. Nie dość, że człowiek nadstawia karku za jej torebkę to ona jeszcze przywłaszcza sobie nie swoją rzecz. Tak rozmyślając, przygotowywał się do wyjścia bardzo starannie. W łazience siedział całe 30 minut. Dobrze, że w domu nie było nikogo bo zablokował łazienkę na amen. Kiedy skończył cały swój rytuał przygotowawczy, wyszedł z łazienki i stanął przed lustrem w przedpokoju. Przeglądał się w nim z każdej strony. Kiedy uznał, że Robert Redford to przy nim mały pikuś, postanowił już wyjść z domu i iść po tę nieszczęsną czapkę. Chciał przyjść wcześniej bo obiecał cioci, że o czternastej wstawi ziemniaki na obiad. Stanął przed wysokim budynkiem w centrum miasta. Jeszcze raz przeczytał adres z karteczki, którą dał mu Grzegorz. Wszystko się zgadza. Nie było trudno trafić. Plac Zwycięstwa znajduje się w centrum miasta. Budynek również odnalazł bez trudu. Ostatecznie jest policjantem, który pełni służbę patrolową w mieście. Znajomość miasta wymagana jest od każdego funkcjonariusza, więc takową posiadał. Stał przed drzwiami wejściowymi do bloku. Spojrzał do góry. Kobieta, do której miał iść, mieszkała na trzecim piętrze. Wszedł do bloku bez problemu. Drzwi wejściowe były nie domknięte. Lekko je pchnął i wszedł na klatkę schodową. Pozostała tylko krótka podróż windą i już stał przed drzwiami mieszkania. Na drzwiach nie było tabliczki z nazwiskiem. Była tylko tabliczka z numerem mieszkania - 10. Zastanawiał się przez chwilę, jak ma spytać się osoby, która mu otworzy drzwi o kobietę, do której przyszedł - "dzień dobry, czy jest pani dziesięć?" Odrzucił jednak tę myśl bo wydała mu się kretyńska, żeby zawracać sobie nią głowę. Nie wiedział dlaczego, ale wydawało mu się, że drzwi otworzy właściwa osoba. Nacisnął przycisk dzwonka. Usłyszał przyjemną melodyjkę. Czekał dłuższą chwilę, aż ktoś mu otworzy, czekał na tyle długo, aż pomyślał, że nikogo nie ma. Kobieta pewnie poszła na zakupy. Wtem drzwi otwarły się. Zobaczył w nich kobietę. Tš samą, którą pamiętał z interwencji na ulicy. Widział ją wtedy przez chwilę i kątem oka, ale dobrze jš zapamiętał i ten słodki zapach perfum. Był inny od tych, które dotychczas znał. Na widok kobiety - zastygł. Stanęła przed nim prawdziwa piękność. To niewątpliwie dzieło sztuki. Natura potrafi stworzyć ładne, albo wprost zachwycające kobiety. Takim dziełem sztuki była właśnie ona. Natura czasem jednak zrobi małego psikusa i doda jakiś defekt. Kobieta z defektem może mieć na przykład krzywe nogi, krzywe zęby, odstające uszy, albo zeza. Ale nie ona. Była mniej więcej jego wzrostu. Włosy gęste, jasny blond, długie do ramion. Ubrana była w krótką, czarną sukienkę na cieniutkich ramiączkach. Sukienka wykończona była czarną, delikatną koronkę. Jacek stał jak sparaliżowany. Zaczęła mu działać wyobraźnia. Zaschło mu w gardle. Zabrakło śliny. Dziwne, powinien - jak inni mężczyźni - na jej widok ślinić się. Niewątpliwie coś się zaczęło z nim dziać. Od dawna - po śmierci Hani oczywiście - żadna kobieta tak na niego nie działała. - Dzień dobry. - Z trudem wyksztusił z siebie powitanie. - Dzień dobry - odpowiedziała mu cichym i delikatnym głosikiem. - Czy pani mnie poznaje? - spytał uśmiechając się. - Podobno ma pani moją czapkę służbową. - Ach tak, już sobie przypominam. - Uniosła brwi. - Czekam na pana - dodała. - Jak to? - Wyraził zdziwienie choć było to normalne, że czekała na niego. - No przecież kiedyś musiał pan przyjść, żeby przynajmniej odebrać czapkę. Tylko dlaczego tak późno? - No tak, ma pani rację. - Przyznał jej rację. - Po szpitalu musiałem trochę poleżeć w domu. Wiedziałem, że czapka jest w bezpiecznym miejscu. Uśmiechnęła się i skinęła głową, jakby chciała powiedzieć, że się nie myli. - Proszę, niech pan wejdzie. - To mówiąc cofnęła się o jeden krok do tyłu i wykonała prawą ręką zapraszający gest. Niepewnym krokiem przekroczył próg i wszedł do środka. Szybkim ruchem głowy rozejrzał się, po czym przemierzył krótki przedpokój, który wprowadził go do dużego pokoju. Pokój był pomalowany na biało - albo to była dobrze położona tapeta. Meble także były białe. Pod ścianą…