Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 34

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

TROCHĘ PÓŹNIEJ, ALE NADAL TROCHĘ WCZEŚNIEJ:)

Selekta, nie zwlekając, ruszyła w stronę wewnętrznego muru. W ostatnich dniach liczba straży przy bramach praktycznie się podwoiła, ale Trybada, z jakiejś przyczyny, zdecydowała się podążyć właśnie tam, gdzie rozstawiono najwięcej Kruków.

Nieco za duża zbroja zdarta ze strażnika celi, przykryła jej kobiece kształty, a hełm zamaskował twarz cieniem od opuszczonej przyłbicy.

Bez trudu minęła kilku wartowników, których dostrzegła zbyt późno, żeby zmiana kierunku wyglądała na naturalną: dzięki temu odkryła, iż salutowanie i sztywny, wojskowy marsz wychodzą jej całkiem sprawnie.

Kilka metrów przed bramą wskoczyła za stojący wóz z beczkami i omiotła wzrokiem przeprawę. Ponad uniesioną broną wznosiła się wieża obserwacyjna z dwoma kusznikami, a przy samym przejściu stało czterech włóczników.

Słońce chyliło się już ku zachodowi. Trybada odczekała, aż cień rzucany przez machikuł, wystarczająco wydłuży swój jęzor i umożliwi jej skrycie w jego wnętrzu.

Z ukrycia wypatrzyła drzwi u podnóża wieży. Po cichu dobiegła do zimnego omszałego muru i powoli rozchyliła drzwi, zaglądając do środka.

Wnętrze ciasnego korytarza oświetlało rozrzedzone światło nielicznych pochodni. Na wypadek zdemaskowania nie było gdzie uciekać.

Podjęła ryzyko i weszła wyżej.

Na szczycie wartę pełniło dwóch kuszników i jeden piechur. Ci pierwsi obserwowali przestrzeń poza murem, a trzeci siedział przy okrągłym stoliku za ich plecami, pochłaniając ogromną pajdę chleba ze smalcem.

Wyście krętych schodów wychodziło prosto na niego. Nie było mowy o skutecznym ataku z zaskoczenia.

Tuż za plecami piechura rozstawiono stojak z bronią skonfiskowaną przybyszom. Tam Selekta dostrzegła prawdziwy powód, dla którego wybrała tak niebezpieczną drogę ucieczki.

Jej dwuręczny miecz stał spokojnie, podparty o ścianę tuż obok kostura Lejli. Sama broń, prócz ładnie zdobionej rękojeści, niczym się nie wyróżniała, ale dla Trybady była warta ryzyka.

Przez chwilę obserwowała strażników z ukrycia jak puma czyhająca na dogodny moment do ataku.

Gruby przy stole to na pewno powolniak, pomyślała, wyobrażając sobie bieg wydarzeń. Załatwię go, nim dobędzie miecza, a kusznicy… Spojrzała na dwóch mężczyzn trzymających pociski w pogotowiu.

Na pewno zdążę, pokrzepiła się mało wiarygodnie i zacisnęła pięść na rękojeści krótkiego miecza. Zrobiła krok w stronę pierwszej ofiary.

Cofnęła się…

Głośne bulgotanie w brzuchu zbiło ją z tropu. Magia jadeitu – o którym kompletnie zapominała – zatętniła ciepłem: Lejla chciała porozmawiać. Musiała odebrać, bo czarodziejka gotowa tu wrócić, aby ją ratować. Wyciągnęła kryształ, przystawiła bardzo blisko ust i zaczęła pospiesznie szeptać.

– Mała wiem, że mnie słyszysz… – wyobraźnia podsunęła jej obraz przyjaciółki.

– Znalazłam Weismana, wszystko gra. Jutro dołączę do ciebie. Nie martw się o mnie. Kurwa… – kamień wypadł jej z ręki i uderzył o podłogę, zrywając połączenie. Dwóch kuszników odwróciło się w stronę jedzącego, zatykając nosy niemal równocześnie.

– Człowieku, co ty żresz!? Czuć tu padliną tak, że oczy łzawią! – skrytykował jeden, rzucając grubszemu koledze potępiające spojrzenie.

– To nie ode mnie tak cuchnie! – bronił się.

– Dokończ to świństwo na zewnątrz, bo zaraz tu popadamy!

– Dobra już dobra. Nie drzyj mordy. – Pucołowaty straznik zebrał resztę jedzenia i wyszedł. Selekta wiedziała, że taka okazja już się nie powtórzy. Poczekała aż dwaj pozostali, obrócą się do niej plecami, po czym szybko podbiegła do tego stojącego bliżej, zasłoniła mu usta i przebiła mieczem.

Tylko zajęczał, a klinga zaskrzypiała, trąc o fragment pancerza.

Zanim drugi z nich zorientował się w sytuacji, Trybada wystrzeliła bełt z nabitej kuszy przechwyconej od zaszlachtowanego wartownika.

Pocisk przebił mu szyję i zmiażdżył krtań. Strażnik mlasnął krwawo i upadł w konwulsjach na posadzkę, a wojowniczka dobiła go gladiusem.

Bez chwili zastanowienia wyrwała swój oręż i laskę Lejli ze stojaka i przytroczyła obie bronie za plecami.

– Co teraz? – Myślała na głos. Musiała przedostać się na drugą stronę niezauważona, a przejście przez główną bramę wiązało się z pewną śmiercią.

Na murze, tuż obok ciała jednego z mężczyzn, zauważyła prymitywną, sznurowaną drabinę zakotwiczoną w podłodze. Głupi to ma szczęście, pomyślała i powoli upuściła splecione stopnie po kamiennej ścianie tak, żeby nie były widoczne z bramy.

Niezgrabnie osunęła się na ziemię.

Była już prawie noc, więc nikt z sąsiednich patroli jej nie dostrzegł, gdy pełzła w dół fortyfikacji.

Najtrudniejsze miała za sobą. Zewnętrzny mur był o wiele dłuższy i słabiej strzeżony, więc bez trudu przepłynęła na drugą stronę jednym z obleśnych wąskich kanałów. Pozostało tylko znaleźć konia i ruszyć

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 34 — czytnik · opowiadania