Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 16 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 32

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

– Anax, chodź!

– Idę, idę. Nie jestem nawykła to szwendania się po lesie, tak jak ty!

– Już prawie jesteśmy. Jeszcze chwila! – Aida musiał podnieść głos; dzielił je już całkiem spory dystans.

– Dob… dobrze, ale ledwie zipię. – Złotowłosa dziewczyna zeskoczyła z powalonej omszałej kłody i zniknęła w pobliskich zaroślach.

– No i pięknie. Jeszcze mnie tu zostaw – burknęła lisica i ociężale powłóczyła nogami w stronę gęstych czyżni, w których wcześniej zniknęła Aida otoczona dźwiękiem nuconej melodii.

Anax podeszła do plątaniny cienkich gałązek; witki nie zachęcały do wejścia, a wizja czyhającego robactwa sprawiła, że Anax wzdrygnęła się na samą myśl.

Krzaki zadrżały, a listki zatańczyły.

– To tu!

Z chaszczy wybiła dłoń, a tuż za nią rozświetlona uśmiechem twarz. Lisica nie dostała ani chwili na przyswojenie informacji, że są w miejscu o wdzięcznej nazwie TU. Aida złapała ją za ręce i wciągnęła w krzewy. Przebiwszy się przez leszczynowe gałęzie, stanęły na niewielkiej polance z kilkoma karłowatymi drzewami stłoczonymi w samym jej centrum. Każdą koronę dzikich jabłonek zdobiły gęste wianki z biało-różowych kwiatów.

– Są piękne! – westchnęła Anax, oczarowana sielskim widokiem potęgowanym przez słodycz niesionego zapachu.

– Przestań, przecież to tylko jabłka. – Aida żwawo doskoczyła do jednego z kwitnących drzewek i zaczęła zbierać niektóre z pachnących pąków do uplecionego nieco niechlujnie koszyka.

– To jest dobre i jeszcze to… Fuj! A to robaczywe. – Odrzuciła nie w pełni rozwinięty kwiatuszek.

– Ehh… Znów pomieszało się pod czaszką – westchnęła Anax, po czym ruszyła w stronę koleżanki, żeby ponownie rozsupłać jej zapętlone myśli i ułożyć je w poprawny obraz realnego świata.

– Aido…

– Tak? – Dziewczyna odwróciła się w stronę lisicy. To obłąkane spojrzenie ujrzane bez ostrzeżenia, nadal wywoływało ciarki.

– Znowu zbierasz pączki zamiast owoców – wyrecytowała powoli lisica.

Dziewczyna wlepiła wzrok w kopczyk różowo-zielonych roślin wrzuconych na dno kosza. Potrwało to kilka oddechów, ale Anax już zdążyła pojąć, iż na niektóre rzeczy Aida potrzebuje więcej czasu.

Kilka łez spłynęło dziewczynie po policzkach.

– Jestem beznadziejna – wyszeptała zimnym, karcącym głosem.

– Nie, nie, nie… Nie o to mi chodziło – zaprzeczała gorączkowo lisica. Trochę współczuła Aidzie, a trochę się jej bała.

– Nie musisz mnie okłamywać. – Wytarła nos w rękaw. – Słyszałam, jak Sarpa prosiła, żebyś ze mną poszła, a ona w tym czasie nazbiera prawdziwych owoców.

Anax rozwarła szeroko powieki; była niemalże pewna, iż Aida stała na skraju lasu w trakcie jej rozmowy z wężycą.

Przecież nie mogła usłyszeć półszeptu z odległości kilkudziesięciu stóp?, pomyślała, ale zwątpiła natychmiast.

Aida przysiadła przy drzewie i schowała twarz między kolanami, pochlipując przy tym dziewczęco, niemalże dziecinnie. Zadbane miodowe pukle opadły bezwładnie na nogi i rozlały się po mchu.

Anax usiadła obok.

– Przestań, się smucić. – Poklepała przyjaciółkę po ramieniu. – Sarpa tylko żartowała, a poza tym przecież możesz poprosić, żeby owoce dojrzały. – Pociąganie nosem pośród gęstwiny włosów ucichło. Zachęcona lisica kontynuowała. – Nazbierać, to każdy może, ale żeby w ciągu sekundy wyhodować własne… To nie lada wyczyn.

Aida spojrzała na nią zeszklonymi oczyma.

– Naprawdę tak myślisz?

– Pewnie! Sama bym chciała tak umieć. A jak ty w ogóle to robisz? – spytała lisica, przecierając futrem policzki dziewczyny.

– Używam swojej aury, żeby sterować domeną wieczności. Wtedy odprowadzam zieloną astrę z przestrzeni wokół pąków, tworząc miejscowe zaburzenie czasowe. W konsekwencji skumulowane pole zmiany, będące do wieczności przeciwnym biegunem, przyśpiesza tempo wzrostu roślin.

Zapadła cisza.

Anax usiłowała przetworzyć ten potok słów na dialekt prostej mowy i jednocześnie zamknąć rozwarte z zaskoczenia usta. Po Aidzie spodziewała się raczej czegoś w podobie: „Po prostu tak mam…” lub „Kim ty jesteś, puchata istoto?”.

