fantastyka · 8 min czytania
Pięc Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 13
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 5
– W końcu w domu… – westchnęła Matka Karevis, stawiając tacę i kilka kubków na drewnianym stoliku będącym od lat na wyposażeniu jej prywatnej spiżarenki.
– To chyba ja powinnam odetchnąć! – obruszył się telmiański strażnik oparty o ścianę. – Ty nie gniłaś za kratami.
– Ty też większość czasu tam nie siedziałaś – wtrąciła się Trybada, zasiadając na trójnogim taborecie.
– Chodzę własnymi ścieżkami.
– Taa… Mogłabyś już zrzucić tę iluzję i chodzić we własnym futrze: dziwnie się z tobą gada.
– A co? – Oczy mistyczki zalśniły, a usta wykrzywiły się w niepokojący uśmiech. – Wolałbyś postać cycatej księżniczki, co?
Ubranie i skóra strażnika zszarzały i rozpadły się w proch. Powietrzna zawiesina z pyłu przybrała niewyraźny rozmyty kształt ludzkiej sylwetki. Uwolniona magia zmiany rozpierzchła się po izbie, a chmura z piasku oplotła Brukę tysiącem małych tornad, po czym zespoliła się w nową iluzję.
Część 22 / 5
– Teraz lepiej?
Selekta otaksowała wzrokiem efekt zmodyfikowanego czaru, który – wymieszany z wrednym poczuciem humoru mistyczki – ukształtował piękną młodą kobietę o mocno przerośniętych wdziękach.
– Nie najgorzej – przyznała, szczerząc zęby.
– Och, waleczna Trybado!! Przybyłam by móc cię ujrzeć! – Sebil zaczęła zawodzić z teatralną przesadą kiepskiego aktora, po czym ruszyła w stronę Safonki.
– Co ty wypraw…
Bruka przycisnęła twarz przyjaciółki do ogromnych piersi.
– Weź te wymiona z mojej gęby! Nie mogę oddychać! – wydusiła stłumionym głosem Safonka.
Część 33 / 5
– Jestem taka stęskniona! Och…! – stękała mistyczka, nie wypadając z roli napalonej siostrzyczki, tymczasem Selekta podejmowała desperackie próby oswobodzenia się, klnąc przy tym niezrozumiale.
– Przestańcie już! Obie! – Milena uderzyła pustym kubkiem o metalową tacę, która odegrała rolę gongu, a mistyczka poluźniła uchwyt, umożliwiając Selekcie złapanie haustu upragnionego powietrza. – Co będzie, jak ktoś tu wejdzie? Wiecie przecież, że nie wszystkie siostry są wtajemniczone! – Matka uniosła głos, a działo się to rzadko, więc należało się z tym liczyć.
– Dobra, dobra… Przepraszam. – Brukijka spokorniała i podświadomie zarumieniła iluzoryczne policzki.
Dźwięk upadającego taboretu zmącił chwilową ciszę. Safonka poderwała się od stolika, i wywracając zydel, dopadła do Sebil, która w instynktownej próbie ucieczki zaplątała się w habit.
– Ja ci dam „przepraszam”, przerośnięty dachowcu! – Dłonie Selekty złapały za gładką szyję, pod którą krył się prawdziwy, puchaty kark. Safonka zaczęła szarpać kobietą jak szmacianą lalką.
– Matko… – Od strony wejścia dobiegł nieśmiały, drżący głos. – Matko Karevis – powtórzyła bardziej zdecydowanie młoda siostra Isene, skupiając na sobie uwagę całej trójki, w tym Brukijki, której podduszenie chwilowo ustało.
– Tak, dziecko? – spytała Matka, walecznie maskując zażenowanie. Podjęła się trudnego zadania upozorowania normalności całej tej sceny. Sama zwykła mawiać, iż rzeczy są wstydliwe tylko wtedy, kiedy sami się ich wstydzimy, więc, jak gdyby nigdy nic, uśmiechnięta, zasłoniła młodej dziewczynie widok Selekty, mordującej nieznajomą zakonnicę.
Część 44 / 5
– Coś się stało, Isene? – Lekko wypchnęła dziewczynę za próg.
Zaniepokojona siostrzyczka oczywiście nadal ukradkiem zerkała za Milenę, ignorując powtórne pytanie.
– Isene? – powtórzyła Matka i przymknęła drzwi.
Poskutkowało.
– Przepraszam… Ma Matka gościa.
– Gościa?
– Widzisz, co narobiłaś włochaty pajacu? – Zza niedomkniętych drzwi dochodziły głosy, będące nieudaną i niezgrabną próbą szeptania.
Część 55 / 5
– Sama jesteś pajacem!
– Wypchaj się piachem z kuwety!
– Ekhm… – Milena przesadnie mocno zatrzasnęła drewniane skrzydło, które o mały włos nie wypadło z zawiasów.
– Prowadź, proszę, Isene. Opowiesz po drodze, któż to do mnie zawitał. – Popchnęła zakonnicę w kierunku korytarza, przyśpieszając oddalenie od rozgardiaszu panującego w celi. – Więc, kto mnie odwiedził?
– Lemach, Matko.
– Podziemny…?? Ostatnio coś mało mam tu zwykłych gości i zaczyna mnie to niepokoić.
– Tak, przedstawił się, jako