Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 13 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz.4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciszę w kaplicy ulokowanej pod katedrą Sióstr Miłosierdzia przerwało głośne wejście Mileny i Selekty – choć Trybada bardziej została wciągnięta, niż weszła o własnych siłach. Matka niemalże wniosła uwieszoną na sobie Safonkę, która pijana w sztok, zamiast poruszać się w przód, kreśliła stopami pokraczne wzory. W rezultacie większość tego niezwykle trudnego przedsięwzięcia, jakim było zejście po schodach, spoczęło na Milenie, która cierpliwie, stopień po stopniu, zmierzała w dół, jednocześnie udaremniając randkę Selekty z podłogą.

Oczywiście o wiele łatwiej byłoby po prostu zanieść Safonkę do Sebil, ale przeciwko temu rozwiązaniu przemawiały dwa fakty: nadal nie w pełni wygojone urazy, których doznała Karevis podczas bitwy nad rzeką oraz dość duże prawdopodobieństwo skończenia z wymiocinami na nowym habicie.

Po zakończeniu trudnej walki z prawami natury, w końcu udało im się stanąć na płaskiej podłodze i zbliżyć do Bruki stojącej nieopodal ołtarza. Mistyczka medytowała zwrócona twarzą w stronę posągu Arkturosa, górującego ponad ogromną czarą z magicznym, szaro-srebrnym piaskiem. Granica symetrii falowała spokojnie na astralnym wietrze, a pełgające wewnątrz makutry miniatury wydm wyrastały i zapadały się, mącąc pustynną taflę.

– Przepraszam cię, Sebil – przerwała jej Milena. – Byłabym wcześniej, ale jak widzisz, sprowadzenie jej tu nie należało do prostych zadań – oznajmiła i posadziła przybraną córkę na krawędzi ołtarza.

– Nie nudziłam się, uwierz mi – odowiedziała enigmatycznie mistyczka, nie wdając się w szczegóły i przeniosła wzrok na Safonkę.

– Na boga! Jak ty wyglądasz!? Zdejmij te śmierdzące łachmany! – nakazała rozweselonej upojeniem Trybadzie.

– Sama se z goło dupo biegaj! Hie… – odpysknęła Safonka, ozdabiając bełkot irytującym śmiechnięciem: hybrydą śmiechu i prychnięcia.

– Ha! – obśmiała ją Brukijka. – Chyba zapominasz, gdzie jesteś. Ja nie muszę tu o nic prosić – rzuciła Sebil i ostentacyjnie pstryknęła palcami przed nosem Trybady.

Brudne, poznaczone uryną łachy rozpadły się na drobne kawałki i uleciały na niewidzialnych wstęgach astralnego wiatru niczym zetlone fragmenty spalonego papieru.

– Ja cię! Ty… mnie muuu…sisz nauczyć tej szszsztuczki, Sebil!

– Jak wytrzeźwiejesz, moczymordo – warknęła mistyczka, mierząc Selektę ganiącym spojrzeniem.

Safonka radośnie machała nogami zwisającymi z balustrady i bawiła się niewielkimi – choć kształtnymi – piersiami. Wydała się Sebil zaskakująco… szczęśliwa.

– Co teraz? – wtrąciła się Matka.

– Teraz przenieś ją z dala od ołtarza, zanim puści mi pawia w piaski.

– Paczta na nią… Nie bój się, nie narobię ci do kuwety, ha! – krzyknęła Selekta, zanosząc się dławiącym śmiechem i runęła do wnętrza makutry.

– Z przyjemnością; miejmy to już z sobą – westchnęła Milena, po czym uniosła nagą wojowniczkę i posadziła na podłodze pośrodku sanktuarium.

– Zimno mi w dupę – ponarzekała Selcia, robiąc smutną minkę.

– Nie bądź aż tak rozkoszna, bo mnie wydasz – syknęła Matka.

W tym czasie Sebil chwyciła garść piachu z czary i, obchodząc Safonkę wokoło, ostrożnie usypywała runy, mrucząc przy tym mantrę. Wpierw trójkąt, jako filar zaklęcia, potem opisany na nim okrąg symbolizujący idealną symetrię pomiędzy domenami.

Oczywiście Trybada nie byłaby sobą, gdyby wiedziona ciekawością, nie chciała dotknąć okalającej jej srebrzystej ścieżki. Niewielkie magiczne wyładowanie błysnęło pomiędzy kręgiem a zbliżającym się do niego palcem.

