fantastyka · 16 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 16
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Crow wróciła do komnaty Serca, gdzie czekał na nią mistrz Proditis. Oszpecony starzec, Moderator unitarowej sieci stał nieruchomo i wpatrywał się w hipnotycznie pulsujący blask annamu, którego rytmiczne bicie rozchodziło się po żyłach jadeitu wgryzających się w mury komnaty. Całość przypominała trzewia jakiejś ogromnej bestii.
Proditis w lewym ręku trzymał odłamek jadeitu, a prawą dłonią czule głaskał ciepłą powierzchnię zielonego kolosa.
– Zamierzasz go użyć, mistrzu? – spytała Crow, spojrzawszy na kamień w jego ręce; migotał zsynchronizowany ze światłem Serca.
Starzec przerwał trans i z wolna uniósł kryształ na wysokość głowy. – Jesteś już. – Zwrócił do niej oszpecone oblicze i wykrzywił usta w niepokojący uśmiech. – Dobrze – wysyczał. Przygotuj kolejny stabilizer dla brata: nie mógł się doczekać, żeby podążyć w twoje ślady.
– Jeśli pozwolisz, chciałabym wpierw nakarmić więźnia – oponowała grzecznym, acz stanowczym tonem.
Szrama orząca większość twarzy Moderatora rozjarzyła się niczym dusza zamknięta w bursztynie.
– Nie możesz wysłać któregoś z Kruków? – odpowiedział, naciskając na wykonanie jego woli.
– Preferuję robić to sama: nasze spotkania są dla mnie nader… interesujące – wytłumaczyła Crow, nalegając, aby Moderator przychylił się do prośby. Sytuacja przypominała uprzejmą rozmowę wrony i lisa gotowego rzucić się na ptaka po jednym błędnym słowie.
– Rób, jak chcesz, byleby szybko. – Przekazał czarownicy odłamek jadeitu i wrócił do obserwacji Serca. – I pamiętaj; niedługo opuszczamy to miejsce, annam jest gotowy… – rzucił ostrzegawczym tonem. – Nie zabieramy ze sobą sentymentalnego balastu.
Część 22 / 6
Crow zrozumiała aluzję.
Pokłoniła się z gracją i udała do laboratorium Markusa, w którym mag po raz pierwszy dokonał czegoś, co w notatkach ozwał: „stabilizacją chromatounitronową”. W prostych słowach oznaczało to zamknięcie odrobiny zmaterializowanej woli życia w małym krysztale jadeitu i użyciu astry z czterech domen to wytworzenia stabilnej „pułapki”, wiążącej unitrę wewnątrz kamienia. Mnogość możliwości zastosowania takiego obiektu rozpaliłaby płomień odkrywcy w każdej ciekawej świata duszy, jednak Crow skupiła uwagę na czymś zupełnie innym.
Odłożyła jadeit na stole z zamiarem późniejszego naładowania i wkroczyła do spiżarki Mojry, w której na stole stała zakorkowana butelka czerwonego wina. Czarownica spojrzała na nie, z nostalgią wspominając czasy, kiedy zwykła pić kieliszek przy każdej stosownej okazji – lub też i bez niej. W przebłysku emocji skosztowała Nektaru z Plafert.
Rubinowy trunek chlusnął z ust gejzerem i rozlał po podłodze.
– To już nie dla mnie – skomentowała z wykrzywioną miną i wytarła wargi zabarwione burgundowym trunkiem.
Zakorkowała butelkę i odstawiła na drewnianej paterze. Jej wzrok skupił się teraz na poszukiwaniu odpowiedniego pokarmu. Do wina dołączyły dwie porządne pajdy chleba, pokaźny plaster żółtego sera oraz kilka marynowanych mięsistych owoców z południa Cesarstwa.
Wyglądała wyjątkowo komiczne, gdy wyszła z kuchni, trzymając jedzenie daleko przed sobą, zupełnie jakby niosła tacę ze świeżym łajnem.
Przy dwuskrzydłowych drzwiach wiodących do jednej z dolnych komnat stał wartownik, który już lekko przysypiał, ale na widok Crow natychmiast odzyskał pełną przytomność.
Część 33 / 6
– Lady Galat! – Zasalutował.
– Jak ona się czuje? – spytała młodego strażnika w kruczym hełmie.
– Siedzi w kącie i nic nie mówi – rzekł z wyczuwalną pogardą w głosie.
– Otwórz drzwi i zostaw nas same.
– A jak ten sobowtór znowu cię zaatakuje, pani? – ostrzegał włócznik.
Crow uśmiechnęła się lekko. Człowieczek nie zdawał sobie sprawy, do czego jest zdolna, a w swej trosce wydał jej się całkiem uroczy.
– Przecież jest spętana, a ja nie jestem taka krucha, na jaką wyglądam: raz się obroniłam, drugi raz też to zrobię.
– Oczywiście, pani – odpuścił, zbyt przywiązany do swoich członków jako integralnej całości z tułowiem, żeby protestować. Zwolnił skobel i rozchylił jedno z lekko zbutwiałych skrzydeł.
