Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 15 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 21

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Minęło kilka dni odkąd Wilfred zabrał oddział złożony z przedstawicieli zakonów oraz regularnej cesarskiej piechoty i wyruszył w stronę Watenfel stłumić zarzewie rebelii. Podczas jego nieobecności w stolicy struktura władzy nadawała większe uprawnienia strategom, którzy prócz zajmowania się codziennymi sprawami miasta i okolicznych regionów, zyskiwali decyzyjność w sprawach nagłej potrzeby lub bezpośredniego zagrożenia obywateli Oruun – dlatego właśnie urząd ten uznawano za najwyższe wyróżnienie pośród miejskiej arystokracji. Tytuł nadawano dożywotnio, a w momencie, gdy dygnitarz nie był już zdolny do piastowania swojego stanowiska, cesarz zwoływał naradę elekcyjną celem wybrania nowego oficjela.

Elekcja stanowiła coś stosunkowo nowego i innowacyjnego. Wprowadzona przez ojca Wilfreda jeszcze przed śmiercią królowej Felte – czyli w okresie, w którym Fredryk nadal myślał trzeźwo – nie miała zbyt wielu okazji, żeby sprawdzić się w praktyce. Oczywiście poprzedni cesarz nie przekazał rąbka władzy narodowi z miłości do jedności, równości i praworządności, nie. Sama świadomość możliwości głosu i poczucie minimalnego wpływu na wybór wysoko postawionych urzędników stanowiły czynnik tłumiący niezadowolenie dla tego bulgoczącego kulturalnego kotła, jakim stał się Sungard: jesteś niezadowolony, to poczekaj do elekcji, zamiast wszczynać zamieszki. Niemniej jednak wywiad wewnętrzny na usługach władcy pociągał za sznurki, jeśli trendy wśród ludu zbytnio odbiegały od woli miłościwie panującego.

W skład rady elekcyjnej wchodzili przedstawiciele zakonów, gubernatorzy stolic czterech regionów cesarstwa oraz kilku bardziej znaczących miast, pozostali strategowie, no i oczywiście sam cesarz, ale jego głos stał na równi z innymi – przynajmniej pozornie.

Żeby cały system działał, wymienione urzędy burmistrzów i wojewodów musiały również podlegać wyborowi ludu, co najbardziej wadziło rodzinom wybranych na te stanowiska. Arystokraci popierali system elekcyjny w momencie zwycięstwa członka tego czy innego rodu, ale grzmiały, kiedy urząd trzeba było zdać.

W dawnych czasach, gdy Starsi Ariendi sprawowali pieczę nad miastem w ramach dwuwaładzy, ludzkiego herszta również wybierano za pośrednictwem elekcji, ale po wycofaniu się Arian do Sefalos, doszło do puczu przodków obecnych Jokiwarczyków, którzy nie chcieli poddać się woli elektorów. Sungardzka korona została wtedy przejęta siłą i na ironię losu pozostała w rodzie Tarresów.

Po kilku wiekach niewiele się zmieniło w tej kwestii i kiedy przyszła pora, aby syn Fredryka objął przeznaczony mu uskrzydlony tron, w cesarstwie zawrzało. Jego wywrotowe poglądy były powszechnie znane, a Młody Tarres niemal natychmiast zaczął uparcie dążyć do tego, aby mistrz gildii magów w Oruun zyskał głos elektorski. Oficjalnie władca chciał rozwinąć potencjał magiczny Sungardu. Mniej oficjalnie w kuluarach władzy toczyły się rozmowy z belantrejskimi delegatami w sprawie nowych traktatów handlowych, ale współpraca państwa uprzedzonego do astry i królestwa, które ją kultywowało, wymagała zmian i ustępstw po obu stronach.

Na nieszczęście dla młodego cesarza takie wywrotowe podejście do magii budziło zbyt dużo sprzeciwu wśród zakonów, więc Wilfred, za namową ówczesnego przełożonego zalegalizowanej oruńskiej gildii, Markusa, postanowił poczekać, aż obywatele oswoją się nieco z jego polityką proastralnej tolerancji.

Magiczną placówkę w stolicy założono pod szyldem Astrologów: badaczy fundamentów astry z siedzibą w Taledark. Miała przede wszystkim pełnić funkcję edukacyjno-zapoznawczą, ale przez pierwszy rok działania ludzie bali się nawet przechodzić obok. Z czasem jednak sytuacja uległa poprawie; musiała! Ponowne zalegalizowanie gildii w stolicy miało stać się pierwszą cegiełką w fundamencie porozumienia i ocieplenia relacji pomiędzy Sungardem a Belantres, zatem cesarz nie szczędził środków i wsparcia, łącznie z poszukiwaniem sungardczyków obdarzonych aurą.

