Fantasy · 10 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 22
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
NALEWKA MAMUNI
Ekspedycja zbliżała się do granicy pomiędzy dwiema prowincjami: Walon i Telmonton zwaną Girazel On Walanon, po staro-sungardzku Brama Dwóch Szczytów. Głośny wartki nurt rzeki Baskir huczał w oddali, a rześki zapach górskiej wody świadczył o bliskości mostu granicznego.
Sama przeprawa nie była dziełem Walończyków, ani nawet pierwszych Belantrejczyków. Była o wiele starsza niż jakakolwiek ludzka osada w tym regionie.
Lejla nie mogła wyjść z podziwu na widok tego monumentalnego dzieła sztuki: konstrukcja z olbrzymich, granitowych bloków wspartych jedynie na dwóch przęsłach przy obu brzegach i jedną, wąską, centralną podporą, zdawała się lewitować nad pędzącą wodą.
Niestety im bliżej mostu podjeżdżała ekspedycja, tym bardziej rzeczywistość wypychała poczucie wzniosłości. Niekończący się sznur karawan jadących na południe, przypominał korowód żałobników. Czarodziejka zdała sobie sprawę, iż przedmieścia Telmonton, stanowiły zaledwie zaczątek tego, co czeka miasto w przyszłości, jeśli klęska nieurodzaju potrwa dłużej.
Gdy wjechali na obszerną groblę usypaną w poprzek płytkiego rozlewiska. Lejlą targnął astralny wstrząs: nieznana magia dotknęła jej aury, jakby delikatnie obwąchiwała nowego przybysza. Arkanistka zmobilizowała umysł, odtrąciła magiczny dotyk i rozejrzała wokół, poszukując źródła falującej symetrii.
Kamienne balustrady zdobiły cokoły, na których spoczywały wytarte posągi rdzennych mieszkańców tych ziem, a zawzięte miny marmurowych Bruków, nawet porośnięte mchem, nakazywały respekt.
Część 22 / 4
Ktoś tu ma aurę, pomyślała Lejla; magia jest słaba, nieokreślona: nie robi tego świadomie, kontynuowała dedukcję. Mogłaby rozproszyć swoją moc i wybadać źródło tej niezidentyfikowane wibracji, ale nie chciała ryzykować, wtargnięcia w swój umysł, gdyby jednak się myliła i ktoś sondowałby ją celowo. Zamiast tego, wnikliwie obserwowała mijanych ludzi, co kilka kroków wysyłając krótki, badawczy impuls astry.
Tylko cesarska ekspedycja pokonywała most w kierunku północy, czym wzbudzali nie lada zainteresowanie. Wszyscy migranci byli zarazem podejrzani, jak i podejrzliwi.
Safonka spowolniła tempo jazdy i oparła łokieć o bark przyjaciółki.
– Co jesteś taka ponura, mała? Może naleweczki? – spytała i wyszczerzyła zęby. Jej czerwony nos i policzki wskazywały na zaawansowany etap leczenia ponuractwa, zaproponowaną metodą.
– Mamcia Karevis zapakowała nam trochę na drogę – potrząsnęła w połowie pustą butelką i siorbnęła mały łyczek na pokaz. Lejla spojrzała na Safonkę z politowaniem.
– Doceniam starania, ale nie każdy leczy smutek alkoholem i wzniecaniem burd w tawernach.
– Jak sobie chcesz – prychnęła Selekta. – Mi tam pomogło. – Wyżłopała niemal do końca. – Akhhh… od razu lepiej.
Część 33 / 4
– Nie mów mi, że pijesz ten bimber przez całą podró... – Lejla przerwała, czując zimny dreszcz, przeszywający jej ciało. Magia uderzyła ponownie, tym razem mocniej. To nie była ta sama moc sprzed chwili. Ta była bardziej zdeterminowana, agresywna. Wypełniła ją uczuciem niepokoju, jak gdyby bliżej nieopisane zagrożenie czyhało tuż za rogiem. Rozejrzała się odruchowo.
– Co jest… mała? – spytała Trybada, tak składnie jak tyko była w stanie.
– Nie wiem, przez chwilę wyczułam czyjąś obecność.
– To wpły… – odbiło jej się – …wpływ tego miejsca. Nie sprzyja pozytywnemu myśleniu – uspokoiła ją Selekta. – We mnie zawsze wzbudzało dreszcze.
– Chyba masz rację – przytaknęła Lejla: nie chciała wzniecać alarmu, dopóki nie było to konieczne.
– Szkoda, że jestem tak daleko od Willa – westchnęła – Przydałby się ciepły facet u boku – zmieniła temat.
Część 44 / 4
– Chodź, ja cię przytulę – zaoferowała Safonka – Wiem, że to nie to samo, ale jestem tak rozgrzana tym cudownym eliksirem, że mogę trochę tego ciepła odstąpić – wyjaśniła, kończąc uśmiechem tak rozkosznym, jak zezowaty kot z krzywym zgryzem. Lejla doceniła wysiłek i skinęła głową na znak aprobaty.
Selekta objęła ją tak mocno, jak to tylko było możliwe, jadąc konno. Na ustach czarodziejki pokazał się nieśmiały uśmiech.
– Dzięki – wyszeptała.
– Nie ma, za co mała. Swoją drogą to wspominałaś, że kupiłaś nowy jadeit. Może zatrzymamy się na chwilę i poprosisz kogoś z Gildii, żeby przekazał wiadomość temu twojemu gogusiowi. Co? – Safonce na myśl o tym, że zachęca Lejle do rozmowy z Wilfredem, zbierało się na wymioty, ale nie mogła znieść widoku jej smutnej miny.
– A mamy na to czas? – Spytała z powątpiewaniem czarodziejka, traktując Trybadę szklistym spojrzeniem.
– I tak nie zdążymy do Watenfel przed zmrokiem. Rozbijemy obóz. Nie chce…