Część 44 / 6
Po drugiej stronie – jak prawie wszędzie w wieży – panował półmrok i tylko wąska struga światła wpadała przez niewielki świetlik osadzony wysoko w surowej wilgotnej ścianie.
– Po co ty tu przychodzisz! – wygrzmiał mocny kobiecy alt. – Nie możesz z tym skończyć i mnie po prostu zabić? – dokończyła więźniarka.
– Przyniosłam ci posiłek – obwieściła Crow, kierując wyjątkowo czuły głos w stronę postaci skrytej w ciemnym rogu dość pokaźnej celi.
– Po co! – warknął więzień.
– Sama nie wiem… – westchnęła czarownica.
– Więc skończ z tym teatrem! – W pomieszczeniu rozeszło się echo uderzeń jakościowych butów o nieadekwatną dla nich powierzchnię. Lady Galat, w brudnej sukni przypominającej zniszczoną wersję idealnej kreacji Crow, podeszła nieco bliżej prętów, stając na skraju światła i cienia.
– Nie… – zawetowała cicho Crow, świecąc tęczówkami o barwie łagodnego oliwinu. – I nie pytaj już: dlaczego!? Nie znam odpowiedzi… – dokończyła smutno. – Dosyć już tego; dziś mam coś specjalnego. – Uniosła butelkę z winem do góry i pomachała jak kością przed nosem zaciekawionego psa.
Mavis spojrzała na niedbale wetknięty korek i uśmiechnęła się brzydko.
Część 55 / 6
– Próbowałaś, prawda?
Crow zbyła ją milczeniem i weszła do celi.
– Napij się, to twoje ulubione – oświadczyła, odstawiwszy tacę.
– Ha!! Cóż za szczodrość! Kto jak kto, ale ty wiesz najlepiej jakie jest moje ulubione wino. – Mavis zaśmiała się szyderczo, po czym wkroczyła w pełne promienie wpadające przez wysokie okienko z zatartym maswerkiem. To, co ujawniło słońce, przypominało omamy odurzonego atabaną. Przed namiestniczką stanęła kobieta, której twarz, figura, czy nawet włosy… wszystko było dokładną kopią Crow. Jedyne, co odróżniało obie „bliźniaczki”, to wspominany stan ubrań.
– Pij i jedz, a ja popatrzę – oświadczyła czarownica i rozcięła więzy na rękach Lady Galat drobnym cienistym zaklęciem.
– Dziwaczka – prychnęła Mavis. – No cóż, dobrym winem nie pogardzę, a trucizny się nie boje… Nawet, byłabym wdzięczna. – Przechwyciła podaną butelkę i nie bacząc na maniery, łapczywie opróżniła pół, prosto z gwintu.
Crow patrzyła na swoją kopię z widoczną fascynacją. Namiestniczka Walonu, wnuczka wyzwoliciela północy… Nawet upodlona i trzymana w zamknięciu jak pospolity złoczyńca, promieniała gracją przy każdym ruchu, a w jej głosie rozbrzmiewała szlachecka maniera. Nie taka sztuczna, jaką posługiwali się zwykli mieszczanie i kupcy dorobkiewicze. W jej przypadku każde słowo, każda sylaba dźwięczała z dostojnością godną cesarzy i najwyższych tego świata.
– Ahh… cudowne, żałuj, że już nigdy tego nie doświadczysz – uśmiechnęła się Mavis i przyłożyła butelkę do piersi, jakby tuliła dzieciątko, po czym spojrzała podejrzliwie na swoją kopię. – Czyli teraz każesz mówić na siebie Crow, tak? – spytała, ale czarownica milczała. Na sam dźwięk tego tonu kark mimowolnie giął się w pokłon. – Tyle zachodu, żeby się mnie pozbyć, a wyglądasz tak jak ja i każesz się nazywać moim burdelowym przydomkiem. – Lady Galat zbliżyła się do Crow i z pogardą dokończyła myśl:
Część 66 / 6
– Żałosne…
Wiedźma chwyciła ją za szyję. Siła z jaką to zrobiła, nie mogła pochodzić z wątłych mięśni oblekających szkielet szczupłej kobiety.
– Taaak, do…brze… Dokończ – wychrypiała Mavis, podburzając bliźniaczkę. Chwyt czarownicy zacieśniał śmiertelną pętlę. Twarz Lady Galat posiniała. Kobieta wydusiła stłamszone ostatnie tchnienie:
– Nie chcę tak żyć…
Crow zwolniła uścisk.
Mavis upadła na kamienną posadzkę i zaczęła kaszleć. Powietrze drażniło obolałą krtań. Czarownica pochyliła się nad nią.
– Nie prowokuj mnie… siostro – wypowiedziała czule, pocałowała Mavis w czoło i ruszyła w stronę wyjścia. Pobudzone magią cienie pierzchały po podłodze, a uderzenie mocy zatrzasnęło kraty.
– Jesteś nikim! Słyszysz! Beze mnie…