Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 8 min czytania

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 54

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Szybko uciśnij ranę!

– Czym?!

– Weź to! – Selekta wydarła rękaw od koszuli, zwinęła w kłąb i dała Lejli, by ta zatamowała krwotok Markusa.

– Co mu się stało? – spytała Sebil, spoglądając na bladego maga.

– Dźgnięto go nożem, który zostawił dziurę wielkości pomarańczy; to się stało! – Safonka wykrzyczała odpowiedź.

– Czego się drzesz! Tylko pytam! – oburzyła się mistyczka.

– Jak tak dalej pójdzie, to wykrwawi się na śmierć! – oznajmiła Lejla, próbując magią zatrzymać krwotok; ład z jej aury sączył się przez przyciskany materiał, spowalniając przepływ krwi. Niestety rana opierała się leczeniu. – Cholera! Ostrze musiało być zaklęte – rzuciła Arkanistka i wzmocniła aurę.

Selekta widziała już nie jedno podczas bitew z Lemachami, a szybko rosnąca kałuża krwi mówiła sama za siebie: on umiera.

– Możesz mu pomóc Sebil? – poprosiła Trybada, przytrzymując głowę maga. Gniew wyparował z niej całkowicie, pozostawiając jedynie pokorę.

– Mogę spróbować, ale żadna ze mnie uzdrowicielka – zaznaczyła mistyczka.

– Jeśli możesz coś zrobić… cokolwiek, to zrób to… proszę – wtrąciła się Lejla. Jej ręce i czoło oblepiała warstwa, schnącej krwi. Markus zsiniał i nie mógł już skupić spojrzenia.

– Mistrzu… nie spij, proszę… – poklepała go po policzku – Patrz na mnie! – Mag nie zareagował.

– Połóżcie go na ołtarzu! – rozkazała Sebil i we trzy delikatnie uniosły mężczyznę. Nie było to łatwe zadanie, gdyż Lejla, szepcząc zaklęcia ochronne, przyciskała materiał do wyrwy w jego plecach.

– Ja też pomogę. – Mojra chwyciła Markusa pod nogi i we czwórkę wsunęły go na srebrzyste piaski, ołtarza Arkturosa.

– Odsuńcie się! – Sebil wyciągnęła spod tuniki mały woreczek, wysypała szklisty proszek na dłoń i przysunęła ją do ust.

– Arkturosie usłysz me wołanie, Silin Salaj – wydmy w czarze ofiarnej zaczęły falować i przesuwać ledwie żywego maga ku centrum ołtarza. Sebil kontynuowała inkantację:

– Panie wszelkiej zmiany, w twe ręce składam tego człowieka. Ukształtuj go wedle życzenia: Enderegin, Ferwetus – Język pierwszych zbudził astralne pole. Magia uderzyła falą suchego, gorącego powietrza. Aura Lejli skosztowała sączącej się mocy: była chaotyczna, zmienna; słodka i gorzka jednocześnie. Piaski rozsunęły się pod plecami bezwładnego czarodzieja zatapiając go we wnętrzu małej pustyni. Zniknął całkowicie przykryty srebrzystym dywanem.

– Enderegin, Ferwetus! – Sebil powtórzyła zaklęcie, wrzucając diamentowy proszek do ołtarza. W miejscu, gdzie uprzednio spoczywał Markus, wydmy wiły się, niczym kłębisko węży pod jedwabnym prześcieradłem. Po krótkiej chwili wszystko ustało i choć pomarszczona, powierzchnia makutry tkwiła w bezruchu, to napięcie rozchodzące się po symetrii zwiastowało zmianę.

W końcu Mag wyłonił się spomiędzy piasków. Wyglądał nieco inaczej: twarz miał mniej pomarszczoną, a brodę krótszą i ciemniejszą.

Na rozkaz Sebil pustynne fale poniosły mężczyznę, aż do krawędzi ołtarza.

– Szybko! Zdejmijcie go na podłogę! – rozkazała Sebil. Ułożyły Maga boku tak, żeby obejrzeć ranę. Przestała tryskać posoką. Selekta przyłożyła rękę do ust maga.

– Szlag! Nie oddycha!

– Mistrzu nie, proszę… nie rób mi tego, nie możesz – błagała rozpaczliwie Lejla, roniąc łzy, które skapywały na siną twarz Markusa. Wydawało się, że czar odniósł skutek, ale było już za późno.

Selekta rozdarła mu szaty i zaczęła masaż serca.

– No dalej staruszku. Dasz radę! – dopingowała, rytmicznie uciskając mostek.

– Odsunąć się!! – krzyknęła niespodziewanie mistyczka.

Safonka wraz z Lejlą ledwie zdążyły odskoczyć,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 54 — czytnik · opowiadania