fantastyka · 16 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 27
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Arienda po wyjściu z pokoju Holi wykreśliła runy maskujące na drzwiach i dała się prowadzić Felixowi. Droga do lecznicy, gdzie dobrzał Hektor, była prosta i o wiele bardziej… pozioma niż ta, którą obrali, spadając na taras księżniczki; dzięki temu szybko dotarli do celu i obyło się bez rozpaczliwych krzyków.
Eldenfist dość sprawnie dochodził do siebie i niesiony szczęściem z poprawy stanu zdrowia człapał o kulach po dość przestronnym pomieszczeniu, radując się czymś tak błahym, jak możliwość samodzielnego przemieszczania się – głównie do toalety: duma rycerza nie cierpi zależności.
Wrota do tymczasowego lazaretu rozwarły się na oścież. Najpierw wpadła Sylfia, a za nią Felix, który pośpiesznie zatrzasnął drzwi i zasunął rygiel.
– Pozdrawiam, książę. Czemuż zawdzięczam wizytę i kim jest ta przepiękna dama? – Wulkir zlustrował Sylfię wzrokiem, a jego leciwe serce zostało poddane mocnej próbie wytrzymałościowej.
– Lepiej usiądź – poradził mu Felix i rozpoczął żmudne przedstawianie sytuacji w jak najbardziej skondensowany sposób.
Hektor błyskawicznie przebrnął przez bardzo wiele różnych potencjalnych źródeł tej niesamowitej historii: początkowo ukradkiem, intensywnie wywąchiwał woni alkoholu bijącej od potencjalnie odurzonego Felixa; potem upatrywał oznak obłędu; następnie rozważał mocne uderzenie w głowę; a na koniec – otrucie. Lecz gdy tajemnicza niewiasta, której nigdy wcześniej nie widział, przybrała na moment swoją bardziej majestatyczną formę, był już bliższy zaakceptowania przedstawionego stanu rzeczy.
Sylfia obejrzała zasklepioną, ale nadal ciepłą bliznę i przyłożywszy dłoń do opuchniętego miejsca, wyszeptała mantrę. Magia ukształtowana słowami wsiąkła w ciało i ukoiła gniew rozgorzałej tkanki. Starsza wzmocniła również osłabione mięśnie w nogach.
– Teraz powinno być o wiele lepiej.
Nie myliła się.
Część 22 / 6
Hektor z naturalną dozą sceptycyzmu ostrożnie oparł kule o kamienny filar i zrobił kilka swobodnych kroków, prostując odważnie plecy.
– Nie boli… – wyszeptał, macając, wpierw delikatnie, prawicę gorsu rozoraną przez szarpiący grot.
Szybkim ruchem rozchylił koszulę.
– Nic – skomentował zdumiony, gdy spojrzał na lekko zaróżowioną szramę. Ośmielony pochwycił swój dwuręczny miecz i wykonał kilka powolnych, zamaszystych cięć w powietrzu. Trochę zarwało go pod obojczykiem, ale sam fakt, że mógł utrzymać masywną broń, wprawił Hektora w zachwyt i wzburzył krew zastałą od długotrwałego leżenia.
– Co wy dokładnie ode mnie chcecie? – spytał księcia, odłożywszy espadon na masywnej komodzie. Traktował ten rodowy miecz niemal jak relikwię.
– Musimy uciekać z Oruun i dostać się do świętej bramy ponad Girzel. Pretendentka Sylfioran twierdzi, że tam Starsi udzielą księżniczkom schronienia.
Hektor cały czas taksował Ariankę wzrokiem i bił się z myślami.
A co, jeśli to właśnie ona jest tą, która chce skrzywdzić księżniczkę? Co, jeśli Felix nadal jest opętany?
– Wiem, o czym dumasz, wojowniku, ale nie ja tu jestem wrogiem. – Sylfioran wyjęła gąsiorek z czarnym pasożytem i pokazała Hektorowi.
Część 33 / 6
Wulkir zbliżył naczynie do twarzy. Bezkształtny uderzył o ściankę z nagłym plaskiem, chciał oblepić mu twarz. Wulkir o mały włos nie wypuścił butelki z rąk.
– Miałem to w sobie; to coś przejęło kontrolę nad moim ciałem i umysłem – oświadczył Felix. – Ojciec też ma jednego, a raczej to ma ojca, trzyma go w garści.
– No to musimy oswobodzić starego Niedźwiedzia! – Ponownie poderwał wulkirski miecz. Srebrna głowica zaświeciła zębami osadzonymi w pysku metalowego niedźwiedzia.
– Ich jest więcej, czuję to – oświadczyła Sylfioran. – Jak nas złapią, to wszystko przepadnie.
– Możesz się pokazać radzie, Starsza. Wtedy nie będą mieli wątpliwości.
– Tak, jak ty teraz? Zresztą nie wiadomo, czy bezkształtni nie kontrolują już całego pałacu.
Hektor pokiwał głową i westchnął ciężko.
– A co z Cesarzem? Co jak wróci i te… Monstra…
– Nie musisz z nami iść, możesz tu zostać, ale nie gwarantuję, że to coś nie opęta też ciebie. Wilfred darzy cię zaufaniem, Hektorze; możesz stać się narzędziem jego zguby – prorokował Felix, ale to, co wieszczył, było wielce prawdopodobne.
