Fantastyka · 13 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 29
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
ROZDROŻA
***Z cyklu: magiczne zioła i inne dary Ilterańskiej flory***
Spośród całego wachlarza przeróżnych roślin zdradzających magiczne właściwości, do najbardziej znanych w całym Sungardzie, należały: nindra górska, korzeń tode oraz balaba.
Pierwszą ceniono za jej właściwości kojące i nasenne, w większych ilościach nindra potrafiła też zbijać gorączkę i łagodzić zapalną zgorzel wokół zainfekowanych ran.
Korzeń Tode natomiast, był używany jako przyprawa i afrodyzjak, choć jego zapach mocno popsutego mięsa z pozoru nie pasował do obu tych zastosowań. Odpowiednio spreparowany wzmagał również apetyt i rozluźniał mięśnie.
Czarną owcą na liście, była balaba znana w regionie Telmonton jeszcze długo, zanim weszło w skład cesarstwa. Susz z tych rozłożystych, owalnych liści wykazywał właściwości silnie halucynogenne i początkowo wykorzystywano go, aby wywołać wieszcze wizje. Jak dużo miały one wspólnego z prawdziwym przepowiadaniem przyszłości?
Niewiele, ale każdy pretekst do zażycia tego narkotyku wywołującego euforię, był dobry.
***********************************************************
Część 22 / 6
Arkanistka podeszła do dwójki Ozirów siedzących po przeciwnej stronie karczmy.
– Pani Lejla! – wykrzyknął Eliot na jej widok.
– Część rycerzu – powitała go z uśmiechem. Chłopiec zeskoczył tacie z kolan i dopadał do czarodziejki, i wtulił twarz w jej pachnący bawełniany płaszcz.
– Ja też się cieszę, że cię widzę urwisie – pogłaskała chłopca po głowie i spojrzała na Emira. – Miło was obu widzieć – dodała.
– Wzajemnie, Panienko Lejlo – kupiec trochę się zaczerwienił. Uprzednio, przez to całe zamieszanie na rynku, nie zwrócił uwagi, jaką piękną jest kobietą.
– Chciałam tylko potwierdzić, że skorzystam z waszego zaproszenia.
– Hurra! – Eliot z radości wyskoczył w powietrze. Był wniebowzięty, że będzie miał, z kim rozmawiać po drodze do domu. Ojciec z reguły milczał podczas jazdy, a jego – jak każdego ośmiolatka – rozpierał nadmiar energii.
Część 33 / 6
– Spokojnie Eliot – Czarodziejka zaśmiała się na widok skaczącego malca. Zdała sobie sprawę, że w jego obecności wszystkie jej troski stają się jakby odrobine lżejsze.
– Panienko, a co z panienki przyjacielem? – Lejla miała chęć wyprowadzić Emira z błędu, ale w ostatniej chwili spojrzała kantem oka w stronę przyjaciółki. Trybada opróżniła kolejny kufel i klepnęła kelnerkę w tyłek, rechocząc przy tym lubieżnie.
Arkanistka zdała sobie sprawę, iż Emir tak bardzo się nie pomylił i odpuściła sobie tłumaczenia.
– Mój towarzysz ma niezałatwione sprawy w Watenfel i musi tu jeszcze zostać. Dołączy do mnie następnego dnia i razem ruszymy w dalszą drogę… O ile to nie będzie nadużyciem waszej gościny, Emirze.
– Oczywiście, że nie panienko. Obecnie nie mamy zbyt wielu gości, a mojej Otmar przydałoby się towarzystwo innej kobiety: całymi dniami jest albo sama, albo z nami.
– No to do jutra. Pa Eliot – uszczypnęła chłopca w nosek i wróciła do stolika.
Z Selekty uszło niemal całe wcześniejszego spięcie. Siedziała teraz, podrygując i przyklaskując w rytm kaleczącej uszy „muzyki” jak gdyby nigdy nic.
Część 44 / 6
– I co ussstaliłaś? – spytała Safonka, przerywając zabawę. Rumieniec i pociągła mowa zdradziły Lejli przyczynę tego stanu rzeczy.
