fantastyka · 17 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 39
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Komplikacje
Eliot przeczesywał zakamarki groty w poszukiwaniu Widzącej Hewlaski, która pod nieobecność Atmy miała zadbać o jego bezpieczeństwo – i rozrywkę. Gdyby wiedziała, z czym wiąże się opieka nad ośmiolatkiem, prawdopodobnie sama poleciałaby do Telmonton, żeby przekazać treść wizji, tym bardziej że absencja betani Andramon stawała się niepokojąco długa.
Hewlaska nigdy zbytnio nie tłumaczyła pokrętnego języka run i astralnych majaków: po prostu wydawała proste instrukcje. Niemniej jednak całość wyprawy miała zająć kilka dni, a tymczasem Atmy nie było już od ponad tygodnia. Na domiar złego, tuż po odlocie Starszej Andramon, kolejna przepowiednia zstąpiła ze sklepienia i wpełzła w umysł Hewlaski niczym wąż szepczący złowróżbne przestrogi. Tym razem padło na Sylfioran, która niezwłocznie wyruszyła do Oruun.
– Ciociu! Ciociu Hewlasko!? Gdzie jesteś? – Eliot nie odpuszczał i nie było w tym nic dziwnego: chłopiec w jego wieku ma dużo energii i jest ciekawy świata, tylko obecnie ta ciekawość stanowiła mocne zaburzenie kilkuwiekowej dziennej rutyny.
– Na litość Matki, niech któraś już wróci, albo sama go oddam Orunisowi. W ostateczności wystawię przed grotę – wyszeptała Starsza i złapała się za czoło. Nie przywykła do istot wymagających ciągłej uwagi.
– Aa! Tutaj ciocia jest; nie wiedziałem, że bawimy się w chowanego. Berek! – Eliot szturchnął Widzącą w udo. – Teraz ciocia szuka! – krzyknął radośnie i uciekł z kawerny urządzonej na niewielką czytelnię. Mały świetlisty obłoczek wyfrunął tuż za chłopcem.
– Ech… Na co mi przyszło – westchnęła ciężko i dopiła kieliszek Nektaru z Planfert, usiłując sobie przypomnieć, ile czasu ludzie wytrzymują bez jedzenia i picia, a co za tym idzie, kiedy wypada zacząć szukać małego. – O czym ty myślisz, to tylko dziecko! – skarciła się na głos, wstała z trójnoga i opuściwszy spaloną kryjówkę, niechętnie weszła w ciemny korytarz.
Tunel, który z perspektywy małego chłopca mógł wydawać się przeogromny, dla Starszej Ariendy był jak kuty na miarę. Hewlaska prawie szurała lotkami o przeciwległe ściany i minąwszy kolejną wnękę, zajrzała do izby ze złotym posągiem Imaltis: Pierwszej z Pierwszych.
Część 22 / 6
Po małym Ozirze nie było ani śladu.
– Eliot! Eliot, gdzie jesteś, dziecko!? – nawoływała, przechodząc obok wejścia do Astrolabium: ogromnej wysokiej jaskini, gdzie Matka przemawiała poprzez pokrętne wizje, runy i astralne szepty.
Uszu Hewlaski dobiegł cichy chichot i dźwięk szeptanej rozmowy.
Przystanęła i spojrzała do wnętrza przepastnej groty. Migoczące błyski antycznego sklepienia odbijały się od niezmąconej tafli krystalicznej wody. Sadzawka otaczała piedestał ulokowany na końcu kamiennej ścieżki, która niczym pomost wdzierała się w głąb jaskiniowego akwenu. Zza ołtarza z kamiennym pulpitem bił ciepły słoneczny blask, któremu towarzyszył dziecięcy szept. Widząca uśmiechnęła się z satysfakcją.
– Tu jesteś, urwisie – szepnęła i weszła do środka, stawiając miękkie kroki.
Skoro już porzuciła ulubione zajęcia, mogła równie dobrze zagrać w tę grę i wyciągnąć z niej trochę uciechy dla siebie. Światełko migotało w rytm dławionego dziecięcego śmiechu. Widząca podkradła się blisko. – Mam cię! – Oparła się o kamienny blat. – Co…? – Za pulpitem unosił się tylko mały żółtawy ognik, który błyskał i wydawał z wnętrza chichotliwe dźwięki.
– Zaklepany!! – krzyknął Eliot, gdy dopadł do perłowej sukni przeszywanej złotą nicią. Ukrywał się we wnęce przy wejściu, a Etirion Aria-Selfra posłużył za wabik.
– To on tak umie? – spytała widząca, nachylając się badawczo nad rechoczącym płomyczkiem.
Część 33 / 6
– On tylko naśladuje – wyjaśnił Eliot.
– Tak właśnie się uczymy, dziecko – westchnęła.
– Aaa, no to Aria już dużo umie. Pokaż cioci Hewlasce, czego cię nauczyłem.
Światełko zawisło przed zdziwioną twarzą Widzącej, nabrało mocy i wydało głośne beknięcie.
– Umie jeszcze…
Nie skończył.
– Już wystarczy, naprawdę, jestem pod wrażeniem – przerwała pokaz: nie była aż tak ciekawa. – Do tej pory żyłam w przekonaniu, iż po mileniach egzystencji Etirion wie i potrafi już wszystko… Widać byłam w błędzie.
Część 44 / 6
Światełko wydało odgłos pierdnięcia.