– Auu… – jęknęła Selekta, wycofując dłoń.

– Nie grzeb mi tu w zaklęciach! – skarciła ją mistyczka.

– Dobra, phy – odburknęła, beknąwszy przy tym obleśnie.

– Prawie gotowe – skomentowała Sebil i odwróciła się w stronę Matki Karevis, która z niepokojem wdzierającym się w serce, obserwowała zaczątek rytuału.

– Wyjdź!

– Dlaczego?! – żachnęła się zdziwiona Milena.

– Ten zabieg jest bardzo bolesny, ale rezultat gwarantowany. Nie wiem, czy zdołasz na to patrzeć.

– Cokolwiek ma się tu wydarzyć… Czuję się współodpowiedzialna! – oznajmiła stanowczo Karevis, dając Brukijce do zrozumienia, iż każda próba wygnania jej z kaplicy spełznie na niczym.

– Jak sobie chcesz, tylko mi nie przerywaj. – Sebil ustąpiła i rozpoczęła rytuał, kreśląc ostatni znak przełamania wewnątrz runy.

Piaski zaczęły tańczyć na granicy usypanego kręgu wzbijane impulsami uwalnianej mocy. Mistyczka uklękła naprzeciw Selekty. Szeptana inkantacja mąciła nicość i szarpała symetrię magicznego pola. Sebil mówiła cicho, szybko, i ostrożnie; jakby wyjawiała komuś długo skrywany sekret. W końcu podniosła głos:

– Wewnątrz siostry żałość krzyczy, już ma dosyć… Precz goryczy! Ojcze zmiany, szarości panie; użycz mocy… Słysz wołanie!{i} Mel-Run Mana-Ji! – {/i} Słowa mocy rozdarły pustkę. Energia wybuchła niewidzialnym gejzerem. Moc rzuciła Selektę na plecy i boleśnie docisnęła do posadzki.

Nie mogła się ruszyć.

– Sebil, nie podoba mi się to – skomentowała z niepokojem. Strach i adrenalina osłabiały upojenie.

Matka Karevis spąsowiała i nerwowo zacisnęła pięści, ale została na swoim miejscu.

– Mi też nie – oświadczyła Bruka, wrzucając resztę pyłu do kręgu. {i}– Sei-Jamar – {/i}wyrecytowała, patrząc w niebiosa metalicznymi oczami. Jej ciężki głos uderzał energią, wzburzał astrę… Słowa wybrzmiewały niczym uderzenia w potężny gong.

Ciałem Selekty szarpnęło w górę jak szmacianą lalką.

{i}– Seita-UŁ!{/i}

Wir pyłu uformował kulę nad Safonką. Na runiczny krąg napierała rozszalała astra. Mistyczka uniosła prawą dłoń w górę. Po ramieniu ściekała jej skłębiona moc, która parowała szarym dymem.

{i}– Il baruk-an, galin-Ran!{/i}

Selekta poderwała się na kolana. Jej ciało spięło się boleśnie. Sebil ponownie spojrzała na Trybadę i z bólem w sercu wyszeptała:

– Przepraszam… {i}Medu-Un, Nur-Ak!{/i}

Zaklęcie targnęło symetrią. Wirująca piaskowa sfera wyciągnęła się w lej ponad Selektą. Tąpnięcie mocy. Krótka wymiana spojrzeń i chwila zwątpienia.

Mistyczka zamknęła oczy i opuściła rękę.

Safonką rzuciło w tył. Kręgi chrupnęły wygięte w nienaturalny łuk. Wartki strumień piasku runął w dół i zaczął się wciskać do ust i nosa. Z każdą sekundą penetrował ciało Selekty, wywołując niewyobrażalny ból, niczym tysiąc pazurów rozszarpujących trzewia od środka. Safonka próbowała wrzeszczeć dławiona przez piach. Chciała błagać, ale nie mogła… To rozpaczliwe zawodzenie żgało serce Matki i rozcinało na drobne, krwawe kawałki. Sebil klęczała przed podopieczną jakby niewzruszona potwornym przedstawieniem.

– Sebil, wystarczy!

Milena ruszyła, żeby zabrać córkę z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz.4 — czytnik · opowiadania