Część 44 / 6
– Nie możesz zabrać księżniczki Tiji i polecieć za Chamankadar, Starsza?
Felix wtrącił się, nim Sylfia otworzyła usta:
– To skomplikowane, ale nie może, uwierz mi – zapewnił Wulkira. Hektor nawet nie był ciekaw szczegółów. I tak nic nie miało sensu… Stanął przed trudnym wyborem: uwierzyć rozsądkowi czy zapewnieniom zaufanego człowieka? Ryzykować życie księżniczek w ten czy w inny sposób?
Westchnął bardzo ciężko i nienaturalnie głośno, jakby celowo przeciągał czas, budując napięcie przed ogłoszeniem werdyktu.
– Potrzebujemy powozu, który przewiezie Tijanor niepostrzeżenie. I zaufanego woźnicy – dodał książę. – No i oczywiście pomoc przy wyprowadzeniu Tijanor też będzie niezbędna. Nikt nie może widzieć księżniczki przywiązanej do kuca, który maszeruje sobie beztrosko korytarzami.
– Użyjemy starego przejścia do kanałów, a ja osobiście dopilnuję waszego bezpieczeństwa. Ale jeśli to wszystko, to jakaś pałacowa intryga, to obiecuję… Nie będzie miało znaczenia, kim jesteś, książę.
– Chciałbym, żeby to była tylko intryga, Hektorze, i dałbym ci spróbować, jak to jest siedzieć w mroku własnego umysłu, być bombardowanym przez potworne myśli, ale obawiam się, że gdyby ta istota cię pochłonęła, bez wahania byś nas porąbał.
– Muszę tylko iść po moją Mirandę.
– Nie możemy już nikogo angażować! – wtrąciła się Sylfia.
Część 55 / 6
– To nie jest ktoś, tylko żywa broń wielkości powozu – sprostował Felix. Na samo wspomnienie wycieczki do zagród pasiastych niedźwiedzi, żołądek skręcał mu się jak wyżymana pościel. – Przyda się, żeby was bronić.
– Was? – zdziwiła się Starsza. – Musisz iść z nami. Te istoty interesują się również tobą, chłopcze.
– Muszę zostać i spróbować uwolnić ojca; ten pijak prędzej by pół zamku zdewastował, niż mnie zostawił – skomentował i wygiął usta w leki uśmiech. – Muszę też dopilnować, żeby Wilfred nie wpadł w pułapkę. Na nasze szczęście oni nie działają otwarcie, nie chcą być zdemaskowani, więc optymistycznie domniemam, że nie użyją siły. Hektorze, ty też zostaw kilku wtajemniczonych ludzi z gwardii, tylko nie mów kogo; w razie, gdybym…
– Kapitanie…? – Ktoś zapukał do drzwi. – Pora na zmianę opatrunku! – obwieścił pałacowy medyk Eryk Setyl.
Książę wyszedł mu naprzeciw.
– Aaa… witam księcia. Nie wiedziałem, że ma pan gości, kapi… – przerwał, gdy dostrzegł piękność za plecami Felixa. Kobieta kończyła zwijać bandaże zdjęte z torsu i barku Wulkira.
– Doktorze... Panna Sylfioran: uzdrowicielka. Sprowadziłem ją do… pomocy przy opiece nad naszym weteranem.
– Szlachetnie, drogi książę. – Medyk zmarszczył czoło. Poczuł się urażony faktem, że jakaś tam zielarka ma patrzeć mu na ręce i, co gorsza, poprawiać jego pracę. – Szlachetnie… Widzę, że jest pan w dobrych rękach, kapitanie, ale chciałbym jednak…
Część 66 / 6
Felix wkroczył w hol, wypychając Eryka za próg.
– Panna Sylfia.... ona świadczy również inne usługi, doktorze – zasugerował po cichu.
– Inne…? Aaa, rozumiem. Wrócę później.
– Proszę tak uczynić, a ja upewnię się, czy wybrana dama pasuje sir Hektorowi; chłop ma swoje potrzeby, ale to wszystko go krępuje… Rozumie pan, doktorze, kodeks rycerski i te sprawy.
– Oczywiście… – Medyk pokłonił się nisko i odszedł w stronę swojej pracowni. Słyszał o podobnych usługach dla dochodzących do siebie zasłużonych wojaków.
Książę wrócił do komnaty.
– Blisko było – syknął nerwowo i odetchnął z ulgą. – Omówmy szczegóły, zanim serce mi stanie?
Powstały plan w teorii był prosty. Stajenny Taren podstawia powóz z dwoma końmi pod wyście z kanałów w cesarskich ogrodach. Na pytanie: „Dlaczego?”, młodzik usłyszał: „Nie pytaj!”, więc nie zaprzątał sobie tym głowy. Następnie Sikher, przy asyście Holi, wyprowadza księżniczkę Tijanor przez ukryte drzwi osadzone za obrazem z panoramą miasta. Kolejnym i zarazem najtrudniejszym krokiem będzie opuszczenie terenu pałacu przez pomniejszą bramę przeznaczoną…