Fantasy · 14 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 11
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
Mistyczka pod postacią zawiesistej chmury z pyłu wślizgnęła się do celi, mijając pierwszą ofiarę jej więziennej samowolki po ratuszu. Mężczyzna ubrany w ciemnozielony aketon z zarzuconym napierśnikiem i pikowane nogawice zwieńczone nagolennikami stał na baczność w całkowitym bezruchu, jakby niestrudzenie pełnił perfekcyjną wartę.
Głośne pstryknięcie palcami rozbiło się echem pomiędzy zapuszczonymi ciasnymi klatkami. Strażnik odzyskał przytomność i zajrzał przez kraty. Sebil pod postacią Mileny grzecznie leżała na pryczy zwrócona plecami do niego. Udawała, że śpi. Po tylu rzuconych zaklęciach nie sądziła, że zdoła utrzymać iluzję, stojąc w pozycji wyprostowanej: ta nieznana wszechobecna magia, która ciągnęła wszystko ku dołowi, teraz była zbyt silna dla osłabionego czaru oblekającego jej ciało.
Jednak ciekawość nie pozwoliła bezczynnie czekać. Ukruszyła nieco iluzji, usypała z piasku okrągłą runę i wyszeptała krótką inkantację. Pył zawirował i wytworzył przesmyk w rzeczywistości: mały tunel wyczarowany w prostej obciągniętej lnem poduszce. Mistyczka nakryła sobie nią twarz i wyjrzała przez portal. Po drugiej stronie Wilfred nadal ciskał pomniejszymi przedmiotami i niesłusznie obrzucał Istenwala bluzgami, podczas gdy kapitan zachodził w głowę, jak mógł zapomnieć, kiedy dostarczył list z Oruun.
Tuz przy ścianie leżał sfatygowany pergamin: przyczyna tego całego zamieszania.
– Tutaj jesteś – powiedziała z satysfakcją Sebil, zapomniawszy o strażniku za kratami.
– Matko Karevis, czy wszystko w porządku? – spytał Telmiańczyk i zerknął na starszą kobietę, która chowała twarz w szorstkim materiale.
Sebil wzdrygnęła się, wyciągnęła głowę z poduszki i obróciła wypchany słomą podgłówek portalem do pryczy.
Część 22 / 5
– Nic takiego, złociutki! Kichałam i nie chciałam opluć tej pięknej celi! Ło, ho, ho!
Chłopak tylko zmarszczył czoło ze zdziwienia i wrócił na miejsce.
– No to teraz ostrożnie… – poinstruowała samą siebie i powoli wsunęła rękę w portal, by po chwili wyciągnąć z niego list.
– Mam cię. – Oblizała wąsy. – Zobaczymy, co tak rozwścieczyło tego gogusia… Phy…! Siostra mu za mąż wychodzi. Też mi coś – wyszeptała i wrzuciła pergamin z powrotem w portal, po czym, kładąc się na wznak, przymknęła oczy. Postanowiła maksymalnie ograniczyć ruchy do momentu przyjścia obiecanej eskorty.
Kiedy nadeszła północ w drzwiach na końcu więziennego korytarza rozbrzmiał brzęk klucza. Mistyczka natychmiast otworzyła oczy; jej wyostrzone zmysły nocnego drapieżnika odbierały dźwięki z większą intensywnością.
Zerwała się z pryczy.
– Podejdź, proszę, kochaniutki! – przywołała przysypiającego wartownika.
Część 33 / 5
Młodzik wydarty z półsnu kilkukrotnie przetarł oczy, nim zbliżył się do krat.
– Co tym razem?
Spomiędzy prętów buchnęła szarawa smuga i strażnik zastygł w miejscu. Światło pochodni nieśmiało wypełniło podziemia. Niski tęgi mężczyzna niezwykle czujnie stawiał powolne badawcze kroki – co mocno zirytowało Sebil. Miała już powyżej uszu tej podmiany.
– Możesz zagęścić ruchy! – warknęła.
Wysłannik cesarza spiął ciało jak naprężoną strunę i szybkim krokiem dostąpił do celi. Ogień trawiący trzymaną przez niego żagiew oblał posąg zaczarowanego strażnika.
– Co mu się stało, Matko? – spytał zarysu kobiety stojącej na pograniczu światła i cienia.
