Fantasy · 7 min czytania
Pięć Domen: Opowiadania - Przyjaciel: cz. 6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Po udanej akcji ratowania Mileny, kobiety przeszły do katedralnej stołówki, która o tej porze dnia świeciła pustkami, i zasiadły przy wąskim stole w wyodrębnionej alkowie z niewielkim tryptykiem zawieszonym na ścianie.
– I co się tak patrzycie? – spytała Tatiana, z ulgą wyciągając obolałe nogi na krześle: buty na wysokim obcasie strasznie ściskały jej przerośnięte stopy przyzwyczajone do wygodnego, roboczego obuwia. Mistrzyni Karevis i zbrojmistrzyni Odin siedziały naprzeciw i obie z równą przenikliwością przyglądały się Matce, próbując wymusić choć strzępek informacji.
– No tak… – Tatiana przewróciła oczami. – Jedna przed chwilą zniknęła, cholera wie gdzie, druga biegała z płaczem po mieście, a teraz… Teraz tylko jedno wam w głowach! Czy wy tu naprawdę nie macie ciekawszych tematów?!
– Spędzamy całe dnie na modlitwie – odezwała się Perl, przybierając pozę niewinnej dziewczynki. – Nie dziw się, że jesteśmy ciekawe życia za murami klasztoru – dokończyła z teatralnym zatroskaniem.
– Na modlitwie, HA! – Tatiana parsknęła donośnie i zaczepnie oparła ramiona o blat. – Żeby, choć jedna z was była tak zaabsorbowana posługą, co plotami i chłopami to…
– Już nie kończ – przerwała jej Perl, a Karevis zachichotała dyskretnie. – Nie my tu znikamy na całą noc po kolacji ze zniewalającą, kwadratową żuchwą – oznajmiła z emfazą. – Opowiadaj; już nie torturuj nas tą tajemnicą.
Matka Sainik pokraśniała, chwyciła za swój warkocz i kręcąc nim nerwowo, wyznała:
Część 22 / 3
– Było miło, ale do niczego nie doszło: spał w drugim pokoju. To dżentelmen – wyjaśniła. Zawiedzione westchnienia po przeciwnej stronie stołu, przypominały buczenie na koniec złego występu.
– Już wy nie bądźcie takie wścibskie! W moim wieku chuć nie uderza do głowy tak jak wam: nie działam impulsywnie! No, koniec tych pogaduszek – Tatiana wstała z drewnianego zydla, a mistrzynie poszły w jej ślady. – Mileno, przyjdź do mnie za godzinę, zdasz raport z magicznego… Mileno?
Karevis zbladła i osunęła się bezwładnie. Perl doskoczyła do przyjaciółki, ratując ją przed bolesnym upadkiem, a Matka pomogła zbrojmistrzyni, posadzić mistyczkę na krześle.
– Co ci jest? Chcesz pić?
– Tak, poproszę – wyszeptała z trudem Karevis.
Zbrojmistrzyni Odin przybiegła z dzbanem zimnej wody i kubkiem.
– Dziękuję, Perl. – Milena, łapczywie opróżniła podane naczynie i nieco oprzytomniała. – Chyba za dużo magii jak na jeden dzień: muszę odpocząć – stwierdziła i spróbowała wstać, ale natychmiast wróciła na krzesło zaalarmowana rozmazującym się widokiem.
Część 33 / 3
– Posiedź jeszcze chwilę – nakazała Matka Sainik. – Zaraz odprowadzimy cię do celi.
*****************************************************************************
– Dziękuję wam.
– Nie ma za co, magiczko od siedmiu boleści – odpowiedziała uszczypliwie Matka i nakryła Milenę kocem. Odpocznij, Perl będzie do ciebie zaglądać. Ja muszę zrzucić te fatałaszki i iść do pałacu. Ponoć przybył belantrejski posłaniec.
– Będzie w dobrych rękach – oświadczyła zbrojmistrzyni i przysiadła na brzegu łóżka usytuowanego w rogu niewielkiej izby. Gdy tylko Tatiana zamknęła drzwi, Perl położyła się obok Mileny i wwierciła w nią pytające spojrzenie.
– Naprawdę nie pamiętasz tych trzech godzin? – wykrztusiła w końcu.
– Mówiłam ci, że nie…