Fantasy · 19 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 30
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE
****
Wulkirami ochrzczono ciężką jazdę dosiadającą wielkich, pasiastych niedźwiedzi.
Bestię zwane Wulfirami, były symbolem i chlubą Oruńskiej armii, a ich jeźdźcy, do których zaliczał się również Hektor, uchodzili za prawdziwą elitę cesarskiego wojska. Pancerni jeźdźcy siali spustoszenie na polu bitwy, obracając w pył morale przeciwnika.
Niedźwiedzie zabierano od matek w młodym wieku, aby wytworzyć silną więź pomiędzy jeźdźcem i jego bestią, w ten sposób stanowili zgrany duet w śmiercionośnym, wojennym tańcu.
****
Selekta wydała rozkaz Pieśniarzom, aby przenieśli się do zewnętrznego kręgu i tam na nią czekali; w razie gdyby nie dołączyła do końca dnia, mieli wrócić do stolicy.
Sama opuściła karczmę „Pod Turkawką” z zamiarem wizyty u Namiestnika Mezmira, ale plan wpierw zakładał odszukać Hektora: jeśli miało w Watenfel dojść do buntu przeciwko koronie, to stary weteran Eldenfist, był jednym z tych ludzi, których warto mieć przy sobie.
Według informacji, jakie przekazała jej Lejla, kapitan cesarskiej straży eskortował arcykapłana Sareda i powinien dotrzeć do miasta kilka dni przed nimi. Selekta była pewna, że w kwestii oddania cesarstwu, Hektorowi można zaufać.
Ruszyła wprost do świątyni gdzie, najprawdopodobniej, przebywał wraz z hierarchą. Cały czas bacznie obserwowała otoczenia gotowa w sekundzie użyć któregoś ostrza ze swojego pokaźnego arsenału ukrytych sztyletów i noży.
Część 22 / 6
Poruszała się wzdłuż jednej z uliczek biegnących równolegle do muru i nie mogła oprzeć się wrażeniu, iż jest obserwowana. Od wczoraj podwoiła się również liczba patroli, do których ochoczo słała zgryźliwe uśmiechy.
– Czyżby to po mojej wczorajszej wizycie u majora Burkcharda? – pomyślała na głos. – Ale jestem popularna, he – parsknęła pod nosem.
Dzielnica usługowa, w której mieściła się świątynia, żyła swoim własnym, frywolnym żywotem, a co ładniejsze damy i młodzieńcy reklamowali przeróżne przybytki, zachęcając przechodniów do wejścia.
Obecnie w branży zaspokajania potrzeb cielesnych, nie działo się najlepiej: bogatsi obywatele wewnętrznego kręgu nie zapuszczali się tak chętnie w te strony w obawie przed zarazą, a miejscowi mnisi pracowali w pocie czoła przy chorych licznie zgromadzonych w salach modlitewnych. W efekcie walka o śmiałków, których popęd wygrał ze strachem, była zajadła a ubiory naganiaczy coraz bardziej skąpe. Selektę atakowały, uwieszające się na szyi damy, które szeptały do uszu sprośne rzeczy z przypisanym do nich cennikiem.
Safonka pierwszy raz czuła się przytłoczona i onieśmielona przez nadmiar kobiecych wdzięków, a gdy dwie prostytutki pobiły się o nią na środku drogi, ciskając w siebie rynsztokowymi epitetami, mocno przyśpieszyła kroku i z ulgą przyjęła widok świątynnych posągów.
Przed wejściem do siedziby kultu światła, rozpościerał się dywan chorych. Choć władzom i miejscowym było nie w smak, iż świątynia wprowadza plebs do ich zamkniętego światka, to jednak nadal byli obywatele Walonu: odmówienie im pomocy mogło doprowadzić do wewnętrznych zamieszek, a tego nikt teraz nie potrzebował.
Pomiędzy chorymi, zwinnie przemykał kapłan i podawał wodę spragnionym, zaś dwóch innych rozdawało koce. Trybadą wciąż jeszcze targały emocję z porannego rozstania, więc nawet nie siliła się na uprzejmości.
– Klecho! – nawołała mnicha pogardliwie. Młody kleryk stanął zdezorientowany rozglądając się na boki.
– Tak do ciebie mówię! Chodź tu! – powtórzyła nie mniej opryskliwie. Zalękniony mężczyzna podszedł bliżej.
– W czym mogę pomóc? – zapytał drżącym głosem.
Część 33 / 6
– Szukam arcykapłana Sareda i Eskortującego go rycerza. Ponoć są tutaj.
– Owszem – przytaknął. – Komnata hierarchy Sareda znajduje się w lewym skrzydle budynku – wskazał palcem drogę – Ale z arcykapłanem nie da się rozmawiać – zakreślił znak światła w powietrzu i pokręcił głową. – Od wczoraj majaczy w gorączce… Przeklęta zaraza nikogo nie oszczędzi!
– Wy wszyscy bredzicie i tonie od gorączki! Z drogi! – warknęła Trybada, odepchnęła go brutalnie i ruszyła wprost we wskazane miejsce.
Gdy minęła sale modlitewne, trafiła do cel wysokich kapłanów. Pomimo niechęci do kultu Imaltis, Selekta musiała im przyznać jedno: pomieszczenia, czy to mnichów czy wyższych kapłanów, były skromne a ilość pomocy, jaką nieśli mieszkańcom, była ogromna.
Zza jednych drzwi dochodził rozpaczliwy męski głos, który wydał się Selekcie znajomy. Otworzyła uchylone skrzydło i weszła do przedsionka. Na drugim końcu pomieszczenia, Arcykapłan modlił się do zawieszonej ikony Imaltis z fanatyczną wręcz zawziętością. Całość litanii przypominała bełkot pijanego i tylko nieustannie powtarzane słowo „wybacz”, dźwięczało wyraźnie pośród echa rozmytych zdań.