– Kurczę… Skąd ty to wiesz? – wykrztusiła w końcu.

– Co wiem? – zdziwiła się Aida.

– No to o astrze i czasie, i tym dom… do czymś tam.

– To ja mówiłam takie rzeczy? Szkoda, że nie słyszałam. – posmutniała. – Wszystko, co mówię ciekawego, zawsze mnie omija. – Cisnęła gniewnie garścią kwiatów. Anax odetchnęła z ulgą. Znowu jest sobą, pomyślała. Normalną nienormalną sobą.

– No już! Starczy tych żali. – Uszczypnęła dziewczynę w nos, a Aida zachichotała. Przez chwilę, taką niezauważalną przez innych krótką intymną chwilę, Anax zobaczyła przed sobą dziewczynkę o kruczoczarnych włosach, którą, jak jej się zdawało, zwykła pocieszać w ten właśnie sposób.

– Anax… Wszystko w porządku?

– Co…? A tak, wszystko gra, chodźmy. Pokażesz mi jeszcze raz tę sztuczkę z rosnącymi owocami, dobra?

– Dobra.

Obie poderwały się z wilgotnej gleby, a lisica podsadziła Aidę tak, by ta mogła sięgnąć po – według niej – najlepiej rokujące kwiaty. Szum lasu przycichł. Dziewczyna głaskała zielono-biało-różowe kłębuszki koniuszkami palców. Ledwie widoczne szmaragdowe blaski tańczyły pomiędzy listkami, pierzchały przed smugami szarej domeny. Pąki rozwinęły płatki, a te pochłonęły magię zmiany, przekwitły i opadły. Pozostałe zielone kulki w mgnieniu oka przekształciły się w dojrzałe, soczyste owoce.

– Nieźle, może i ja się tego kiedyś nauczę? – rzuciła bez większego namysłu Anax.

– To ja spytam – palnęła Aida i zbliżyła ucho do kory. – Mówi, że możemy spróbować.

– Że niby jabłoń mówi? Nieważne… Pokaż, co robisz, że dojrzewają. – Lisica co prawda nie wierzyła zbytnio w powodzenie tego przedsięwzięcia, ale wyraz ekscytacji na twarzy obłąkanej koleżanki nie przyjmował odmowy.

– Skup się na wybranym kwiatku.

– Niech będzie ten. – Anax wskazała jeden z bardzo wielu zupełnie identycznych. Musiała tłumić śmiech.

– Teraz zamknij powieki i wyobraź sobie, jak powoli się zmienia, dorasta, przemija…

Lisica posłuchała i wywołała z głębin wyobraźni obraz soczystego jabłka uwieszonego na gałązce. Poczuła chłód i wzbierający spokój, i gdyby znała odpowiednie słowa, nazwałaby to uczucie – ale nie znała się na magii ani na nazwach nadanych jej przez śmiertelnych.

– Już! – Otworzyła oczy. Kwiatek zadrwił ze starań lisicy nadal złożonymi płatkami.

– Nie tak! – Aida cisnęła słowem jak kamieniem. – Za szybko! Musisz powoli, każdy etap po kolei. – Powiedziała głośno i z gestykulacją jak do głuchej lub obcej w mowie. – Zamknij oczy i przejdź przez całość, od opadających listków aż po owoc. Bez przerw; bez skakania.

– Ehh… No dobrze. – Lisica zamknęła powieki, żeby spróbować ponownie. Tym razem w pełnym skupieniu stosowała się do instrukcji Aidy. Kształtowała i pielęgnowała swoją wizję niczym piękny obraz malowany z pasją i oddaniem, kawałek po kawałku. Wewnątrz wizji płatki kwiatka ustąpiły zielonkawej kulce, która urosła, pokrywając się soczystą skórką. Ten wypielęgnowany obraz pobudził apetyt lisicy, a ciche burczenie wybiło ją z rytmu.

– A-anax…

Lisica usłyszała stłumione nawoływanie. Nie chciała przerywać rozkosznego transu, wyrwać świadomości i wrzucić w chaotyczną jawę. Jej ciało jakby przyjemne zwiotczało i rozluźniło zbolałe mięśnie.

– Czy już się pojawił mój idealny owoc? – spytała żartobliwie. – Robię się głodna.

– Lepiej otwórz oczy… – poprosiła drżącym głosem Aida i potrząsnęła ramionami rozmarzonej lisicy.

Uderzenie przeraźliwego chłodu przywróciło Anax świadomość. Rozwarła powieki. Jabłoń od ziemi aż po koniuszki gałęzi skuł lód. Drzewko przypominało posąg wyciosany przez głęboką zimę.

– Aido…? – spytała niepewnie lisica, powoli obracając głowę. Dziewczyna przyglądała się Anax z dystansu, a jej przerażona mina na dobre wybiła lisicę z pełgającego w duszy resztkowego ukojenia. – Aido, co się stało? – Zrobiła krok w stronę koleżanki.

– Nie podchodź!

– Co? Dlaczego?!

– Ty…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 32 — czytnik · opowiadania