Fantasy · 16 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 48
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Hektor pełnił wartę w domu Atmy aż do pierwszych oznak świtu. Nagromadzone lata dały jednak w końcu o sobie znać i usłyszawszy pierwsze poranne kroki, poprosił Starszą, żeby wskazała mu kąt na jakiś krótki odpoczynek. Kobieta udostępniła mu swoją pryczę i przeszła do rutynowych porannych obowiązków. Ozirowie jeszcze spali, ale i tak musiała poczekać, aż Wulkir zregeneruje siły nim będzie mogła iść do ratusza.
Standardowe czynności w pracowni zielarskiej zajmowały jej więcej czasu, niż gdyby robiła to ze spokojną głową. Myśli kotłowały się w głowie, tworząc coraz to bardziej mroczne, trwożne scenariusze i gdyby nie ospałe kroki malca i jego matki zapewne dalej tonęłaby w tej emocjonalnej głębi. Ozirowie po krótkim okresie sennego odrętwienia, wspomogli Starszą przy szykowaniu śniadaniu, błaha konwersacja zaś pozwoliła Atmie zachować trzeźwość umysłu.
Ostatni z Walończyków, ojciec rodziny wstał zwabiony zapachem smażonej wędzonej wieprzowiny i jajek. Niedługo po Emirze przebudził się Hektor i po posiłku Starsza w końcu mogła wyruszyć do ratusza. Po spokojnej nocy i poranku czuła się już nieco pewniej, aczkolwiek lęk przycupnął gdzieś z tyłu głowy i co jakiś czas dawał o sobie znać paskudną myślą czy obrazem.
Powietrze w mieście niosło jeszcze nocną, górską rześkość, lecz alejki zaczynały powoli przesiąkać zapachem kupieckich powozów oraz kadzidła niesionego przez pierwszych pielgrzymów sunących ospale wzdłuż traktu na powitanie poranka w Świątyni Wschodu. Co prawda słońce już jakiś czas temu wychynęło zza widnokręgu, ale specjalna kopuła katedry mieniła się runami tylko o określonej porze dnia.
Atma wyszła z bocznej uliczki i zatrzymała się przed karawaną z kilkunastu objuczonych mułów. Smolisty pochód przeciążonych zwierząt wlókł się z prędkością ślimaka. Cierpliwość nigdy nie była towarzyszką niepokoju, więc Starsza, złorzecząc pod nosem, nerwowo obeszła ostatnie zwierzę i…
I zamarła.
W odległości kilku jardów, w towarzystwie dwóch niższych rangą kapłanów stał nie kto inny jak Oruński hierarcha, którego to nieznane intencje, były głównym powodem jej zmartwień. Arcykapłan Sared Malton rozmawiał z dwiema wiernymi. Kobiety poprosiły o pobłogosławienie amuletów z niewielkimi solasami: wszędzie sprzedawano tu takie bibeloty, a pielgrzymi płacili słono za minerał zwany Łaską Matki.
Atma schowała się za węgłem pomniejszej świątyni i przylgnęła do kamiennej ściany niczym płastuga do morskiego dna.
Wzięła dwa głębokie wdechy.
Część 22 / 6
Przecież on nie zna tej postaci, nie może mnie rozpoznać, racjonalizowała w myślach. Choć może warto by sprawdzić to teraz, kiedy jest daleko od domu?
Oderwała plecy od zimnych murów i z werwą wyszła na świątynny trakt. Nie zdążyła wyhamować zdecydowanego kroku; rozpęd pchnął ją bezpośrednio na hierarchę Sareda.
– Przepraszam, ekscelencjo. – Uciekła wzrokiem na kamienny chodnik i dygnęła lekko.
– Proszę się nie przejmować – odpowiedział wysoki kapłan odziany w tyle biało-złotego materiału, że można by z tego uszyć kilka pledów. – Jest poranek, a to bardzo pracowita pora – dodał, zdobiąc twarz bardzo sympatycznym uśmiechem, ale jego głos… Był tak zimny, tak przeszywający, że Atmie przeszedł dreszcz po plecach.
– Tak, ma ojciec rację – rzuciła zdawkowo. – Ekscelencja wybaczy. – Spojrzała Saredowi w twarz. Krótko; najkrócej jak to było możliwe, ale tak, żeby nadal wyglądało naturalnie.
Następnie pokłoniła się lekko i ruszyła traktem w dół szerokiego wzgórza, na którym zbudowano Girzel. Zdążyła zrobić kilka kroków, nim ponownie usłyszała ten zimny, przenikliwy baryton:
– Czy my się przypadkiem już nie spotkaliśmy?
Starsza zadrżała, ale nie pozwoliła emocjom przejąć kontroli. Obróciła się żwawo i ułożyła usta w delikatny zawstydzony uśmiech.
– Być może, ojcze, jestem praktykującą kościoła Nadziei.
Część 33 / 6
– Taak, pewnie tak. W takim razie światło z tobą, siostro – pobłogosławił i razem z dwoma innymi kapłanami ruszyli w przeciwnym kierunku.
