fantastyka · 19 min czytania
Pięc Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 14
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Milena przyniosła imbryczek gorącego naparu, którego parująca esencjonalna zawartość wypełniła pokój kojącym aromatem.
– A więc, co pana sprowadza do mojego sanktuarium, kluczniku Ferkot?
– Wiem, że to niegrzeczne, ale wpierw wolałbym wiedzieć, z kim mam przyjemność. – Lemach wskazał na Sebil i pokręcił jakimś trybikiem osadzonym w ciemnych goglach. – Wojowniczkę obok Matki poznaję. – Selekta wypięła dumnie pierś. – Jednak z tą jakże piękną młodą damą jeszcze się nie znamy. – Powstał z taboretu. – Alnangras Ferkot: klucznik na usługach jednego z Rady Pięciu, Mas-Tanas Hartigana Gladina z Batismanur. – Wystawił czteropalczastą dłoń w powitalnym geście, który Sebil odwzajemniła z lekkim wahaniem. – A panienka?
– Siostra Pippa – wtrąciła się Selekta, nim mistyczka zdążyła wymyśleć sobie miano.
– Bardzo ładne imię. – Pokiwał głową. – Bardzo... egzotyczne. Miło mi poznać. – Znów pogrzebał w goglach nieco poirytowany, ale w końcu zdjął szkła osadzone w drewnianej oprawie i odsłonił światłoczułe wielkie oczy. Wewnątrz matczynej celi było znośnie jasno.
– Mnie również – odpowiedziała mistyczka, po tym jak dźgnęła Trybadę mściwym spojrzeniem. – Przepraszam za moje wcześniejsze gapienie: nigdy nie widziałam Podziemnego – skłamała i uśmiechnęła się głupawo.
– Skoro wymieniliśmy już grzeczności, wróćmy do meritum tej wizyty – przerwała im Milena, popijając z kubeczka.
– Oczywiście, otóż mój detektor – Lemach pomachał dziwnym amuletem uwieszonym na szyi – wykrył w tym miejscu bardzo silne źródło szarej astry. – Dobył kubka i, udając picie z długim irytującym siorbaniem, niepostrzeżenie spojrzał na dłoń, którą uściskała mistyczka. Z wnętrza skórzastej membrany wyłonił się malutki talizman z osadzonym kryształem. Medalik przybrał metalicznie szarą barwę. – Muszę przyznać, Matko Karevis, iście wyborny napój, ale nie przedłużając… Od tygodni tropimy wybuch energii nad Baskirem. – Wziął kolejny łyk. – Wyborna ta herbata.
– Do sedna? – warknęła Selekta.
– Tak, tak… – Trzecią ręką niepostrzeżenie wyciągnął coś z sakwy. – Otóż wasza obecność w epicentrum astralnej eksplozji, oczywiście przypadkowa, skłoniła mnie, do zbadania wykrytej magicznej dystorsji, której źródło znajduje się… – bez uprzedzenia rozrzucił garść metalicznych perełek, które po nieprzyjemnym, tępym uderzeniu o posadzkę początkowo potoczyły się po podłodze w stochastycznych kierunkach – dokładnie… pod nami! – dokończył, spojrzawszy na kulki skłębione w zwarty okrąg. Drgały w miejscu, zupełnie jakby niewidzialna siła utrzymywała je w ryzach.
Część 22 / 6
– Imponująca sztuczka, muszę przyznać – skomentowała Sebil.
– Imponujące to są detale tej iluzji, czarodziejko – ripostował niespodziewanie Lemach. – Chylę czoła przed kunsztem.
– Dobra, dziadku! – Selekta walnęła pięścią o stół, sygnalizując, iż jej wyjątkowo liche pokłady cierpliwości, właśnie się wyczerpały. – Gadaj! Po coś tu naprawdę przylazł!
– Radzę zachować powściągliwość: jestem nieczuły na groźby i ciężko mnie sprowokować, ale nie zawaham się bronić. – Sięgnął po różdżkę przytroczoną do pasa i wyłożył ją na stół. Dłoń trzymał na zagiętej rękojeści z osadzonym szmaragdowym minerałem.