Oczywiście gest sympatii w stronę magii i jej praktykantów przysporzył Wilfredowi równie wielu wrogów, co ogłoszenie pacyfizmu jako doktryny państwowej. „Wojna tylko w obronie!”, to hasło padało z ust cesarza na każdym spotkaniu sungardzkiej rady; „Przed stalą obronimy się stalą, ale przed magią, nie”, dodawał już z mniejszym zacięciem – początkowy idealizm został nieco przygaszony przez rzeczywistość. Niektórym zakonom i gildiom kupieckim, zarówno ciągłe przygraniczne utarczki, jak i piętnowanie magicznych praktyk były jak najbardziej na rękę: w niespokojnych czasach wzmocniona runami broń to pożądany towar, a i rycerze nie wracali z wygranych bitew z pustymi rękami. Łupy pomnażały majątki i wpływy zakonów, a prymitywny, magiczny oręż wytwarzany choćby w Jokivarze czy Onfur, sprzedawał się jak świeże bułeczki. I wszystko miało się skończyć.

Wiara w to, iż wzniosłe hasła to tylko mrzonki na ustach nieociosanego przez życie młodzika w koronie wygasała, gdy konflikty na południu tymczasowo ustały, a magia powoli stawała się bardziej dostępna.

Nic dziwnego, że kapitan straży pałacowej, Hektor Eldenfist, odpowiedzialny za bezpieczeństwo „wywrotowca”, musiał mieć oczy dookoła głowy – nawet jeśli realne prawdopodobieństwo zamachu było raczej niewielkie. Wilfred nie miał potomka, a co za tym idzie, następny w kolejce do tronu stał Borys Samunder – a jego panowania nikt nie chciał dożyć, nawet kosztem uszczuplenia skarbca.

Obecnie Hektor miał przymusową przerwę w wykonywaniu obowiązków; mozolnie dochodził do siebie w pałacowej komnacie przerobionej na prywatny lazaret wulkira. Rany odniesione podczas ucieczki z Watenfel były dotkliwe – ale, choć jeszcze nie szło nazwać go zdrowym – gorączka całkowicie ustała, a rana przyschła i zrzuciwszy zapalny kożuch, zaczęła się goić. Zmotywowany poprawą wulkir postanowił podjąć próbę wstania bez niczyjej asysty. Dodatkowy argument przemawiający za tym pomysłem stanowił fakt zbliżającej się narady. Wulkir jako zawzięty patriota nie mógł pozostać w łożu, podczas gdy toczyła się debata nad rozpoczęciem wojny z północą. Pochwycił stojącą nieopodal drewnianą kulę i z całych sił wsparł masywne, umięśnione i ciężkie ciało na grubym kosturze. Dwóch serwich oddelegowanych przez Wilfreda do pomocy medykowi Erowi Setylowi opuściło pałacowy lazaret: posłano ich po lecznicze utensylia, których zniesiony uprzednio zapas zaczynał się uszczuplać.

– No już prawie… – Hektor dopingował sam siebie, gdy jego głowa wnosiła się coraz to wyżej nad ziemię. W końcu stanął, ale tylko niepoprawny optymista mógł to nazwać zwycięstwem: ledwie trzymał pion na chybotliwych nogach, osłabionych kilkudniowym leżeniem. Mięśnie odwykłe od noszenia ciężaru drżały przy napinaniu.

To nie zniechęciło kapitana do próby zrobienia kroku.

Rezultat harców był łatwy do przewidzenia.

Przy pierwszym przesunięciu stóp końcówka kostura poślizgnęła się na kamiennej podłodze. Hektor runął na plecy. Płaski upadek wycisnął mu powietrze z płuc, a niektóre ze szwów pękły, rozdzierając cienką warstwę świeżej bliznowatej tkanki, która ledwo co zarosła wyrwę po szarpiącym grocie. Ból uderzył szybko i brutalnie. Wulkir pochłonął powietrze i krzyknął przeraźliwie jak łamany kołem na torturach.

– Na litość Matki Imaltis!! – przeraził się medyk, który właśnie wrócił do komnaty z zamiarem zmiany opatrunku. Rozpaczliwy wrzask sprawił, że znacząco przyśpieszył kroku.

Eryk zachował zimną krew, szybko ocenił sytuację, odstawił…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 21 — czytnik · opowiadania