Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 15 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 47

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Starsza rozlała ostatnią część naparu, przysłuchując się opowieści Safonki. Wydarzenia na moście, dziwna postać Lejli błądzącej po mieście i starsza księżniczka Tares opętana przez jakiś astralny byt; kolejne udziwnienia w i tak pogmatwanej sytuacji.

– Potem spotkałam młodego na tym rynku… – Sekta zwilżyła gardło. – A resztę już znasz, Atmo. – Westchneła ciężko, kręcąc małym metalowym kubkiem z resztką ziołowo-owocowej mieszanki.

Atma milczała, jakby uciekła świadomością w przepastną głębię wiekowej pamięci.

– Wszystko w porządku?

– Tak… Za dużo informacji w tej opowieści, żeby tak szybko przez to przebrnąć, mistrzyni Weil.

– Wystarczy, Selekto.

– Muszę ją zobaczyć, Selekto.

– Kogo? Księżniczkę?

– Tak. Jeśli starsza siostra Cesarza jest jedną z nich, to wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie.

– Z nich?

– Sechelin, Pieczęcie Matki. W dodatku… – Atma zawiesiła głos. – W dodatku może być Pieczęcią gniewu, pożogą Murkira, a jeśli to prawda to, żadne łańcuchy nie utrzymają jej na długo. Kiedy zacznie generować, miasto utonie w ogniu i śmierci.

– Generować? – Selekta zmarszczyła czoło. – Od tego waszego magicznego bełkotu zawsze szczypie mnie rozum. – Pomasowała skronie.

Eliot przysłuchiwał się wszystkiemu, siedząc cicho w kącie kuchni. Słabe złote światło zaczęło emanować mu spod koszuli.

– Aria, schowaj się. Ciocia będzie zła – wyszeptał jakby do własnego mostka.

– Nie musisz go ukrywać: pani Selekta przecież wie, że nie jesteś… Że jesteś wyjątkowym chłopcem.

Młody Ozir uniósł dół od ubłoconej lnianej koszuli i wypuścił świecący obłoczek. Aria zaczęła lewitować po izbie, zupełnie jakby chciała rozprostować swoje obłoczkowe nóżki. W końcu zawisła naprzeciwko Selekty. Safonka była niemal pewna, że luminescencyjny opar taksuje ją wzrokiem. Odruchowo odsunęła głowę do tyłu.

– A to, co znowu za latające dziwadło?

Dotknęła Arię palcem. Nie poczuła nic oprócz ciepła, a Aria zamigotała, jakby ją to łaskotało.

– Etirion, towarzyszy każdej z Pieczęci. Czasem jest mentorem, czasem przyjacielem, a niekiedy strażnikiem. Wszystko zależy od potrzeb Pieczęci.

– Gada?

– Z Eliotem tak, ale nie w tradycyjny sposób. Ze mną próbuje porozumiewać się przez błyski i dziwne syczące odgłosy. Nie wiem, kto go tego nauczył. – Atma wzruszyła ramionami. Eliot zachichotał, a obłoczek wydał dźwięk podobny do pierdzenia przy zaciśniętych pośladkach. – Pamiętam jak Aria-Selfra, był pięknym złotym ptakiem. – Starsza westchnęła. – W czasach, kiedy towarzyszył mojemu…

Pukanie do drzwi przerwało potok bolesnych wspomnień.

Kobiety popatrzyły po sobie. Atma nakazała Eliotowi ukryć Arię. Uderzenia kołatką rozbrzmiały ponownie z większą zaciętością. Starsza podeszła do drzwi i wyjrzała przez przeziernik.

– Jak?... – szepnęła do siebie i czym prędzej zwolniła zasuwę.

– Dzień dobry – rozbrzmiał nieśmiały damski głos, a zmęczone oczy wypełnione tęsknotą obrzuciły starszą badawczym spojrzeniem.

– Otmar! – Atma rzuciła się kobiecie na szyję.

– Czy my się znamy…? – spytała Pani Ozir i zerknęła na stojącego za nią męża. Mężczyzna wyruszył ramionami równie skonfundowany.

– No tak, miałam nieco bardziej pierzastą postać, kiedy się rozstawaliśmy.

– Atma?

– Mama!! – Mała ludzka strzała wyskoczyła z wnętrza izby i wkleiła się w sukienkę przybyszki.

– Eliot, synku! – Kobieta zaczęła panicznie macać chłopca. – Czyli to faktycznie ty. To naprawdę ty. – Wzięła go w ramiona. Łzy poleciały strumieniem.

***

Atma z czystym sumieniem mogłaby nazwać ten dzień nadzwyczajnym – oceniając nawet z perspektywy Arianki podszywającej się pod zielarkę w centrum kultu Matki stworzenia.

– Otmar, Emirze, usiądźcie przy kominku. Wyglądacie na przemarzniętych. Eliot, nastaw więcej wody.

