Fantastyka · 12 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 52
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Astra… magiczna energia pochodząca z czasów stworzenia. Siła o wyjątkowo skomplikowanej naturze: wszechobecna, lecz niewidoczna; czasem spokojna, a czasem groźna; zdolna tworzyć piękne rzeczy, ale też sprowadzać niewyobrażalne katastrofy.
Na przestrzeni wieków udało się zidentyfikować pięć podstawowych odmian astry, które wzięły swoje nazwy od kolorów, na jakie barwią aktywne minerały: astrę zieloną, czerwoną, szarą, niebieską oraz żółtą zwaną świetlistą.
W kolejnych epokach Astrolodzy z Belantres skrupulatnie studiowali zachowanie tej mistycznej siły, a ich późniejsze odkrycia dowiodły, iż astra nie zmienia koloru, przechodząc z jednej barwy w drugą – jak wcześniej sądzono – lecz, po odpowiednim wzbudzeniu, rozbijała się na cztery frakcje jednocześnie. Czemu tylko na cztery? Tego nie wiadomo: po prostu żadne badania nie potwierdziły, obecności świetlistej frakcji podczas wzbudzenia. Wiadomo jednak, że solas, jako jeden z aktywnych minerałów, potrafił gromadzić ten rodzaj energii, gdy został wystawiony na światło dzienne.
Wspominane cztery kolory magii, występowały wyłącznie parami. Nie dało się zburzyć symetrii, uwalniając jedynie jeden rodzaj astry; zawsze były to przynajmniej dwa wzajemnie anihilujące rodzaje energii.
W późniejszym okresie dziejów, słowo „frakcje” zastąpiono domenami i przypisano im cechy w oparciu o ich swoistą naturę. Czerwoną astrę, ochrzczono domeną gniewu lub siły, ponieważ jej nadmierne nagromadzenie skutkowało gwałtownym uwolnieniem mocy w postaci ognia lub krwawego gromu; sprzężeniem do Czerwieni był Błękit określany ładem, który stanowił spoiwo całego pola i pozwalał zachować astrę w formie nicości. Drugą parę stanowiły Zieleń i Szarość, czyli wieczność i zmiana; obie zamknięte w kręgu wzajemnej negacji i pogrążone w wiecznym tańcu istnienia i jego braku.
Jeżeli istota żywa przejawiała więź z którakolwiek z domen, zwykło się ją nazywać „Tanas”, czyli „Splot”, ale określeń było o wiele więcej: Ludzie takich wybrańców obwoływali magami, czarodziejami lub wrażliwymi; Lemachowie, arkijanami; Greplini tkaczami lub słyszącymi, zaś u Brukich mężczyźni z aurą zostawali sensorystami, a kobiety mistyczkami.
Zjawisko Splotu nie było tak powszechne pośród młodszych ras, jak u starszych Astelionów, gdzie każdy osobnik przejawiał mniejszą lub większą zdolność do interakcji z magicznym polem; jednak jeden aspekt, czynił młodszych Asurian wyjątkowymi – różnorodność.
Każde plemię Starszych odczuwało związanie tylko z jedną z domen i tak: Ariendi władali światłością, Eufmerzy ładem, Sumedzi gniewem, Tairu wiecznością a Priamsi zmianą. W przeciwieństwie do nich, Młodsi nie wykazywali takiej zależności, a ich magowie korzystali z mocy różnych frakcji, w zależności od predyspozycji.
Część 22 / 3
Według mitów działo się tak, gdyż młodsze rasy nie były zaprojektowane przez pierwszych bogów, Archonów Imaltis i Ultisa, lecz powstały w skutek mieszania się domen po „Wojnie Pierwszych”. W konsekwencji mogli bratać się z dowolną frakcją pola, w zależności od tego, która przeważała w danym osobniku.
Ten subtelny nadmiar astry w istocie żywej, nazywano aurą i to poprzez nią, Splot łamał symetrię i uwalniał energię domen.
Różnorodność wśród młodszych Asurjanów pałających się magią była ogromna, ale gdyby tego było mało, to nawet wśród magów z tej samej domeny zdarzały się rzadkie mutacje, nadające im nadzwyczajne zdolności. Te unikalne istoty nazywano Mas-Tanas: „Wyższe Sploty”. Zaliczali się do nich Metamagowie czy choćby Chromatoni określani również astro-zmiennymi, ze względu na możliwość manipulowania kolorem swojej aury.
Przez wieki myślano, iż magia domen jest źródłem wszechrzeczy: energią stworzenia i iskrą wszelkiego życia. Dopiero stosunkowo niedawno zaczęto snuć teorię o istnieniu jeszcze jednego, odrębnego pola.
Według niektórych uczonych, prócz Astry istniała jeszcze Unitra; substancja niematerialna, eteryczna, spoza czasu i przestrzeni, której manifestacją była wola życia we wszystkich stworzeniach. Tak przynajmniej opisano Unitrę w Archiwum-Belantrum w Taledark, a magowie z całego świata poświęcali lata na poszukiwania tej substancji.
Sama nazwa pochodziła z zestawienia słów „Uni” i „Tralin”; kolejno „powszechna” i „życiodajna”.
Do gremium odkrywców i badaczy Unitry, należał również Markus Grisant, który w swojej wieży, niestrudzenie pracował nad sposobem ekstrakcji i manipulacji pierwotną iskrą życia. Niestety w obliczu nowego zagrożenia był chwilowo zmuszony przesunąć badania na drugi plan i pomóc najlepszej studentce w nawiązaniu kontaktu ze stolicą.
Część 33 / 3
W tym celu zeszli wraz z Lejlą do komnaty wykutej w litej skale, w której mieściło się jego laboratorium.
– No i jesteśmy moja droga – Markus popchnął drewniane wrota, które zaskrzypiały upiornie. – Witaj w mojej skromnej pracowni -– dodał i rozproszył aurę, oplatając i rozniecając magiczne lampiony.
Na środku obszernego, okrągłego pomieszczenia, z podłogi wyłaniała się granitowa ława, na której, wokół dziwnego urządzenia, walały się minerały, zapiski i magiczne artefakty. Atmosfera była tu ciężka i pachniała niespokojną magią pozostałą po burzliwych eksperymentach. Wszystko wokół zagraconego blatu sprawiało wrażenie zorganizowanego.
Niezła robota Mojro, pomyślała Lejla.
Na podłodze, tuż za niewielkim, drewnianym pulpitem z wykreślonym kredą układem run, wyryto krąg wzbudzeń. To właśnie z jego pomocą Markus mógł kontaktować się z gildią w Oruun, wzmacniając sygnał swojego jadeitowego oka.
– Skromną bym jej nie nazwała… – skomentowała po chwili Lejla. – Natomiast, z wyjątkiem stołu, jest nad wyraz uporządkowana, jak na ciebie mistrzu – dodała, przebierając wzrokiem po komodach, w których Mojra poukładała i skatalogowała cały jego magiczny inwentarz.
– Cóż to za mechanizm? – spytała, wskazując na…