Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 15 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 35

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Enerwan wbijało kasztanowe oczy w lisicę, która pokrzepiona przez spokój Aidy postanowiła, że nie ucieknie w panice. Zamiast tego skupiła wzrok na wybałuszonej lewej gałce drzewca. Oko skręcało mocno w lewo: sytuacja zgoła komiczna, ale strach trzymał śmiech w ryzach.

– Co? – warknął drzewiec. Anax nieśmiało wskazała palcem własne oko, a Enerwan powiodło dłonią za tropem. – Cholerne robactwo! – zaklęło, wyjęło gałkę i wydłubało z oczodołu żuka psotnika, który uznał kasztan za coś, co warto toczyć. Oko wróciło na miejsce. – Dobrze, skoro już doszłaś do wniosku, że nie odgryzę ci głowy, to bądź łaskawa usiąść.

Z ziemi wyrósł grzyb wielkości przeciętnego zydla i z kapeluszem w kształcie siodła. Anax wymacała badawczo lekko wilgotną zdrewniałą krawędź owocnika: nie zachęcała do większego kontaktu. Enerwan sapnęło coś pod nosem z resztek ściółki i cisnęło odrobiną magii, przyspieszając spoczynek lisicy.

– No w końcu. Zapewne zastanawiasz się, kim jestem, tak? – Lisica spojrzała na uśmiechniętą Aidę, po czym pokiwała głową twierdząco. – Wiedziałam. Długo by opowiadać, a nie to jest powodem twojego przybycia. Wystarczy, że będziesz wiedzieć, po co tu jesteś. – Lisica wodziła wzrokiem za błotnisto-mechato-krzaczastą istotą, która mechanicznymi ruchami przepędzała ptactwo polujące na owady i dżdżownice wystające z cudacznego ciała. – Otóż obecna tu Znajda... – Enerwan wskazało na Aidę, u której wydźwięk tych słów wywołał niespodziewany atak tłumionego śmiechu.

– Ja ciebie też lubię, Enerwan – szepnęła dziewczyna i puściła oko do drzewca.

– Nie przerywaj mi! Ta Znajda przysporzyła mi już wielu zdrewnień w korzeniach, ale teraz… Teraz to już przeszła samą siebie! No już, sio mi stąd, zanim zafajdacie mi mech. – Przepędziło parę zafascynowanych papużek.

– Wyobraź sobie, Anax; tak się wabisz, prawda? Dobrze zapamiętałam. No to wyobraź sobie, Anax, że ta tu znajda nagle wymyśliła sobie syna! W dodatku takiego, którego jeszcze trzeba ratować! No ludzie… Jakby ona sama z tym swoim obłędem nie przyprawiała mnie o ból sęków. – Enerwan rozrzuciło krzaczaste ramiona, teatralnie demonstrując oburzenie. – A na domiar złego przyprowadza jeszcze ciebie: Sehel Lejdy i tego obdartego z empatii potwora udającego lwa.

– Ty wiesz, kim ja jestem? – Anax przerwała milczenie; ciekawość wygrała ze strachem i szokiem.

– A ty nie wiesz? O Syliren, daj mi siłę, bo zwiędnę. – Enerwan złapało się za czoło, a wróbel zanurkował i wyrwał tłustą dżdżownicę sterczącą z krzaczastego palca. Aida zachichotała cicho, niewzruszona uszczypliwościami, których nie szczędziła jej istota.

– Proszę… – Lisica poderwała się z grzybowego siedziska. – Jeśli wiesz, kim jestem, to powiedz. Ja… Ja muszę wiedzieć.

– Ja, ja, ja, tylko ja. Typowe dla ludzi: nie troszczą się o nic więcej niż o własny kuper, odwłok czy co wy tam macie.

– Ludzi? – zdziwiła się Anax: jedna z niewielu rzeczy, których mogła być pewna to fakt, że człowiekiem na pewno nie jest.

– Tak. Na początek powiem ci, że jesteś człowiekiem. Mnie nie zwiedzie ta ładna futrzana skorupa, w której zamknął cię ten okrutnik.

– Enerwan, odpuść jej. Ona nie chciała skrzywdzić twoich drzew.

– Chciała, nie chciała, skrzywdziła! Więc pozwól, że dam upust rozgoryczeniu, Znajdo! – wychrypiało gniewnie drzewiec. Na jego czole wyrosły czerwone kwiatki.

– Nie każę ci tłamsić emocji, ale czas nie jest po naszej stronie. – Kosmyk bursztynowych włosów Aidy, przyjął popielatą barwę, co nie umknęło uwadze lisicy.

– Aido, co się z tobą dzieje?

– Czas upomina się o swoje… – Dziewczyna pogłaskała posiwiałe pasemko. – Enerwan?

