Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 31

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Misa wykonana z płaskiej muszli wielkiego małża wabiła wygłodniałą Anax aromatyczną mieszanką ziół i warzyw zatopionych w mętnym bulionie, jednak białowłosa lisica zdawała się ignorować głód, który jeszcze przed chwilą dotkliwie dawał się jej we znaki. Miast tego siedziała nieruchomo wpatrzona w mozaikę biało-zielonych łusek, kreujących wzór na plecach przedziwnego stworzenia, które Aida nazywała Sarpą. Pół kobieta, pół wąż mieszała z wolna w kociołku zawieszonym nad niewielkim paleniskiem, a każdy jej ruch przypominał hipnotyczny taniec greplińskiej dewadasi.

Po kilku obrotach wężyca odłożyła struganą chochlę i przeciągnęła się, prostując umięśnione smukłe plecy. Kości w krzyżu chrupnęły boleśnie, a Sarpa zgięła się spastycznie. Z dwóch zasklepionych skórą otworów pod biodrami – w miejscu, gdzie kończył się człowiek, a zaczynał wąż – wysunęły się krótkie ramiona i oparły o podłogę, odciążając długi kręgosłup.

– Mówiłam, że jest piękna – szepnęła Aida, przerywając trans nowej przyjaciółki.

– Co? A tak… Przepraszam. – Anax ocknęła się speszona zapytaniem. – Ja po prostu nigdy…

– Nie przejmuj się; Sarpa przywykła do gapienia. Ponoć jest jedyną ze swoich, w tych stronach. – Dziewczyna nachyliła się nad stołem i zaczęła szeptać: – Ja myślę, że to przez ten ogon. – Przyłożyła palec do ust, prosząc o utrzymanie tej „rewelacji” w tajemnicy. – Jedz, zanim wystygnie! – nakazała z werwą. – To naprawdę dobre.

Anax spojrzała na skorupę przed sobą, a jej żołądek rozpoczął serenadę błagalnych burknięć. Gdyby nie wątpliwości co do intencji gospodarzy zapewne rzuciłaby się na gulasz jak wilk na baraninę, ale zamiast tego, zachowując rozsądną ostrożność, nabrała trochę na mniejszą muszlę, zbliżyła do ust i powąchała. Podła wyobraźnia podsunęła wizję trucizny i zakończenia żywota w jednym z takich wywarów bądź jako ozdobny dywan wyłożony na posępnej podłodze.

– Nie martw się. – Aida pogłaskała jej dłoń. – Vesemickie kobiety są wegetariankami, a przecież ja cię nie zjem, głuptasie – dodała i uśmiechnęła się tak słodko, że Anax niemal widziała ślinę skapującą dziewczynie z ust. Włosy zjeżyły się jej na grzbiecie.

Czyżby czytała mi w myślach? Przemknęło jej przez głowę.

Niepokój rezonował z szybkim biciem serca. Wtedy popielata dłoń pokruszyła kilka zielonych listków na danie lisicy, podebrała nieco na wyżłobiony otoczak i skosztowała.

– Terass być lepsze – wysyczała z trudem Sarpa i gestem zachęciła Anax do jedzenia.

Lisica spojrzała jej głęboko w oczy. Pomimo groźnego, gadziego kształtu wyzierało z nich ciepło oraz czułość przebłyskująca przez podłużne źrenice. Ponadto wężyca zjadła z jej misy, a Aida niemal skończyła swoją porcję i jeszcze nie padła trupem.

– Raz się żyje – wymamrotała lisica i wlała zawartość czerpaka do ust. Jej oczy zeszkliły się od łez szczęścia i zachwytu. – To jest najlepsza rzecz, jaką pamiętam, że jadłam! – odstawiła małą skorupę i zaczęła dosłownie wlewać w siebie gęsty sos, przełykając go łapczywie.