– No właśnie jeszcze to umie – dokończył chłopiec, przełykając śmiech. – Chyba chciał się pochwalić.
– Urocze… – Starsza przewróciła oczami. – No, chodź już. – Popchnęła Eliota w stronę wyjścia. Musimy cię przygotować; niedługo spotkasz bardzo ważną osobę.
– A kto to, ciociu?
Hewlaska pochyliła się nad zmartwionym Ozirem i delikatnie poczochrała jego gęste włosy. Sama nie wiedziała skąd ten odruch czułości: w Sefalos dzieci należały do wielkiej rzadkości, a ona nigdy żadnego nie miała i mieć nie zamierzała. Po odejściu moderatora Isaraela, wydanie na świat potomstwa wiązało się to ze zbyt dużym wyrzeczeniem.
Czyżby jakiś dawno zapominany i zdławiony instynkt macierzyński?, zadrżała na samą myśl i odsunęła rękę od Eliota jak oparzona.
– No już, idziemy, zanim do końca zwariuję… – Wzięła chłopca za rączkę. – Nie ociągaj się, trzeba rozczesać te strąki, bo z brudu aż kłują w ręce.
Część 55 / 6
– Dobrze! Chodź Aria. – Przywołany duszek podążył za nimi niczym wierny święcący opar bagiennego gazu.
Opuściwszy Astrolabium, skierowali się do komnaty dla pielgrzymów wykutej u wejścia tuż za wodospadem. Prefekt świętego miasta Sefalos powinien zjawić się lada moment – nigdy nie odmawiał Widzącej audiencji, nawet jeśli na to on musiał przylecieć do suplikantki.
Hewlaska drżała od środka. Właśnie miała oznajmić Orunisowi, iż poprzednio obwieszczony przez niego Sehel jest w gruncie rzeczy zwykłym dzieckiem. No może nie takim zwykłym, bo pierwszym białym Ariendi urodzonym pośród szarych buntowników, ale nie takiej niezwykłości oczekiwał Orunis. Powagę sytuacji wzmagał fakt, iż Eliot to człowiek, a niechęć Prefekta do młodszych asuriańskich ras była powszechnie znana. Według niego to szczególnie ludzie stanowili najbardziej zawistne, zdradzieckie i nieprzewidywalne plemię – pogląd wykreowany przez doznane krzywdy i wypielęgnowany przez wieki izolacji. Tak to już jest z żalem: tuczy nienawiść i jednocześnie zaciera wszystkie dobre wspomnienia.
Mokre kroki u wejścia zapowiedziały Prefekta. Hewlaska pochwyciła ręcznik i podeszła do postaci wyłaniającej się z lodowatego wodospadu. Orunis otrzepał potężne skrzydła, przetarł oczy rękawem i spojrzał na wysoką Ariankę o mocnych rysach i pięknej figurze podkreślonej przez dopasowaną tunikę.
– Orunisie. – Oddała lekki pokłon.
– A ty kim jesteś, orędowniczko? Czy Widząca ma nową pretendentkę?
Do umysłu Hewlaski wdarła się bardzo paskudna i bardzo prawdziwa myśl, iż właśnie stoi przed Prefektem w swojej świetlnej formie; formie, której Orunis nigdy jeszcze nie widział.
Część 66 / 6
Eliot podszedł bliżej.
– Ciociu H…
Widząca zastąpiła chłopcu drogę i zatkała usta, nim zdołał wypowiedzieć jej imię. Całe szczęście, profilaktycznie otoczyła go zaklęciem mamiącym zmysły postronnych. Do Orunisa dotarły jedynie zniekształcone magią dźwięki, a swoje dziwne ruchy Hewlaska zamaskowała chęcią odpalenia solasowej latarenki.
Prefekt rozejrzał się nerwowo po przedsionku Astrolabium, ale nic nie dostrzegł; dociekać też nie miał zamiaru: w tym miejscu anomalie astralne kreowały różne dziwne rzeczy.
– Prefekcie. – Hewlaska pokłoniła się nisko. – Kapłanka Helionte, w zastępstwie pretendentki Sylfioran. Widząca wie o pańskim przybyciu. – Podstawiła Starszemu rytualny ręcznik wyszywany złotymi runami słońca, odczekała, aż Orunis wytrze twarz na znak oczyszczenia, i wskazała mu drogę do głównej groty. – Proszę za mną.
Eliot szedł w milczeniu. Hewlaska wielokrotnie, z wielkim uporem i w mocnym uproszczeniu, przekładała skomplikowane relacje panujące w Sefalos na język ośmiolatka. Opłaciło się. Chłopiec przynajmniej wiedział, że musi być cicho, dopóki ciotka nie da mu znaku. Z raz czy dwa próbował dotknąć nieświadomego Starszego, ale ukradkowe karcące spojrzenie Widzącej wystarczyło, żeby zaniechał dalszych prób. Całe szczęście Aria-Selfra również pozostawała w ukryciu. Etirion nie musiał się objawiać, jeśli tego nie chciał, a ten na szczęście nie chciał wcale.
– Proszę poczekać, Prefekcie. – Wskazała Starszemu miejsce w alkierzu przed Astrolabium. – Widząca za chwilę pana przyjmie. – Pokłoniła się, a Starszy przytaknął i przysiadł na zimnej, wyciosanej z kamienia ławie. Hewlaska wraz z Eliotem zniknęli we wnętrzu wysokiej…