– Panie chyba poznają. Panienka to na pewno. – Uśmiechnął się do Selekty szerokimi ustami, prezentując rzędy ostrych kiełków.
– Wolnego! – wtrąciła się Karevis. – To jest klasztor, a nie karczma! Nie będzie tu żadnych bójek! – Pogroziła palcem Selekcie, a ta, mimo szalejących emocji, usiadła na miejscu i zacisnęła pięść na jednym z ukrytych sztyletów, którymi była naszpikowana jak grochowy woreczek krawcowej igłami.
– A co do pana, panie Ferkot, powstrzymałabym groźby; jesteśmy samotnymi kobietami, a takie potrafią się bronić. – Lemach wyłożył wszystkie ręce na stół i odsunął od siebie dziwną różdżkę z prostopadłą rękojeścią.
– Tak lepiej – skomentowała Milena. – A teraz wróćmy do cywilizowanej rozmowy.
Nie było im to dane.
Z sąsiedniego pomieszczenia dobiegł trzask tłuczonego szkła, potem kilka szybkich kroków i huk wykopanych drzwi.
Część 33 / 6
– Gdzie ona jest!? Zamorduję sukę!
– Arq? – zdziwił się Ferkot.
Wszystko zadziało się szybko, niemal jednocześnie. Alangras nałożył gogle, wielki bury Bruk dopadł do stolika, Selekta dobyła sztyletu, Milena rozpaczała nad zabytkową framugą wyrwaną razem z zawiasami, a Sebil dopiła herbatkę i wstała ucieszona widokiem Bruka.
– Jesteś kotku, szybko wróciłeś. – Posłała mu szyderczy całus.
Arq pociągnął nosem.
– Wszędzie bym poznał ten zapach, wiedźmo! – Ruszył na Sebil. Ze ślepi wyzierała mu furia, a stalowa łapa zabrzęczała, gdy zacisnął pięść. Lemach w porę zastawił mu drogę.
– Arq, opanuj się! Dopiero co zażegnaliśmy jeden kryzys!
Bruk zatrzymał się niechętnie, lecz nadal spoglądał na mistyczkę z chęcią mordu w oczach. Ona w zamian słała mu zalotne mrugnięcia; przypominało to wrzucanie podpałki do i tak buchającego płomienia.
– Coś ty mu zrobiła? – wyszeptała Safonka, nie puszczając rękojeści ukrytego ostrza.
Zapach ziołowego naparu na bazie herbaty ustąpił przed nieprzyjemną wonią mokrej sierści. Futro Arqa lepiło od na wpół zaschniętego, czarnego błota, a na plecach wisiało mu kilka pijawek, zadowolonych z faktu, iż znalazły się poza zasięgiem łap.
Część 44 / 6
– Po krótkich amorach teleportowałam go na bagna – mruknęła Sebil bez śladu zakłopotania.
– Oszczędź szczegółów… – Selekta wzdrygnęła się z odrazą wyrysowaną na twarzy.
– Usiądź, młodzieńcze! – wrzasnęła Milena, podnosząc dwa kawałki zdobionego drewna z roztrzaskanych zabytkowych drzwi. – Zapłacisz za to, a to nie są tanie rzeczy.
– Zmuś mnie, babciu! – prychnął, splunął i machnął łapą w grożącym geście.
– Aaa!
– Co się mówi? – spytała Milena, miażdżąc i wykręcając mu nadgarstek.
– Auuu… – jęczał, gdy nie usłyszawszy odpowiedzi, zacisnęła kamienny uchwyt.
– Prze-przepraszam.
Puściła.
– Drobiazg, nic nie się nie stało. Niewielki zadatek na poczet świątyni załatwi sprawę.
Część 55 / 6
– Jak niewielki? – spytał Lemach, pocąc się przy tym obficie.
– Co łaska; nie mniej niż sto remów.
– Zostawię w ofiarniku.