– Aghh… – Odstawiła misę, a Sarpa bez pytania zabrała naczynie i popełzła po dokładkę. Jej dodatkowe karłowate ramiona zaczęły upiornie wsuwać się w głąb ogona; przypominały teraz ręce ofiary pochłanianej przez jakiegoś gadziego stwora.

– Widzisz, mówiłam, że Sarpa dobrze gotuje. – Aida zachichotała i dokończyła swoją porcję.

Białowłosa odetchnęła z ulgą. Szczęście z pełnego żołądka przyćmiło strach związany z tą całą sytuacją. Vesemitka postawiła kolejną muszlę na stole i przysiadła na trójnogu obok współlokatorki, zawijając ogon wokół wysokiego siedziska.

– Cośś ty za zwiesz? – spytała okaleczonym sungardzkim, który ewidentnie drażnił jej krtań.

– Sama chciałbym wiedzieć – odpowiedziała szczerze Anax.

– Sarpo! – Aida wybuchła z niezrozumiałą ekscytacją. – Ona też nie wie, kim jest, tak jak ja! – Wężyca wydała z siebie kilka rytmicznych brzęczeń i klekotów. – A no tak. Jestem człowiekiem, zapominałam… – zarumieniła się. Sarpa pogłaskała dziewczynę po długich pięknych włosach, tak jak matka głaska swoje głupiutkie dziecię.

– A wy, skąd się tu wzięłyście? – spytała Anax z wątłą nadzieją na merytoryczną odpowiedź.

– Sarpa znalazła mnie nagą i nieprzytomną na brzegu strumienia, gdy po burzy zbierała obnażone bulwy i korzonki. Ponoć naprzemiennie majaczyłam w nieznanym języku i szamotałam się wściekle. Sar próbowała różnych naparów i lekarstw, sądząc, że to jad lub trucizna, lecz nic nie pomagało. W końcu zaniosła mnie do Enerwan i Las mnie uzdrowił.

Anax popatrzyła na Aidę z konsternacją.

– Zaniosła cię do lasu, mieszkając w lesie?

– Tak, Enerwan mnie uleczyło i teraz jestem normalna. – Dziewczyna pokiwała głową, przytakując samej sobie, a jej obłąkany wzrok przeczył tezie o normalności. – Też powinnaś spróbować.

– Ze mną chyba nie jest aż tak źle, ale dziękuję za propozycję. – Anax odmówiła grzecznie, wykrzesawszy udawany uśmiech. Nie pragnęła być aż tak normalna. – A ty, Sarpo? – dopytała nieśmiało wężycy, która splatała wystające z głowy łuskowate wici w zgrabny warkocz.

– Wygnana z legowisska w Bassin, z domu – wysyczała. Zapadła cisza. Anax wyraźnie odczuła, że pytanie sprawiło Vesemitce dyskomfort, więc porzuciła dalsze dociekania. Nie chciała się narażać. – A ty sskąd w Eenerwan? – Sarpa odrzuciła piłeczkę z pytaniem, zmieniając temat na bardziej komfortowy.

– Enerwan? Tak się nazywa to miejsce, tak?

– Enerwan to Lass: i miejsce, i duch – odrzekła wężyca, wskazując wpierw drzewa za oknem, po czym serce w piersi, a przynajmniej miejsce, gdzie zwykle się znajdowało. Ta rasa miała wrodzoną zdolność do zmiany własnej anatomii. Vesemici potrafili regulować temperaturę ciała i ciśnienie krwi, pobudzać i wyłączać ograny, a także przemieszczać je wewnątrz tułowia oraz zmieniać ich kształt. Była to swego rodzaju polimorfia bez zmiany wyglądu zewnętrznego.

– Jeśli chodzi o to, skąd się tu wzięłam, to nie mam zbyt wiele do powiedzenia. – Anax wzruszyła ramionami i westchnęła ciężko. – W jednej chwili płynęłam statkiem, później atak handlarzy niewolników i cisza morskiej toni… Potem ocknęłam się na plaży.

– Zostaniesz z nami?! – Aida nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 31 — czytnik · opowiadania