Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 14 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz.5

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

******Z księgi Praw Ziem Sprzymierzonych (po dobroci lub pod przymusem).******

Wszystkie księstwa wchodzące w skład zjednoczonego Cesarstwa Sungardu musiały przyjąć system prawny, sądowniczy i ustawodawczy praktykowany na ziemiach starego triumwiratu, czyli sojuszu trzech państw-miast w nizinie dalońskiej: Girzel, Oruun i Onfur.

W myśl dekretów spisanych podczas panowania Ulfrena Tarresa I zwanego Oświeconym każde miasto wcielone – zarówno obecne, jak i przyszłe – musiało wybrać gubernatora. Dokonywali tego mieszkańcy obu płci ze statusem „obywatela”. Kandydata, który ostatecznie zdobył najwięcej głosów, aprobował i zaprzysięgał Cesarz lub – w przypadku mniejszych miast – oddelegowany do tego strateg.

Wybrany w ten sposób rządca powoływał skład sędziów – ilość zależała od potrzeb i wielkości miasta. Kształceni w zasadach cesarskiego prawa sędziowie stanowili najwyższy filar struktur prawnych, jednak – w kilkuletnim okresie przejściowym, egzekwowania kodeksu Praw Nadanych – nadzorował ich urzędnik przydzielony z ramienia stolicy zwany sawarem. W praktyce sawarowie czuwali nad żmudnym procesem integracji w całym spektrum relacji poszczególnych grup społecznych: dla ludności klas niższych wchłoniętej z ziem mniej ucywilizowanych prawa takie jak wolność osobista, były sporym szokiem, a dotychczasowi wodzowie mieli problem z akceptacją takiego stanu rzeczy. Reasumując, bycie sawarem nie należało do łatwych zadań. Mieli oni w obowiązku pilnować, aby każdy proces odbywał się w obecności świadków dobranych z odpowiedniej warstwy społecznej oraz – w przypadku rozpraw z listy zbrodni ciężkich – urzędnik mógł zezwolić na udział mnicha z zakonu Imersów. Ci ludzie, o specyficznych zdolnościach astralnych, potrafili jednoznacznie stwierdzić, czy świadek kłamie, wytropić zaginionego, lub zidentyfikować zabójcę.

***********************************************************

Milena, po powrocie z bitwy, nie miała okazji osobiście poinformować Wilfreda o tym, co przytrafiło się Lejli: wtedy priorytetem, było zajęcie się ranną Sebil, no i jednocześnie musiała mieć oko na pogrążoną w cierpieniu Selektę. Zamiast osobistej wizyty zdała szczegółową relację kapitanowi oddziału przydzielonego przez Gubernatora Balatana – oczywiście świadków było więcej. Wszyscy zaangażowani w bitwę widzieli, jak czarodziejka znika w snopie błękitnego światła wraz z pokaźnym fragmentem kamiennego mostu – wybuch, który nastąpił potem, również nie mógł ujść niczyjej uwadze.

Od tamtej pory Matka nie otrzymała żadnej odpowiedzi ze strony Wilfreda, który przybył do Telmonton tuż po nich. Stan ten uległ zmianie, gdy któregoś poranka posłaniec przyniósł list obwieszczający wizytę jego Cesarskiej Mości w zakonie.

Wcześniej Matka Karevis długo rozmyślała, jak opowiedzieć o heroicznej walce i poświęceniu Arkanistki, ale teraz… Teraz już nie musiała kończyć tej opowieści żałobnym milczeniem. Teraz mogła przekazać dobre wieści. Z radością w sercu wyszła naprzeciw konnym w pierzastych hełmach, którzy przekroczyli próg Zakonu Miłosierdzia. Ku jej zdziwieniu, nie było wśród nich Cesarza; jedynie cały oddział zbrojnych, co – w jej mniemaniu – był mocną przesadą.

Wyższy rangą oficer wyjechał przed szereg i spojrzał na nią posępnie.

– Poszukuje przełożonej zakonu, Mileny Karevis – oznajmił sztywnym żołnierskim tonem.

– To ja – odpowiedziała Matka, zaniepokojona ilością oręża, jaki ze sobą zabrali.