– Pokazałam mu cycki i go zamurowało. Cesarz wspominał, że ponoć masz nie zadawać pytań? – Mistyczka pod postacią Mileny zbliżyła się do prętów. Mężczyzna w kapturze rozdziawił usta i wytrzeszczył oczy. – Co znowu? Dlaczego tak się gapisz? – sapnęła Sebil.
Część 44 / 5
Oruńczyk drżącą ręką wskazał na jej lewe ucho, które powoli spływało Mistyczne po karku.
– Aaa… to. – Złapała małżowinę i podciągnęła na miejsce. – Co się dziwisz! Stara jestem! Też tak będziesz miał w moim wieku… I to nie tylko z uszami. Chodźmy już, zanim cała się rozsypię.
Wysłannik Wilfreda zawrócił po klucze zawieszone na haku wbitym w ścianę przy wejściu.
– Mam – szepnął do siebie i obrócił się w stronę celi.
Niewiele brakowało, a pisnąłby jak kastrat, ale dygnął tylko nerwowo na widok Mileny, która pojawiła się tuż przed nim.
– Nie mam na to czasu – warknęła. – Prowadź.
***************************************************************
Część 55 / 5
Rześka jesienna noc nie zachęcała do spacerów, a uczucie chłodu potęgował lepki zimny błękit, spływający z księżyca zawieszonego wysoko na niebie. Mimo to ścięty w parę oddech co rusz rozbijał się o zachodnią część muru okalającego zakon Sióstr Miłosierdzia. Pokaźnych rozmiarów postać poruszała się bezszelestnie, skrywając sylwetkę w cieniu obwarowań. Intruz zręcznie unikał wzroku strażników i nielicznych siostrzyczek, które nie przestrzegały ciszy nocnej i mniej zwinnie korzystały z ocienionych korytarzy, by wejść na mury i podziwiać piękno szaroniebieskiego globu – lub rozgrzać jednego z najemnych strażników.
Nieproszony gość, wykorzystując rozpadliny pomiędzy blokami granitu i kroksztyny sterczące z konstrukcji, wspiął się po wiekowej fortyfikacji, przemknął pod arkadami szerokiego dziedzińca i stanął tuz pod oknem biblioteki Matki Karevis.
Zadarł głowę, ocenił wysokość, po czym wyciągnął z kieszeni amulet z białym kryształem w kształcie grotu i delikatnie przejechał metalowym szponem po powierzchni talizmanu. Kamień przytwierdzony do odlanej ze srebra runy wzbudzenia pojaśniał od mętnej łuny, obrócił się kilkukrotnie i wskazał okno osadzone jakieś piętnaście sążni wyżej – a raczej coś wewnątrz pomieszczenia za tym oknem.
– He – intruz parsknął zadowolony. – Czyli staruszek się nie mylił – skomentował, schował dziwaczny amulet, a następnie, przy pomocy stalowych szponów wspiął się po zabudowie. Drewniane okienne skrzydła spięto zatrzaskiem od wewnątrz. Rzecz jasna rozbicie szyb nie wchodziło w grę, jednak włamywacz nie był amatorem. Zza pasa wyciągnął maluśki kordzik z osadzonym na sztychu ostrym odłamkiem diamentu, delikatnie wyciął okrąg, wypchnął jego wnętrze, wcisnął dłoń przez powstały otwór i uniósł rygiel szponem.
Zasuwka odpuściła, a komnata stanęła otworem. Wewnątrz panowała prawie całkowita ciemność i tylko cząstka księżycowej łuny nieco rozświetlała niewielką izbę. Mrok nie stanowił dla intruza żadnej przeszkody; idealnie orientował się w ciasnym pokoiku i rozpoczął przeszukiwanie izby. Bezszelestne zwinne ruchy stały w sprzeczności z imponującymi gabarytami ciała, a miękkie kroki ledwie zrywały kurz z posadzki. Po przeszukaniu schludnie pościelonej pryczy i komody nie znalazł niczego specjalnego. Do zbadania został mu jeszcze stary okrągły stół, kilka półek na mniejsze tomiki i miejsce do czytania tuż przy zgaszonym świeczniku. Poprzestał na chwilę i ponownie dobył amuletu.
– Gdzie cię ukryli,