Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 12 min czytania

Piątek czternastego

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b} Piątek czternastego {/b}

Był luty i tej nocy śnieg sypał bardzo mocno. Drobne płatki wyjątkowo złośliwie kłuły w twarz, a porywisty wiatr, wespół z wypitą wcześniej whiskey, skutecznie utrudniał zachowanie równowagi. Wreszcie dotarłem do przecznicy na rogu której, obok szacownej bramy, znajdowały się potężne, drewniane drzwi. Wszedłem do środka. W barze jak zwykle było sporo ludzi, ale wciąż dało się dostrzec kilka wolnych miejsc. Na ciasnej scenie występował zespół brzmiący solidnie i tłusto. Podłoga przyjemnie wibrowała w rytm pulsującego basu, który wraz z barowym harmidrem i gęstym, zawieszonym w powietrzu dymem z papierosów tworzył lubianą przeze mnie kombinację. Mój wzrok bezwiednie powędrował w stronę tańczącej na rurze dziwki. To był wzrok samca. W szarawym świetle starych reflektorów wyglądała wyjątkowo ponętnie. – Whiskey z lodem – powiedziałem do brodatego barmana, który, jak się zdawało, mierzył mnie wzrokiem od momentu kiedy wszedłem. Zręcznie wystawił szklankę na dębowy blat i zgrabnym ruchem nasypał do niej cztery kostki. – Dzisiaj piątek czternastego, stary – rzekł niechętnie, nalewając.

Zająłem miejsce niedaleko motocyklistów, bo stamtąd dobrze było widać rozbierającą się tancerkę. Motocykliści grali w karty, głośno klęli, śmiali się i pili piwo z kufli. Nienawidziłem tych sukinsynów. Zapaliłem papierosa, zaciągnąłem się łapczywie. Gęsty, zimny dym rozkosznie wypełniający płuca był ukojeniem dla moich zszarganych nerwów. Dziewczyna była młoda i ładna, poruszała się z niezwykłą gracją. Jej długie, czarne włosy falowały w szalonym tańcu. Była cała mokra, a blask żarówek przebijający się przez sztuczny dym zmysłowo oświetlał jej doskonałe ciało, wijące się w ponętnych ruchach. Chyba spojrzała mi w oczy, delikatnie zsuwając ze stóp pantofle. Powiodła palcem od kostki aż po udo. Dojrzałem uśmiech w kąciku jej ust i poczułem dreszcz, nieśmiało idący od pleców, a kończący się elektryzującym impulsem tuż przy karku. Band rozpoczął kolejny utwór, zaś pogwizdujący na stripteaserkę idioci sprawiali wrażenie jakby naprawdę myśleli, że dzięki ich krzykom laska zdejmie z siebie wszystko od razu. Zacząłem zastanawiać się, jak gówniany był ten dzień. Myśl, że jeszcze parę głębszych i urżnę się jak zwykle była dla mnie jedyną pozytywną perspektywą. Właśnie dopijałem trzecią kolejkę, gdy – ku wielkiemu rozczarowaniu wrzaskliwych obwiesiów – dziewczyna skończyła swój występ i wchodząc do garderoby zniknęła mi z oczu. Chwilę później udałem się do łazienki i stanąłem w małej, kilkuosobowej kolejce. Spoglądałem w stronę grającego nadal zespołu, który tego wieczoru bardzo mi się podobał. Byłem już blisko łazienkowych drzwi, kiedy jakiś facet wepchnął się przede mnie. – Ech, skoro rzeczywiście nie możesz już wytrzymać... kłopoty z prostatą? – powiedziałem mu do ucha, wzdychając. – Wiesz do kogo mówisz, jełopie? – mężczyzna był łysy i twarz miał całą w pryszczach, a na policzku, od ucha aż po kącik ust, szpeciła go blizna. Blizna po – jak oceniłem – głębokim ciosie nożem. – Goń się – warknąłem. Typ trącił mnie jeszcze ramieniem gdy wychodził z kibla. – Nie słyszałem, żebyś umył rączki – parsknąłem za nim.

W środku wreszcie zaspokoiłem palącą potrzebę. Whiskey i okropny mróz nie były połączeniem korzystnym dla pęcherza. – Cześć, przystojniaku – powiedziałem, widząc się w lustrze. Niedbale poprawiłem niewymagającą tego fryzurę i pewnym krokiem udałem się po kolejnego drinka. W połowie drogi powrotnej na swoje miejsce spojrzałem w stronę garderobianych drzwi. Wyblakła, jasnozielona farba sprawiała, że wyglądały one całkiem jak obskurne wejście do szaletu – gdyby nie wielka, złota gwiazda z tektury powieszona nad nimi, można by się pomylić. Po krótkiej chwili wahania podążałem już nie w stronę stolika, ale barowej kanciapy dla dziwek. Wewnątrz znajdował się ciasny korytarz, który najwyraźniej postanowiono przeznaczyć na przechowywanie śmieci. Na szczęście dzięki wdzięcznemu napisowi TANCERKI na drzwiach tuż przede mną, nie zastanawiałem się długo, gdzie wejść. Zapukałem delikatnie i zaśmiałem się z siebie jednocześnie, bo stripteaserka raczej nie czułaby się zakłopotana, gdybym zastał ją nagą. Słysząc głośne „proszę!” nacisnąłem na rozklekotaną, obdrapaną klamkę. Kobieta okazała się jeszcze ładniejsza niż wcześniej mi się wydało. Tym razem była ubrana. I to w ciuchy dalekie konwencji stripteasu. – Och, to ty... pamiętam cię – obdarowała mnie zalotnym uśmiechem, nie wydając się zaskoczona moją obecnością w jej garderobie. Nie odwróciła się, ale widzieliśmy się w starym, brudnym lustrze, krzywo zawieszonym na przyrdzewiałym gwoździu. Poprawiała spięte włosy. – Mogę prosić o autograf, piękna? – No dobra, ale najpierw zaproś mnie na drinka – obróciła się na kręconym krześle i zgrabnie wstała, jej krągły biust zafalował. Stanęła bliżej mnie, tak, że poczułem jej oddech między guzikami koszuli. Delikatny zapach potu i kobiecych perfum przyjemnie gryzł w nozdrza. – No chyba, że nie chcesz?

Usiedliśmy przy barze, zamówiłem jej drinka. Sam byłem już wstawiony, co nie przeszkadzało mi w prowadzeniu konwersacji – wręcz przeciwnie. Minuty mijały jak sekundy, a w rozmowie czuć było narastające napięcie, które kręciło nas obojga w taki sam, niesamowity sposób. Przez chwilę pomyślałem nawet, że w tym wieczorze kryje się jakaś magia. – Idę przypudrować nosek – powiedziała, opanowując śmiech po kolejnym dowcipie – zaraz wracam. – Mówiłem, kolego... – odwrócił się do mnie barman,kiedy tylko zauważył, że dziewczyna się oddaliła. – Dzisiaj piątek czternastego. Pechowy dzień. – Odwal się. Jest fajnie. – Do czasu, brachu... do czasu...

Było już późno, kiedy wychodziliśmy. Pomogłem narzucić jej płaszcz, sam zaś niezgrabnie założyłem swoją skórzaną kurtkę. Wyszliśmy na zewnątrz, trzymając…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Piątek czternastego — czytnik · opowiadania