– Selekto, schowaj sztylet, powiedziałam! – zrugała Safonkę, która teraz stała z ostrzem w ręku i chęcią rewanżu w sercu. Po chwili namysłu wsunęła puginał do pochwy i spoczęła na zydlu. – Dobrze. A wasza dwójka siadać, i już mi tu wyjaśniać!
Arq nadal zdziwiony wyjątkowym wigorem leciwego przeciwnika, odruchowo wrócił na miejsce i klął pod nosem, masując poturbowane przedramię.
Matka zaryglowała drzwi wejściowe.
– Sebil zrzuć iluzję, proszę, ten brutal i tak cię już widział bez niczego, a pan Ferkot wie. I na przyszłość wolałabym, aby takie praktyki uprawiać poza murami tego świętego przybytku. – Sebil spuściła wzrok, a po rozproszeniu zaklęcia, światło dzienne ujrzały również przykulone uszy. Doskonale wiedziała, o jakie praktyki chodzi.
– Niewiarygodne… – skomentował Alangras na widok ciemnego umaszczenia mistyczki.
Dwójka włochatych kochanków siedziała teraz zgaszona, nie patrząc sobie w oczy.
– Sebil, zacznij kochana – zarządziła Milena, nie ujmując stanowczości z głosu, po czym upiła naparu. – Faktycznie dobra ta herbata.
Część 66 / 6
– Zakradł się do świątyni i węszył! Stoczyliśmy małą… małą potyczkę, a potem… to już tak jakoś samo się potoczyło: obelgi, seks, obelgi, znowu bójka, teleport… Ot cała historia! – wymamrotała mistyczka.
– Czego szukałeś w naszym sanktuarium, młodzieńcze?
– Phy! – spojrzał na Sebil. – Łatwego numerku – palnął z szyderczym uśmieszkiem, a mistyczka zgniotła trzymany kubek, nie wypowiadając przy tym ani słowa.
– Proszę mu wybaczyć, jest strasznie uparty – wytłumaczył Lemach. – Młodość u Bruki to okres, kiedy powinni polować i toczyć walki o dominację w rodzinnym katharii. Krew w nim buzuje.
– Trafił swój na swego – dorzuciła Milena półszeptem.
– Myślę, że będzie najlepiej, jak zacznę od początku – kontynuował Alangras. – Czy któraś z pań zna przepowiednie Tanairy: wieszczki Ariendi z czasu wojny z Szarymi?... Nie…? Takie tam religijne bajdurzenie, nic szczególnego. – Wziął łyk herbaty. – Przynajmniej tak do niedawna wydawało się uczonym w Taledark, dopóki ładnych parę wiosen wstecz eremantes nie wykrył eksplozji energii przy belantrejsko-brukijskiej granicy.
– To ja chyba zaparzę kolejny imbryk… – westchnęła Matka. Długa opowieść, nawet ciekawa, nie była im obecnie na rękę. Zebrały się, żeby zaplanować podróż do Girzel, a nie bawić gości.
– Nie będzie to konieczne, Matko Karevis – oświadczył Lemach i dał znać lewymi rękoma, żeby kobieta usiadła. – Owa przepowiednia prawi o istotach niezwykłej mocy: czarodziejach, splotach, mistykach, jak zwał, tak zwał, którzy potrafią generować niezwiązaną astrę. Tanaira określała ich mianem Sehelin, jeśli dobrze pamiętam. – Omiótł wzrokiem twarze kobiet. Tylko Selekta zaciekawiła się tą nazwą. – W praktyce, gdyby wieszczka miała rację, oznaczałoby to, iż po świecie chodzą istoty posiadające moc kreowania domen; po jednym magiku na każdą frakcję. Takiemu Sehel…
– Dziadku, przejdź do rzeczy. Trochę nam się śpieszy – popędzała Trybada.
– Tak, wiem, wyruszacie, aby odnaleźć tę czarodziejkę, jak ona miała...? Pamięć już nie ta, co kiedyś… – podrapał się po łysym albinistycznym czole, poprawił gogle i przemknął…