Fantastyka · 8 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 43
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Na tyłach spalonej stodoły, przykuty do pala, klęczał Blejzer. Twarz miał tak opuchniętą, że z trudem można było dostrzec w niej ludzkie rysy. Po skroniach obficie spływała mu krew, a na ziemi leżał wybity ząb. Selekta nie miała litości wobec niedoszłego mordercy Lejli. Nawet nie starała się hamować; zwyczajnie okładała go w gniewnym szale.
– Będziesz gadał czy mam cię znowu pogłaskać? Co?! – rzucała groźbami, wycierając zakrwawione pieści w szmatę.
– Nic ci suko nie powiem! Możesz mnie zabić! – splunął Trybadzie na buty. W odwecie złapała go za głowę i grzmotnęła nią o kolano. Na glebie wylądował kolejny siekacz.
– Jak chcesz: ja tak mogę, dopóki nie zdechniesz – znowu go walnęła, tym razem pięścią w i tak zmasakrowaną twarz. Mężczyzna stracił przytomność.
– Ech... I znowu kilka godzin przerwy – westchnęła zawiedziona.
– Powiedział coś? – spytała Lejla, płosząc przyjaciółkę. Selekta nie wiedziała, od kiedy czarodziejka ją obserwuje, a bynajmniej nie chciała, obnażać przed nią, swojego brutalnego oblicza. Arkanistka niechętnie podeszła bliżej pokiereszowanego Blejzera. Na sam widok takiej ilości krwi zrobiło jej się niedobrze.
– Nie przesadziłaś, aby trochę? – skomentowała, spoglądając na mężczyznę i krwawą papkę, która wcześniej była jego twarzą.
Część 22 / 3
– To ścierwo chciało cię zabić! – warknęła Selekta i splunęła na jego opuszczoną głowę. ¬– Zasługuje na o wiele gorszy los – otarła twarz z czerwonych rozbryzgów. – Na dodatek nie chce gadać!
Lejla podeszła do pieńka stojącego obok tej masakry przypominającej ołtarz ofiarny i wyciągnęła wbity w drewno, magiczny sztylet, Blejzera. Dokładnie przyjrzała się runom zdobiącym klingę.
– Podobne znaki widziałam kiedyś na rynsztunku rycerza z Żelaznej Kuźni – wyznała Arkanistka.
– Myślisz, że zakon pała się sprzedawaniem broni mordercom? –
– No cóż. Nie od dziś wiadomo, że ta frakcja nie sympatyzuje z magami wszelkiej maści. Cały czas w dosadny sposób dawali mi odczuć, iż nie są zadowoleni z mojej obecności na dworze. Mogli nawet sami to zlecić, a już na pewno nie zawahaliby się doposażyć jakiegoś łotra w tak zbożnym celu, jak unicestwienie konkurencji.
– To nie to – oświadczyła Safonka, kręcąc głową przecząco. – Nie posunęliby się aż tak daleko. Jestem pewna, że Burkhard maczał w tym palce. Jak siedziałam w więzieniu, to się wygadał. Próbował cię uciszyć tak jak mnie: nie chce, aby Cesarz dowiedział się o sytuacji w mieście.
Część 33 / 3
– Sama nie wiem, co gorsze. Wojna z zakonem czy z Walonem – westchnęła Arkanistka. Znowu poczuła tęsknotę za Wilfredem i za życiem, w którym jedynym zmartwieniem było ukrywanie ich związku.
– Na to już nie mamy wpływu – wypaliła Selekta. – Pytanie, co teraz z nami? Po tym, co się stało, nie sądzę żebyśmy mogły wrócić przez Baskir, ot tak – pstryknęła palcami – Pewnie wszystkie pachoły tej Kruczej mendy, będą na nas czekać – Safonka przysiadła na ociosanym pieńku i włożyła kłos siana w usta.
– Nie znam innej drogi… – westchnęła Czarodziejka. – Przesmyk Iwry o tej porze roku jest zalany… – Selekta potakiwała – A gdyby tak iść przez góry?
– Nieee… Zajmie to z miesiąc i jeszcze nie wiadomo, co nas tam czeka; do tego jeszcze las Amuen – Selekta odrzuciła tę opcję, ale do głowy przyszedł jej inny, bardziej szalony plan.
– A może by ta skrzydlata lalunia nas przeniosła? W końcu ze mną dała sobie radę – Ewidentnie była bardzo dumna z tego pomysłu, czemu dała upust, szczerząc zęby.
– Trasa z Watenfel na farmę to niewielki ułamek dystansu do samej rzeki, a wspominałaś, że z tobą musiała lecieć dość nisko. Zestrzeliliby nas jak kaczki, na dodatek musiałaby lecieć z każdą z osobna, a