– Mamy rozkaz doprowadzić panią przed oblicze Cesarza, gdzie zostanie pani osądzona.

– Osądzona…? – zdziwiła się Milena – A o co jestem oskarżona?

– O zbrojną napaść na wojsko oświeconego Cesarstwa Sungardu i spowodowanie śmierci ambasadorki gildii Astrologów, Lejli Winter.

Na dźwięk tych słów Karevis zadrżała, a po plecach spłynął jej zimny pot. Wewnętrzny głos krzyczał: „Broń się!”, „Uciekaj!”, lecz starsza kobieta zachowała zimną krew.

– To jakieś bzdury! – wykrzyczała, nie kryjąc oburzenia.

– Mamy rozkaz doprowadzić panią siłą; jeśli to będzie konieczne – wyrecytował Cesarski konny, nie bacząc na jej słowa. – Wolałbym tego uniknąć.

Wtedy do Mileny w pełni dotarło, co się dzieje: Garnefor knuł, a w dodatku knuł skutecznie.

– Pójdę dobrowolnie; cały ten… pochód jest zbędny. – Chciała powiedzieć: cyrk, ale ugryzła się w język. – Pilia, dziecko! – zawołała jedną z sióstr, obserwujących wydarzenia spod arkad okalających dziedziniec.

– Tak, Matko? – spytała zlękniona dziewczyna, gdy podbiegła bliżej.

– Poinformuj proszę Selektę, że zostałam wezwana do ratusza.

– Tak, Matko.

– Gdybym do jutra nie wróciła niech po mnie, przyjedzie.

– Oczywiście, Matko. Niezwłocznie – odparła zakonnica, pokłoniła się Milenie, skinęła głową w stronę oficera i nawróciła ku wejściu do katedry.

– Pilio!

Dziewczyna przystanęła. – Tylko niech nie robi nic pochopnie: potrafię o siebie zadbać – dodała Karevis.

Zakonnica przytaknęła i pobiegła dalej.

– Jestem gotowa – obwieściła Milena, poprawiając habit, a cesarski nakazał podstawić jej wierzchowca i niezwłocznie ruszyli do dzielnicy szlacheckiej, w której mieścił się ratusz.

Po przybyciu oruńskiej armii oraz przedstawicieli zakonów rycerskich budynek przekształcono w tymczasową bazę operacyjną, a wiele posiadłości należących do elit zasiedlili wyżsi rangą wojskowi – zaanektowano również prywatne stajnie. Oczywiście było to nie w smak otoczeniu gubernatora, ale arystokracja nie mogła protestować.

W drodze do centrum miasta, Milena nieco ochłonęła z pierwszego szoku, tłumacząc sobie, iż zaszło jakieś nieporozumienie, a Gubernator, któremu była solą w oku, dolał oliwy do ognia.

No cóż… Przynajmniej będę miała okazję wszytko wyjaśnić, pokrzepiła się w myślach. Niestety dodatkowy głos szepczący z głębin rozsądku, wtłaczał w serce jadowity niepokój.

Zamknięta w sobie nawet nie zauważyła, kiedy wkroczyli na targ, którego zwykle zatłoczone i tętniące życiem uliczki uderzały brakiem typowego handlowego gwaru; większość przestrzeni zajmowały namioty, tworzące prowizoryczne obozowiska dla żołnierzy i składy z zaopatrzeniem.

Niebawem dotarli na miejsce, gdzie eskorta zaprowadziła Matkę wprost do przepastnej sali, w której gubernator Garnefor przyjmował gości, cesarskich oficjeli oraz ambasadorów – a raz na jakiś czas organizował huczne bale, często kończone równie hucznymi orgiami.

W środku wystawnej auli wyłożonej ozdobnym marmurem, na niewielkim wzniesieniu, ustawiono siedzisko, którego oparcie wieńczyła rzeźba skrzydeł opatrzonych w liczne złocenia i drobne rubiny. Najdłuższe lotki, których krawędzie dodatkowo powleczono srebrem, wystylizowano…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz.5 — czytnik · opowiadania