Przygoda · 9 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 49
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
****** Kilka ciekawostek ze świata nauki *****
Krąg wzbudzeń to charakterystyczna runa rozbijająca astrę na frakcje, ale jednocześnie zachowująca kruchą równowagę pomiędzy domenami. Słynny lemachiański badacz Ginras Furląg, opracował doświadczenie mające na celu zobrazowanie tego zjawiska. Mianowicie, nad przygotowanym kręgiem wzbudzeń, umieścił sześcienną kratownicę, wewnątrz, której porozwieszał fragmenty katalitu: minerału, który chłonie magię i emanuje blaskiem o barwie zależnej od domeny.
Po aktywacji kręgu, analizując intensywność światła oraz rodzaj luminescencji kamienia, mógł określić rozkład kolorów w obrębie zaburzenia. Okazało się wówczas, iż przeciwstawne domeny tworzą dwie pętle. Pierwsza miała kształt wyciągniętej ósemki i składała się z domeny ładu oraz gniewu, które anihilują ze sobą w punkcie przecięcia. Wokół tego punktu wirował okrąg złożony z wieczności i zmiany, przechodzących jedna w drugą w dwóch punktach wyznaczających średnicę pętli: coś jak dwa węże pożerające nawzajem swoje ogony.
******************
Większość upraw wokół rozsianych na obrzeżach Dannanhal wiosek była przegniła, a swąd padłych zwierząt, znaczył swoją obecność przy każdym wdechu. Nic, więc dziwnego, że podróżnicy z wielką ulgą powitali orzeźwiającą morską bryzę, która nieco rozrzedziła zatęchłe powietrze.
Na dodatek karczma o wdzięcznej nazwie: „Hulanka na Rozdrożu” przyjmowała gości, o czym świadczył unoszący się z komina dym oraz odgłos niesionej wiatrem muzyki. Tutaj, też Ozirowie musieli się pożegnać ze swoimi gośćmi.
Karawana stanęła przed zajazdem, żeby związany Blejzer nie wzbudził podejrzeń lokalnych bywalców.
Część 22 / 4
Podczas gdy Selekta obserwowała zarówno drogę jak i więźnia, Lejla przenosiła skromny ładunek z wozu na swojego konia. W tym czasie Ozirowie przysiedli na powozie i utknęli w statycznym milczeniu: Emir bał się wybuchu Otmar, a pani Ozir nie mogła wydusić słowa, żeby nie zacząć łkać.
Lejla skończyła przeładunek, wzięła głęboki oddech i podeszła do pochmurnego małżeństwa. Emir powoli zaczynał odczuwać brak Eliota a mglista nadzieja na jego rychły powrót bledła na tle faktów szepczących chórem: „On już nie wróci…”. Otmar natomiast, pogrążona w połśnie, obróciła się w jej stronę ospale.
– No to na nas już pora – oznajmiła Czarodziejka. Pani Ozir spojrzała tylko na nią podkrążonymi oczami i skinęła głową. Arkanistkę znowu sparaliżowała myśl: czy gdybym ich nie poznała, to wszystko by się wydarzyło?
– Szerokiej drogi, panienko – odezwał się Emir, próbując wycisnąć z siebie uśmiech. Jego żona nawet się nie starała.
– Dziękuję Emirze – odpowiedziała Lejla i zbliżyła się do Otmar, obdarzając kobietę mocnym uściskiem. Nie potrafiła znaleźć słów.
– Dziękuję panienko Lejlo – wyksztusiła Otmar. – Wieżę na wzgórzu Waldares, widać już gołym okiem – wskazała palcem na oddalony, wąski kształt przecinający horyzont. – Uważajcie na siebie i gdybyś… – przerwała, a jej podbródek zaczął drżeć. – Gdyby, pani, jakimś cudem spotkała mojego syna to… to… – Emocje znowu wzięły górę i zacisnęły jej krtań.
Część 33 / 4
Lejla chwyciła dłonie Otmar i spojrzała głęboko w oczy.
– To ty go pozdrów, ode mnie… jak wróci; dobrze? – wycedziła uśmiech, a Otmar przytaknęła niepewnie.
Trudną rozmowę przerwało głośne jęknięcie Blejzera: działanie nindry ustępowało. Zabójca oderwał głowę od końskiego karku i zajęczał ponownie.
– Mała…! – nawoływała Selekta, a Czarodziejka, z ulgą, wymknęła się z niezręcznej sytuacji i podeszła do półprzytomnego zbira, aby zaaplikować mu kolejną dawkę narkotyku.
– Po co ty w ogóle zabrałaś tyle tego paskudztwa? – spytała Safonka. – Nie to żeby się nie przydało, ale…
– Jedźmy już! Zanim ja się poryczę – warknęła Arkanistka, wsiadła na konia i nie czekając na komentarz Selekty, ruszyła naprzód.
Część 44 / 4
Trybada wybałuszyła oczy, zaskoczona opryskliwą reakcją, ale powstrzymała się od riposty.
– U mnie wszystko gra Lejlo! Też jestem gotowa. Nie martw się! – popsioczyła pod nosem, po czym wsiadła na karego ogiera.
– Ale ty mnie lubisz, co? – Uszczypnęła Blejzera w policzek, a jego głowa zsunęła się na przeciwną stronę konia.
– Oj już nie bądź taki nieśmialuch; ja cię polubiłam. Już nawet nie mam ochoty cię okładać po mordzie – zarechotała, szczerząc zęby.
– Wio! – pogoniła oba konie i pocwałowała za czarodziejką.
Im bliżej pracowni mistrza Markusa byli, tym większy niepokój narastał w…