Fantastyka · 7 min czytania
Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 7
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Czarodziejka siedziała w miejscu, gdzie zostawiła ją Trybada. Była przytomna, ale nadal bardzo słaba i blada jak mleko. Draśnięty Pieśniarz opatrywał ramię, a dwóch innych pomagało trafionemu bełtem. Żałobną ciszę lasu przecięła seria gwizdów. Ostatni rycerz nawoływał kuce i konie.
– Co się stało, Selekto? – spytała arkanistka i spróbowała wstać. Przyjaciółka wspomogła ją ramieniem.
– Ktoś nam pomógł i załatwił kuszników. – Przebrnęła wzrokiem po gęstych koronach wiekowych buków.
– Chyba wiem, kto to był; nadal można wyczuć jego obecność w astrze – oświadczyła Lejla, podpierając się o Trybadę. – Wyjdź, proszę! Daj sobie podziękować! – krzyknęła w górę, tak głośno, jak tylko mogła.
Szelest listowia oznaczał reakcję na zaproszenie i należało zadać sobie pytanie: jaka to będzie reakcja? Huk czegoś ciężkiego upadającego na glebę rozniósł się po lesie. Spomiędzy czyżni i szerokich paproci wyłoniła się wysoka postać. Osnuta półmrokiem sylwetka sprawiała wrażenie naprawdę potężnej.
– Wyjdź, proszę – powtórzyła Lejla delikatnym, serdecznym głosem, po czym wykonała chwiejny krok w stronę skrytego w cieniu giganta.
– Bądź ostrożna! – Selekta zaszła jej drogę – Nie wiemy, kim… czym jest to coś.
Część 22 / 4
– Ja wiem, czuje go; nie ma złych zamiarów.
Arkanistka emanowała spokojem, jakby dopiero wstała po dobrze przespanej nocy.
Obcy wyszedł im naprzeciw i przystanął w snopie światła. Za plecami czarodziejki padło kilka mimowolnych przekleństw zagłuszonych brzękiem stali. Trudno było się dziwić rycerzom. Stwór od pasa w górę przypominał człowieka, aczkolwiek jego ciało miało trawiasty kolor, a masywy tułów rozmiarem onieśmieliłby nawet Hektora. Niemniej jednak podobieństwo do człowieka kończyło się na korpusie. Nogi stworzenia – od pasa aż do stóp uzbrojonych w pazury długie jak u niedźwiedzia – pokrywało brunatne futro. Jego twarz nadal okrywał cień kaptura od szorstkiej opończy, a zza pleców wystawał gryf od krótkiego łuku.
Lejla bez wahania zrobiła kolejny krok.
– Jesteś pewna? – spytała Trybada.
– Tak – odpowiedziała stanowczo czarodziejka i podeszła jeszcze bliżej. Spojrzała nieznajomemu w twarz, zmuszona mocno odchylić przy tym kark. – Jak ci na imię?
Zsunął kaptur ogromną czteropalczastą dłonią. Długie, brązowe włosy opadły na szerokie ramiona, a jego seledynowe źrenice skurczyły się gwałtownie, gdy padło nań światło.
Część 33 / 4
– Lavenir – odpowiedział w czystym imperialnym.
– Dziękuję ci za ocalenie nam życia, Lavenirze.
– Młoda tanas, nie wszystkie życia są ocalone. Inra jednego z waszych ulatuje. – Wskazał rycerza przebitego bełtem i bez wyjaśnień ruszył w jego stronę.
Selekta zastąpiła mu drogę, wymierzając sztych prosto w krtań.
– Ani kroku dalej! Co chcesz zrobić!? Gadaj!
Olbrzym zatrzymał się tuż przed ostrzem.
– Jego rana jest poważna, gwanei, bez mojej pomocy wykrwawi się, zanim opuścicie las – odpowiedział głębokim basem.
Część 44 / 4
– Pozwól mu, nie jest groźny – agitowała Lejla.
– Powiedz to kusznikom!
– Odpuść, pro…
Lejla osłabła i upadła na kolana.
– Szlag! Idź. Dajcie mu podejść! – rozkazała Pieśniarzom, opuściła miecz i zajęła się przyjaciółką.
Lavenir pochylił się nad młodym rycerzem. Twarz olbrzyma miała mocne rysy i wydatne kości policzkowe, ale była ludzka i wydawała się bardzo łagodna, wysycona mądrością.
– Grot przebił płuco – oznajmił, nawet nie dotykając chłopaka:…