Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 12 min czytania

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 10

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Późnym wieczorem oficjalna część uroczystości dobiegła końca. Wilfred pożegnał się z gośćmi i odprowadził wyczerpaną Holi do komnat Cesarskich, gdzie czekała na nią Lidia i ciepła kąpiel. Ichti mrużyła oczy, huśtając świadomość pomiędzy snem a jawą i nie protestowała, kiedy ubieraczki wzięły się za uwalnianie jej kruchego ciała z wielowarstwowego jedwabnego pancerza.

Cesarz, w niewiele lepszym stanie, z ulgą oddał pelerynę z grubej wulfirskiej skóry w ręce jednego z serwich i ruszył w stronę własnej sypialni. Spleciona z drobnych pierścieni kolczuga, którą wciąż miał na sobie, choć spełniała funkcję wyłącznie ceremonialną, nadal była kawałem metalu, przez co ciążyła strasznie, wysysając z Wilfreda resztki zachowanych sił. Niestety dla niego tradycja w tym aspekcie była bezwzględna: tylko Cesarska krew mogła dotykać pancerza pierwszego z Taresów. Wilfred sam musiał ją odnieść i odwiesić w zbrojowni. Werwy dodawała mu jedynie wizja łoża i ubrań leżących… właściwie gdziekolwiek byle nie wisiały na nim. Na dodatek – tak jakby kolczuga wespół z grubą peleryną nie stanowiły wystarczających tortur podczas balu – ciasno spięty klamrami dublet znacząco krępował Cesarzowi ruchy. Na samą myśl o zwykłym swobodnym przygarbieniu czy choćby pełnym oddechu robiło mu się błogo i przyśpieszał kroku.

W końcu dotarł w upragnione miejsce i drzwi od sypialni wyskrzypiały obietnicę spokoju. Służący dostali wytyczne, żeby nie przeszkadzać, chyba że ich przywoła, na co garderobiana Marit przystała z widocznym rozczarowaniem. Zawsze rozpierała ją duma, że może zajmować się ubraniami najważniejszego człowieka w Sungardzie.

Cesarz z ulgą uwolnił pasy w kaftanie, odwiesił galowe narzędzie tortur na kukłę, rzucił się na wysokie łoże z baldachimem i przylgnąwszy twarzą do muślinowej narzuty, wziął kilka głębokich wdechów. Wydawało mu się, że pościel nadal pachnie łąką pełną irysów, że pachnie Lejlą. Uśmiechnął się i powędrował myślami we wspomnienia, które stopniowo nabierały pikanterii. Od kilku dni sypiał samotnie, a na balu nie brakowało podpałki na męskie libido w postaci odważnych gorsetów i wylewających się z nich piersi.

Otrzeźwiające walenie kołatką wyrwało Wilfreda z objęć wyobraźni. Zeźlił się, bo wydał jasny rozkaz. Westchnął, otworzył oczy, odczekał chwilę, ale w końcu przemógł chęć pozostania niewidocznym dla świata i usiadł na brzegu posłania.

– Oby to było coś ważnego… Wejść!

Strażnik w basinecie stylizowanym na odwrócone uniesione skrzydła wprowadził młodego rycerza z insygniami zakonu Chwalebnej Pieśni. Wpierw uderzyła ekscytacja: władca rozpoznał młodzieńca jako członka wyprawy do Watenfel, ale początkowe uniesienie bardzo szybko zstąpił niepokój szepczący pytanie: jakiego rodzaju wieści niesie rycerz?

– Światło z tobą, panie! – Młodzieniec powitał go na wojskową modłę. – Mam list od lady Winter zaadresowany do waszej cesarskiej mości.

Pieśniarz pośpiesznie sięgnął po skórzaną tubę przytroczoną u pasa i wyciągnął z niej zwój z woskową pieczęcią. Niewielką garderobę zdominował znajomy zapach. Wilfred odetchnął z ulgą: w końcu Lejla w tarapatach lub konająca nie spryskałaby listu wonnościami.

Pośpiesznie odprawił Pieśniarza i gwardzistę.

Teraz już tylko stempel z czerwonego lak dzielił go od treści, którą skrywał pergamin. Przełamał woskowy stempel i zatopił w treści.

To definitywnie było jej pismo; zgrabne litery z naleciałościami rodzimego beltres uwodziły samym wyglądem – a może to tylko tęsknota nadawała im takie dziwne właściwości? Dopiero teraz Wilfred zdał sobie sprawę, jak bardzo mu jej brakuje. Po chwili doszedł do fragmentu, gdzie Lejla opowiadała o sytuacji na pograniczu Sunden.

Usiadł na posłaniu i zmarszczył brwi. Nie spodziewał się, że sytuacja z uchodźcami eskalowała w tak szybkim tempie. Oruun żyło własnym zamkniętym życiem i jakaś zaraza na północy mało kogo obchodziła – na razie; dopóki ceny żywności nie wymuszały pytań.

Dalej doczytał, że delegacja zamierza przekroczyć las; spąsowiał na twarzy, jakby tekst palił skórę samą treścią. Poderwał się gotów zorganizować oddział ratunkowy choćby natychmiast, ale Lejla napisała, że za opłatą kupcy przechodzą na drugą stronę bez szwanku, więc im też nic nie grozi i że powinna być w Telmonton za niespełna dwa dni. Wtedy odezwie się ponownie.

Wyślę dwie dziesiątki z samego rana, niech zrobią tam porządek, pomyślał, nalał sobie wina z dzbana i wypił na dwa hausty.

Końcówka listu zawierała ukrytą wiadomość, która w połączeniu z działaniem czerwonego trunku nieco go rozbawiła. Zwinął papirus, zaciągnął się perfumami i ponownie utonął we wspomnieniach. Lejla uwielbiała go kusić opiętym, odważnym strojem i podrzucanymi namiętnymi liścikami – w szczególności na oficjalnych spotkaniach. Stanowiło to swego rodzaju fetysz, który oboje traktowali jak pobudzającą grę wstępną.

Leżał na pościeli z tubą i pergaminem na torsie i uśmiechał się do baldachimu jak obłąkany. Już miał odpłynąć w objęciach snu, ale dziwne hałasy dochodzące zza drzwi rozbudziły jego świadomość. Początkowo zignorował pohuki niesione przez przepastne korytarze, myśląc, że to pokłosie zakończonej uczty, ale krzyki strażników i coś na kształt parskania na tyle zaciekawiło jego umysł, że ten już ani myślał o spaniu. W końcu Cesarz niechętnie powstał z wygodnego łoża i wyjrzał na zewnątrz. Gwardziści obstawiali tylko wejście na końcu holu, które stanowiło jedyną oficjalną drogę do Cesarskich komnat. Siedzący przy drzwiach serwi, na widok, poderwał się do pionu i pokłonił uniżenie.

– Panie.

Wilfred dał znak, żeby służący usiadł i sam podszedł do strażników. W tym miejscu parskanie wyraźnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 10 — czytnik · opowiadania