Tuż obok Sareda, oparty o ścianę, stał Hektor; nawet jego cień sprawiał wrażenie nienaturalnie ogromnego, a wsparty o komodę miecz sięgał Selekcie rękojeścią do mostka.
Zaraz za drzwiami, niczym opancerzona statua, prężył się włócznik z Walońskich Białych Kruków, który zastąpił Safonce drogę.
– Pokój jest objęty kwarantanną! – warknął zbrojny. Hektor dopiero teraz wyrwał się z zadumy, a Selekta wystawiła Cesarski glejt przed nos mężczyzny w kruczym kasku.
– To – zaakcentowała – Daje mi swobodę ruchu po terenie całego Cesarstwa – zaznaczyła Safonka. Walończyk spojrzał na Sungardzkie insygnia z odrazą i ustąpił jej z drogi.
Część 44 / 6
Kapitan Eldenfist zdziwiony widokiem Selekty przerwał wartę i podszedł do niej.
– Lady Weil – zasalutował – Muszę przyznać, że jestem zaskoczony, pani obecnością. Coś się stało?
– Na polecenie Cesarza eskortuję Lady Winter do wieży mistrza Markusa. Niosę też rozkazy dla kapitana Kristoffa.
– Rozumiem, a gdzie jest teraz Lady Winter, jeśli można spytać? – Selekta, nim odpowiedziała, zerknęła ukradkiem na strażnika stojącego przy drzwiach. Bacznie im się przyglądał.
– W oberży i szykuje się do wyjazdu – skłamała. – Jutro ruszamy w dalszą drogę – przeniosła spojrzenie na Sareda. – A jemu, co się stało? – wskazała na hierarchę, zręcznie zbaczając z tematu arkanistki.
– Twierdzi, że zamknął w więzieniu samą „Imaltis” i musi to odpokutować. Co chwila próbuje się biczować, dlatego go pilnuje; Cesarz nakazał sprowadzić go w jednym kawałku i szczerze powiedziawszy, nie wiem co robić: raczej nie nadaje się do podróży.
– Biedaczek… Mówiono mi, że celibat może pomieszać w głowie, ale żeby aż tak? – zażartowała niesmacznie, a Hektor tylko chrząkną na znak dezaprobaty.
– Skoro już mowa o wstrzemięźliwości… – Selekta dostąpiła do Wulkira, mocno naruszając jego przestrzeń osobistą. – Strasznie się za tobą stęskniłam – łypnęła okiem na Kruka i zmysłowo przejechała dłonią po potężnym torsie kapitana. Pomimo szoku Hektor zachował zimną krew, wyczuwając zamysł w tym pozornie irracjonalnym zachowaniu. Selekta zaczęła całować go po karku.
– Musimy porozmawiać na osobności – szepnęła mu do ucha i wymownie spojrzała na zaciekawionego walońskiego strażnika, którego ewidentnie coś zaczęło uwierać w spodniach. Hektor zorientował się w sytuacji i przyłączył do gry.
Część 55 / 6
– Nie mogę opuszczać pokoju – odszeptał – Aż płonę z pożądania! – oznajmił już głośno, złapał ją za pośladek i przycisnął do siebie.
– Znajdźmy ustronne miejsce, żeby ugasić ten pożar w lędźwiach – wypowiedziała mrucząc zalotnie. Udawanie podnieconej całkiem dobrze jej szło. Hektor jeszcze mocniej ścisnął jej twardy jak skała, pośladek i wsunął dłoń pod koszulę.
Odwdzięczyła się chwytem za krocze z siłą imadła. Zajęczał z bólu i zorientował, że przesadził z obmacywaniem.
Krew aż kipiała w kruczym wartowniku. Hektor podszedł do niego i udając zawstydzonego zagabnął:
– Kolego… Nie wiesz gdzie tu można się zaszyć, tak żeby nikt nie widział… i nie słyszał? – Strażnik uśmiechnął się lubieżnie.
– Powiedzmy, że znam takie miejsce i mógłbym przymknąć oko na kwarantannę; co z tego będę miał?
– A co chcesz?
– Nie chcecie trzeciego? – wypalił strażnik – Masz już swoje lata, a ona wygląda na strasznie napaloną – spojrzał na rozochoconą Safonkę wdzięczącą się na stole.
– Ktoś musi pilnować tego kapłana, żeby nie się nie pociął, ale jak skończę, to możemy się zmienić. Co ty na to?
Część 66 / 6
– Stara sala przesłuchań w piwnicy – wskazał Kruk, dając tym samym zgodę na ich igraszki. – Macie pół godziny, potem jest moja; zrozumiano?
– Nie zapomnę ci tego przyjacielu – Hektor klepnął go w ramię – Facet w moim wieku musi wykorzystać każdą okazję – dodał.
Drzwi od wskazanego pomieszczenia były grube i porośnięte pajęczyną, co oznaczało, że strażnik nie kłamał: nikt tu od dawna nie węszył.
Weszli do środka.
Płowe promienie wpadały przez brudny świetlik, rzucając nieco światła na paskudną przeszłość tego miejsca.
Budynek świątyni był niegdyś garnizonem, a stare zabawki specjalistów od cielesnej dyplomacji, stały porzucone i przeznaczone, aby popaść w zapomnienie.
Wraz z Selektą przysiedli na podłużnym, niszczejącym łożu tortur.
– Mów pani, po co ta cała maskarada? – spytał Trybady.
– Wczoraj próbowałam dostarczyć rozkazy dla kapitana Weismana… – wyznała szeptem – Niestety w barakach zastałam majora walońskiej armii, który zmieszał nas obie