Chłopiec zerwał się do wykonania polecenia, ale matczyne ramiona ani myślały, go wypuścić. Pani Ozir trzymała go mocno przy sobie. Bała się; bała się, że zniknie, gdy tylko wypuści go z ramion, że jej serce ponownie pęknie i rozpadnie się na krwawe kawałki.

Eliot spojrzał na mamę pytająco.

– Idź, idź. Przepraszam. – Otmar otarła łzy i niechętnie wypuściła chłopca z uścisku. Chwilę jeszcze wodziła wzrokiem za synem nim przysiadła na twardym tapczanie obok męża.

– Kiedy przyjechaliście do miasta? – zapytała Selekta.

– Niespełna tydzień temu – odpowiedział Mezmir.

Jego żona znów obsesyjnie wpatrywała się we framugę ścianki działowej, za którą zniknął Eliot. Ku jej uciesze chłopiec w końcu pojawił się z imbrykiem i postawił go na stole. Atma wrzuciła do gorącej wody trochę suszu i kilka szkarłatnych pomarszczonych owoców.

– Trzeba chwilę poczekać, zanim się zaparzy… – Skupiła wzrok na pani Ozir, która ledwie panowała nad emocjami. – Miałam was powiadomić wcześniej… – zaczęła ciężkim głosem. Otmar spochmurniała na twarzy, a jej wzrok stwardniał. – Ale chciałam być pewna, że zostaniemy tu na dłużej. Po drugiej stronie gór… Sytuacja mocno się skomplikowała. Moi pobratymcy… Oni są przewrażliwieni. Co ja gadam...? – Pamiętała, co obiecała: bezpieczeństwo dziecka za górami wśród jej ludu. Żadne tłumaczenia nie były warte złamanego rema.

– Atmo... – przerwała jej Otmar. – Nie rozmawiajmy o tym teraz. – Starała się zabrzmieć łagodnie, ale w jej głosie szumiał tłumiony gniew. Gniew oszukanej matki, która zaufała i oddała to, co najcenniejsze. Spokojnym słowom towarzyszyły wydźwięki wrogości i pretensji. Wykrzesała wątły uśmiech i mocno przytuliła stojącego obok chłopca. – Najważniejsze, że twoja wiadomość dotarła i w końcu jesteśmy razem.

– Wiadomość? – zmieszała się Starsza.

– Tak, list, w którym tłumaczyłaś, że jesteście z Eliotem w Girzel i na razie musicie tu zostać. Posłaniec przyniósł go do karczmy mojego brata… Dlaczego wyglądasz na zdziwioną?

– Nie wysyłałam żadnej wiadomości – oświadczyła twardo Atma. – Opowiedzcie wszystko. W jaki sposób? Kto dostarczył notatkę i kiedy?

– Sąsiad, któremu zostawiliśmy pieczę nad resztkami dobytku. On posłał swojego najmłodszego do Dannanahal i przekazał list. Mówił, że to od kobiety o złotych oczach. Atmo, co tu się dzieje?

Selekta spięła ciało. Wiedziała, że to nie przypadek, że ktoś pociąga za sznurki, ustawia figury szachowe tam, gdzie ich potrzebuje. Wstała, żeby dolać sobie naparu. Przeklęty futrzak! Musiał grzebać mi w wątpiach i we łbie, przeklęła na Sebil w myślach. Dałaby teraz wszystko za coś mocniejszego.

– Jeszcze za wcześnie; nie zaparzyła się porządnie – upominała ją Starsza.

Selekta upiła łyczek.

– Jak dla mnie jest dobra.

Atma rozlała do kubków i zapatrzyła się w ciemną dal za oknem. Nie wiedziała, co ma o tym wszystkim sądzić. Czyżby Hewlaska uknuła taką intrygę? Tylko ona wiedziała o rodzicach Eliota. A może czarodziejka?

– Atmo?

– Już, przepraszam… Powiedz, Otmar: co było dalej? Jak tu dotarliście?

– W liście nie było adresu, tylko informacja, że Eliot jest cały i zdrowy, ale ja musiałam jechać. Nie wiedziałam jak, za co, ale musiałam. Jedna ze służek w zajeździe, w którym się zatrzymaliśmy, taka grubawa, wspominała o podsłuchanej rozmowie kapłana. Hierarcha szykował pielgrzymkę do Girzel. Mała szansa, bo takie rzeczy też sporo kosztują, ale poszłam i tak, a ten zgodził się, żebyśmy do nich dołączyli za darmo. Byłam taka uradowana. Nigdy nie miałam dobrego zdania o klerykach ze stolicy, ale ten… Ten był wyjątkowo miły. Gdy dowiedział się, że szukamy syna, pozwolił nam zostać w lokalnym seminarium… Dusza człowiek.

–

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 47 — czytnik · opowiadania