Fantasy · 12 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 57
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
***** Ilterańskie lasy i bory *****
Las Amuen, w przeciwieństwie do Sunden, nigdy nie był częścią Centralnej Puszczy, przez co miał zupełnie odmienny charakter, niż lasy w głębi kontynentu.
Sklepienie tego pierwotnego, odizolowanego tworu natury tworzyły gęste korony drzew uplecione z liści, igieł i szyszek. Poszycie, prócz licznych gatunków paproci, porastały również kłębowiska ciernistych krzewów, które prócz pięknych kwiatów posiadały ostre kolce, u niektórych gatunków wypełnione trucizną. Ciernie porastały długie pasy ziemi, położonej bliżej granicy lasu, zupełnie jakby puszcza otoczyła się ostrokołem.
Najbardziej znamionowe dla tego regionu były drzewa Marankal, których igłowate liście były odporne na mrozy i ogień zarazem. Te, długowieczne drzewa stanowiły pokarm i schronienie dla wielu stworzeń, w tym Koranek: magicznych istot żyjących pod korą wiekowych drzew.
************************************************************************
– Długo już nasłuchuje? – Grepliński wódz wskazał na pogrążoną w transie druidkę.
– Tydzień – odpowiedział szaman. – Najwyraźniej drzewa mają dużo do przekazania.
Część 22 / 5
– Powiadom mnie, jak skończy.
– Oczyw… – głośny, pociągły wdech przerwał szamanowi.
Słysząca otworzyła wielkie oczy, nadal opalizujące tonami zieleni. Spowolnione, wyciągnięte dźwięki nabierały tempa a szepty prastarych pni, nikły pośród hałasu innej rzeczywistości: stopniowo wracała do swojego czasu.
Pokryty bliznami Greplin, który medytował przy drewnianym ołtarzu, zrywając się z kolan, chwycił za misę z wodnistym płynem i podstawił druidce. Łykała łapczywie. Wódz przykucnął naprzeciw kobiety.
– Mów Neira! Co szepczą drzewa? Czego chce Amuen? – Druidka spojrzała na niego przerażonym wzrokiem.
– Wyślij patrol do Ciernistej Palisady; trzeba go ratować…
****
Część 33 / 5
Od Sefalos Atmę oddzielały już tylko strome, skalne ściany, typowe dla wschodniego łańcucha gór Chamankadar. Aby je pokonać, musiała wznieść się ponad chmury, które gromadziły się na zboczach jak kra na wysokiej tamie. Nawet dla niej samej, było to nie lada wyzwanie, a teraz jeszcze musiała unieść Eliota.
Odkąd przekroczyli granicę lasu Amuen, lecieli nisko, ponad koronami drzew. Starsza wypatrzyła, położoną odpowiednio wysoko, skalną półkę wyrastającą z niemal łysego wzgórza. Idealne miejsce na regenerację, pomyślała. Miała rację: żadne stworzenie z otaczającego ich lasu nie wspięłoby się tak wysoko, a jeśli nawet, to otwarta przestrzeń uniemożliwiała atak z zaskoczenia. Niemniej jednak Starsza musiała zachować ostrożność: zachodnia część Walonu uchodziła za całkowicie dziką i niebezpieczną, a ostatnią ostoją cywilizacji, którą zostawili już daleko w tyle, było miasto Ehlat, leżące na pograniczu lasu i ziem uprawnych.
Różne opowieści krążyły pośród podróżników, którzy mieli odwagę wyruszyć na eksplorację Amuen. Najczęściej opisywali oni spotkania z istotami, które nazywano Leśnymi Skoczkami. Oczywiście źródłem większości z tych opowieści, była wyobraźnia podsycana strachem i legendami, jednak niektóre relacje były zaskakująco spójne i dokładne.
Do jednej z nich, zaliczał się opis wyglądu owych leśnych stworzeń. Świadkowie spotkań twierdzili, iż tajemniczy Skoczkowie, posturą przypominali dorosłego człowieka, aczkolwiek ich nogi były nieludzko, masywne i umięśnione, a stopy wyposażone w trzy, długie i chwytne palce.
Niewielu śmiałków miało szczęście stanąć z nimi twarzą w twarz, ale ci, którzy dostąpili tego zaszczytu, zdradzali wiele ciekawych detali z fizjonomii tych stworzeń; z opisu Skoczkowie byli: bezwłosi; mieli ludzkie rysy twarzy i przenikliwe czarne oczy, za to głowę była bardziej owalną niż u człowieka. Niektórych osobników wyróżniały esowato wygięte różki a innych tylko wzgórki na czole; wszyscy natomiast posiadali bardzo długie, spiczaste uszy rozchodzące się poziomo, na boki.
Nie bywały agresywne, raczej obojętne. Nawiązywały kontakt, jedynie by wskazać zagubionym drogę powrotną lub pomóc rannym. Dzięki temu altruizmowi zyskały drugi przydomek Opiekunów Syliren: bogini wieczności i patronki borów.
Gdy Atma, z ulgą, wylądowała na skałach, postawiła Eliota na ziemi a ten, prawie natychmiast, podbiegł na krawędź urwiska, usiadł przy brzegu i wierzgał radośnie nóżkami, podziwiając piękno otaczającej go dzikiej przyrody. Nigdy nie podróżował dalej niż na targowisko w Watenfel, więc jego ekscytacja sięgała zenitu i na chwilę przyćmiła tęsknotę za rodzicami.
Część 44 / 5
Starsza patrzyła na niego z troską, gdy nagle wstrząsnęła nią myśl: "chłopak przecież nie ma skrzydeł!".
– Eliot, uważaj na siebie! Tu jest wysoko! – przestrzegła go przed upadkiem i przysiadła nieopodal. Musiała wymasować sobie obolały kark i skrzydła. Taki dystans z obciążeniem był dla niej czymś mocno niecodziennym.
– Proszę się nie martwić. Patrzę sobie tylko na te wielkie spiczaste drzewa – wskazał palcem, ciemnozielone, iglaste groty wystające spomiędzy koron.
– Nazywają się Marankal i rosną tylko tu. Kwitną na wiosnę, wydając małe, wyjątkowo słodkie owoce.
– Łaaał! Pani to dużo wie, pani Atmo.
– Wystarczy Atmo, bez pani. – Eliot wstał i odwrócił w jej stronę.
– A może być ciociu Atmo? – spytał, wyczekując odpowiedzi z niecierpliwością.
Część 55 / 5
– Tak może być „Ciocia” – zgodziła się, kreśląc szczery uśmiech.
– HURA! – krzyknął i z radości wyskoczył mocno w górę.
– Eliot!! – Orędowniczka zerwała się, widząc jak luźne skały, osuwają się mu spod stóp.
Nie zdążyła.
Chłopiec stoczył się razem z gruzem, ku leśnej gęstwinie.
– Eliot! – ponowiła desperacki okrzyk i rozpostarła skrzydła, rzucając się za nim.…