Od całej trójki biła jakaś dziwna aura. Starsza skojarzyła to z kłębiącym się mrokiem skrytym pod warstwami świetlistego sukna. Wzdrygnęła się i przyśpieszyła kroku.
Kapłan obejrzał się ponownie.
– To ona, znajdźcie chłopca – wysyczał, a jego oczy na moment przesłoniła ciemność przełamana szmaragdowym błyskiem tęczówki.
***
Nadal nieco roztrzęsiona, dotarła do ratusza, ale spotkanie z Selektą wsączyło nieco spokoju do rozchwierutanej duszy.
– I był tak całkowicie normalny? – dopytywała Safonka. – Bo wiesz… Wasze ostatnie spotkanie nie wyszło mu na zdrowie.
– Tak, zbyt normalny. Coś od niego wyczułam… Obecność? A może mam już paranoję. Ta wiadomość i rodzice Eljota… Nie podoba mi się to, mistrzyni Weil.
Część 44 / 6
– Nie tylko tobie.
– Czy moglibyśmy iść do księżniczki Tijanor? Chciałabym jak najszybciej wrócić do domu. Ten przemiły mężczyzna… Nie powinnam go nadwyrężać.
– Ten przemiły mężczyzna połamałby każdego draba gołymi rękoma, a za maskotkę ma Wulfira: są bardziej bezpieczni niż z tobą.
Atma pokiwała głową na znak aprobaty.
– Jednak bym nalegała. Jeśli księżniczka jest tym, czym myślę, to nikt tu nie jest bezpieczny, nawet jeździec pasiastych niedźwiedzi.
– Ona nie jest potworem! – Z progu wejścia dobiegł dziewczęcy zdeterminowany głos. Holi zaciskała pięści i w myślach prosiła łzy o cierpliwość. Nie chciała płakać. W końcu ma już dwanaście lat i jest dorosła.
– Pani Atmie nie o to chodziło, kwiatuszku. – Burmistrzyni podniosła się z fotela w gabinecie męża, przykucnęła naprzeciw dziewczynki i pogłaskała ją po policzku.
– Księżniczko Holi, twoja siostra ma niewiele wspólnego z potworem, który ją opętał, dlatego muszę się z nią zobaczyć. Porozmawiać z istotą bezczeszczącą to niewinne ciało.
Część 55 / 6
Selekta poderwała się z zydla.
– No to nie ma co czekać. Ja i Sebil będziemy ci towarzyszyć jako zabezpieczenie i…
– Ja też pójdę! – zarządziła Holi.
– Księżniczko, to nie jest…
– Pójdę albo z wami, albo sama! Nie możecie mnie trzymać pod kluczem! Ja… Ja zawsze znajdę do niej drogę… tak jak w pałacu – wyszeptała już jakby do podłogi.
Wszystkie trzy kobiety popatrzyły po sobie i westchnęły niemal równocześnie. Burmistrzowa bardzo dyskretnie taksowała Atmę wzrokiem. Nie wierzyła, że jest Starszą, heroldem Matki. Istotą tak mityczną, że powinna pozostać w mitologii.
– Dobrze, ale trzymasz się na dystans i bez pomysłów! – Selekta pogroziła księżniczce palcem.
Holi naprężyła ciało, żeby odpysknąć, ale…
Część 66 / 6
– Nie będzie tu dyskusji. Wiem, że jesteś siostrą Cesarza, ale jemu też bym zabroniła, nawet ryzykując chłostę. Taki mam obowiązek jako mistrzyni Zakonu, zrozumiano!?
Dziewczynka przytaknęła, już bez oponowania.
– No, posłuch musi być! – Safonka puściła oko do Holi. A wątły uśmiech rozświetlił twarz dziewczynki. – Lady Margijano, proszę powiadomić burmistrza o naszym planie i gotowości do zejścia w podziemia.
Burmistrzowa ruchem ręki przywołała gońca i posłała po męża. Gilbert odbywał swój codzienny spacer zalecony mu przez medyka. Nawet lubił te podróże w górę i w dół traktu. Mógł być wtedy blisko ludzi – i nie tylko.
– Na przyszłość proszę mniej ostro, mistrzyni Weil. – Margi szepnęła Selekcie do ucha. – To dziecko to szlachetna krew; bardzo stara krew. Chodźmy do głównej Sali. Tam poczekamy na Gilberta! – zarządziła już głośniej.
***
Minęli strażników i właśnie dochodzili do owalnego włazu, który oddzielał zwykły podziemny korytarz od więzienia. Szeroka komora i przejście do niej były tak naszpikowane runami pochłaniającymi, jak oruński włóczęga narkotykiem z atabany.
Burmistrz przekazał Sebil magiczny amulet z kluczem; teraz już wiedział, że potrafi się z nim obchodzić lepiej niż on. Nikt natomiast nie miał pewności, co za astralny byt obrał sobie księżniczkę Tijanor za siedliszcze, ale Atma była zdeterminowana, żeby się dowiedzieć i – żywiła