Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 56

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszyscy ze zdumieniem obserwowali, z jaką lekkością Karevis niesie dorosłego mężczyznę; wszyscy z wyjątkiem Brukijki, która traktowała ten przejaw nadludzkiej siły, jak coś zupełnie naturalnego.

Po przekroczeniu piaskowego portalu Matka ostrożnie ułożyła rannego na kozetce, przykryła go kocem i przeszła do swojej izby gdzie stał mały drewniany stolik oraz kilka krzeseł.

– Usiądźcie, proszę – Selekta pierwsza chwyciła za taboret gotowa się rozsiąść.

– Za nim spoczniesz córciu… – Matka udaremniła jej misterny plan.

– No tak! Ledwie mnie zobaczyłaś i już przynieś, podaj… – marudziła. Milena spokojnie odczekała, aż Safonka wyleje z siebie pretensje i kontynuowała:

– Bądź łaskawa poprosić którąś z dziewczyn, żeby pobiegła po medyka i przynieś nam ciepłej herbaty – A! I weź jeszcze butelkę nalewki ze spiżarki – Na ustach Selekty wykwitł uśmiech satysfakcji: Milena wiedziała jak ją zachęcić.

– Oczywiście mamciu – odrzekła potulnie i prawie poszybowała w stronę kuchni. Milena usiadła za stołem i przeniosła uwagę na czarodziejkę.

– Mamy sporo czasu, zanim moja kochana Selcia opróżni pół butelki, znajdzie kubki i wróci się po herbatę – o której oczywiście zapomni – oznajmiła Karevis, po czym spojrzała na ubabraną we krwi czarodziejkę, wstała bez słowa, napełniła małą misę wodą z wazy i postawiła na stole, żeby Lejla mogła obmyć ręce i twarz. Arkanistka odetchnęła z ulgą, gdy krew zabarwiła wodę, odsłaniając czystą skórę na dłoniach.

– Jesteś dziecko w stanie opowiedzieć, co tu zaszło i dlaczego ten człowiek prawie wyzionął ducha? – Lejla uspokoiła się na tyle, aby móc streścić historię od dotarcia do Watenfel aż po moment, kiedy znalazły się w kaplicy Arkturosa.

– Więc powiadasz, że zaatakowała was jakaś wiedźma, która broniła ogromnego jadeitu, a na dodatek Cesarstwu grozi wojna domowa. To brzmi jak bardzo zły sen – podsumowała Milena.

– Też bym chciała, żeby to był zły sen Matko, choć i te miewam ostatnio bardzo pokręcone – wyznała Lejla, zerkając z troską na kozetkę w sąsiednim pokoju.

– Dlaczego przyszyło mi znowu dożyć takich czasów – westchnęła Karevis, masując poprzecinane bruzdami czoło.

– Magia, którą się posługiwała ta kobieta… ta krucza wiedźma… nie przypominała niczego, co do tej pory widziałam, Matko – dodała Lejla. – I jeszcze te runy… mam wrażenie, że one nasycały Jadeit tym, czymś.

– Mojro…? – Arkanistka nagabnęła milczącą gosposię, siedzącą na uboczu – Wiem, że to wszystko było dla ciebie traumatyczne, ale czy nie zauważyliście z Mistrzem nic dziwnego podczas pobytu w tej wieży? – Mojra jakby ocknęła się z transu i zaczęła panować nad mimiką twarzy.

– Praca z profesorem nigdy nie należała do normalnych. Działo się tam dużo dziwnych rzeczy, ale to podłe babsko w przebraniu kruka… Ją widziałam po raz pierwszy. Kryształ też bym raczej zapamiętała – odpowiedziała Mojra.

– A mi to się kojarzy z magią istoty, która mnie zaatakowała, gdy chciałyśmy was wytropić – wtrąciła się Sebil, podpierając ścianę w kącie izby.

– Chciałyście nas wytropić? Po co? – spytała zdziwiona Lejla. Od początku, zakon wydał jej się niepokojąco dziwny i zaczynała rozumieć, czemu intuicja dawała jej takie sygnały.

– Martwiłyśmy się o Selektę – wybrnęła sprytnie Milena, spoglądając kątem oka na Brukę.

Na szczęście dla Matki, Trybada przekroczyła próg celi, wybawiając ją od niezręcznych tłumaczeń. Selekta uśmiechała się „rozkosznie”, a na jej twarzy zagościł alkoholowy rumieniec. Podeszła do stołu i postawiła napoczętą butelkę z nalewką.

– Możemy zaczynać – obwieściła, zacierając ręce.

– A herbata? – spytała Matka.

– Kurwa!

– Wyrażaj się! Nie jesteś w jakiejś podmiejskiej melinie! – zrugała ją Milena.

– Zaraz przyniosę tę cholerną herbatę – sarknęła pod nosem Selekta.

– Dziękuję. Wracając do naszej rozmowy, muszę przyznać, iż to wszystko jest bardzo niepokojące, ale najbardziej martwi mnie bunt tych samozwańczych wyzwolicieli Walonu: gdy ci ludzie raz zaczną zabijać, nie poprzestaną na jednym mieście… – Matka przerwała monolog dźwięczną pauzą, w skupieniu polała gęstej nalewki do literatek i kontynuowała:

– Rządz

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%