– Wejdź do wody, szponie Lejdy… – Drzewiec wskazało na fragment jeziora u podnóża ogromnego owalnego głazu. – Już! Raz, raz. Głębiej, aż po pas. Dobrze. Spójrz w taflę i poczekaj, aż fale ucichną. Widzisz?

Anax skupiła spojrzenie na zniekształconym odbiciu. Im bardziej czas wygładzał falujące zmarszczki, tym obraz stawał się wyraźniejszy.

– Kto to? – wyszeptała.

Postać w odbiciu niczym nie przypinała białowłosej lisicy. Gładka skóra, mleczna cera i piękne, niebiańskobłękitne oczy. Jednym, co łączyło kobiety po obu stronach wodnego lustra, były włosy. Długie srebrzyste pukle wodnej mary opadały na wąskie ramiona.

– Nie poznajesz jej, ale to jest twoje prawdziwe wcielenie. Nie znam historii tej dziewczyny z obrazka, ale wiem jedno: Angarax będzie cię chronił za wszelką cenę.

Kolejny siwiejący lok na głowie Aidy, ściągnął na siebie kasztanowe gałki Enerwanu.

– Angarax… Znam to imię. Często odbija się echem w moich snach.

– Strażnik pieczęci, Kajdan Ojca, Etirion ładu, ma wiele imion, ale nie pora na lekcje. Teraz musisz jedynie wiedzieć, że jest po twojej stronie. – Iluzja ustąpiła miejsca zwykłemu odbiciu. – Postać, którą widzisz to kokon ochronny; zniknie, gdy ciało i umysł odzyskają pełnię sił. Musiało spotkać cię coś strasznego, skoro Etirion posunął się aż tak daleko. – Aida zasłabła i osunęła się na ziemię.

– Aido! – Lisica wyskoczyła z jeziora i z prędkością błyskawicy dopadła klęczącej dziewczyny.

– Nic mi nie jest – oświadczyła z wymuszonym uśmiechem Aida.

– Nie kłam, Znajdo! – warknęło drzewiec i niezgrabnym krokiem podszedł bliżej. – Rozprosz się! I to natychmiast, bo nie będzie czego zbierać!

– Nie mogę, bo o nim zapomnę – oponowała Aida.

– Ja wiem, co mam robić, a ty wiesz, że nie rzucam słów na wiatr! – zagrzmiało Enerwan, wybałuszając oczy. – Rozprosz się, bo cię zmuszę! – Aida uśmiechnęła się lekko i straciła przytomność. Tąpnięcie zieleni pognało po astrze.

– Co jej się stało? – spytała Anax, układając dziewczynę na posłaniu z soczystego mchu, które na rozkaz Enerwan wyrosło z gleby.

– Musi odpocząć, tyle w tej sprawie musisz wiedzieć.

– Słuchaj no! – Anax poderwała się z ziemi – Nie wiem, kim lub czym jesteś, ale ona jest dla mnie jak… – szukała odpowiedniego słowa, ale postawiła na najmocniejsze. – Jak rodzina! I jeśli za chwilę mi nie powiesz, co się z nią dzieje to…

– Nie unoś się, bo się spocisz. Twoje groźby robią na mnie tyle wrażenia, co piskliwy skrzek papuszników. Ale widać, że intencje masz szczere, a nasza Znajda chwilę pośpi, więc…

– Nie mów tak na nią! To niegrzeczne.

Enerwan zamilkło zaskoczone zawziętością pyskatego stworzonka, które dla Lasu nie było niczym więcej ponad chrabąszcze spacerujące po pożółkłych liściach.

– Wiesz, dlaczego ją tak nazywam? – spytało Enerwan, zmieniając ton na mniej agresywny, co również ugłaskało zjeżoną sierść Lisicy.

– Nie, wiem – burknęła.

– JA znalazłam ją nad rzeką, Sarpa błądzącą po lesie, a samozwańczy król tych ziem, od którego ciągle czuć gorzałą, niemalże staranował ją koniem, gdy leżała nieprzytomna na polanie. Zawsze ktoś ją znajduje, choć nigdy nie szuka, dlatego Znajda. Nadal obraźliwe?

– Z tej perspektywy już mniej – przyznała niechętnie Anax.

– To dobrze, teraz siadaj, słuchaj i nie przerywaj. – Kolejny tym razem jaskrawoczerwony kapelusz wyrósł z ziemi. Ten był szeroki i miękki, lecz nadal śluzowato obleśny.

Anax usiadła – i tak by musiała, więc nie było sensu oponować.

– Ble. – Wzdrygnęła się.

– Grzeczne stworzenie, zatem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 35 — czytnik · opowiadania