– Jutro z samego rana pojadę z nimi poza miasto. Schowam się w powozie, przebrana w zwykłe szaty, więc nie powinnam rzucać się w oczy u boku mężczyzny i chłopca.
– Gdzie… mam cię szukać, jak już skończę w tym zadupiu? – czknęła. Lejla zabrała jej kufel a Selekta spojrzała jej w twarz robiąc słodką, błagalną minę – słodką jak na nią oczywiście.
– Ozirowie prowadzą farmę niespełna dzień drogi od Watenfel, przy głównym trakcie. Tam na ciebie zaczekam.
– IIIlu chcesz ryyycerzy ze sobą? – spytała Trybada, bełkocząc.
– Litości… – Lejla stuknęła czołem o stół w geście rozpaczy.
– Żartuje mała! Nie łam się. – Selekta zarechotała i sięgnęła po pozostawiony bez nadzoru kufel, ale tylko chwyciła naczynie, a jej oczy zaczęły błyszczeć. Lejla, widząc tę nierówną walkę z rozpaczą, jaką toczy Safonka, chwyciła ją za dłonie i podjęła próbę pocieszenia załamanej przyjaciółki.
Część 55 / 6
– Wiem, że nie jest ci łatwo i ja też nie chce tego robić, ale tak będzie lepiej… A jak się nie zjawisz to…! To spale wszytko po drodze, byleby cię znaleźć. Umowa stoi?
– Ostatnio zrobiłaś trochę wiatru i ledwie doszłaś do siebie – skomentowała kąśliwie Trybada, wbijając czarodziejce szpilę.
Po tęczówkach Lejli przebiegły turkusowe ogniki. Piwo Selekty zamarzło.
– Już mogłaś sobie darować, wiesz – sapnęła Safonka.
– Było przygryźć ten cięty jęzor – odpysknęła czarodziejka. Zaśmiały się niemal równocześnie, porzucając wszelkie pozory gniewu.
Nazajutrz Lejla szykowała się do drogi: umówiła się z Emirem, że zabiorą ją na swoją farmę, a Selekta dołączy do nich następnego dnia.
W tym czasie naburmuszona Safonka siedziała podparta o ścianę, bawiąc się sztyletem. Ewidentnie nie radziła sobie z wizją rychłego rozstania i przelewała emocje na coraz to mocniejsze uderzenia ostrzem o podłogę.
Część 66 / 6
Z Lejlą przyjaźniły się, odkąd Markus sprowadził czarodziejkę do stolicy, ale ich znajomość pogłębiła się, gdy Selekta zaczęła bywać częściej w Oruun – kolejność przyczynowo skutkowa mogła być chronologicznie odwrotna.
Niestety w obecnej sytuacji wojowniczka nie była w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa i to frustrowało ją najbardziej: poczucie własnej bezradności, które wrzeszczało do ucha: „Jesteś słaba!”
Arkanistka stanęła przed lustrem i zrzuciła bawełniany płaszcz z wyszywanymi emblematami gidii, które maskowała przed postronnymi prostym zaklęciem. W jego miejsce przyodziała szary bawełniany kożuch, typowy dla klasy robotniczej i bogatszej ludności wiejskiej z okolic Walonu. Na północy poranki i wieczory były chłodniejsze, co w tym wypadku działało na ich korzyść: kobieca figura traciła swoje kształty pod grubą warstwą szarego materiału. Człowiek dosłownie znikał w nijakości.
Czarodziejka obróciła się kilkukrotnie, oceniając nowy wygląd w odbiciu zwierciadła.
– Co o tym myślisz? – spytała przyjaciółkę.
– Tobie to nawet w worku po kartoflach jest ładnie – burknęła Trybada, nie odrywając wzroku od puginału. Lejla podeszła bliżej i przykucnęła naprzeciw niej.
– Wiesz… wczoraj wpadłam na pomysł, jak możemy pozostać w kontakcie. – Safonka przestała obracać ostrzem i spojrzała na nią z zainteresowaniem.…