fantastyka · 13 min czytania
Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 50
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Bruk z metalowym przedramieniem siedział przy szynkwasie i przytakiwał starszemu rodakowi o podobnym burym umaszczeniu. Szerokie plecy Arqa przesłaniała kolczasta tarcza z umbem, który bardziej przypominał fragment jakiegoś pancernego, łuskowatego zwierza aniżeli wytwór rzemiosła – w dodatku Sebil dałaby sobie wąsy przyciąć, że tarcza kilkukrotnie drgnęła kolcami.
Mistyczka przysiadła się obok Bruka jak gdyby nigdy nic. Nie odwrócił się, ale wiedział, kto zajął wolne miejsce. Ich wijące się ogony przypominały węże w godowym transie gotowe na splecenie i gadzie amory.
– Zrób mi Gruczoła – sapnęła do barmana.
Siwiejący tęgi stepowiec nie zareagował oczarowany pięknym ciemnym umaszczeniem Sebil.
– Słyszałeś, co pani powiedziała! – warknął popisowo Arq. – Gruczoł! Dwa razy! – Rzucił kilka remów na stół.
Barman otrząsnął się z osłupienia, rozstawił dwie niedbale rozdmuchane szklanice, polał żółtawego likieru na dno każdego kubka i wyciągnął spod lady owoc, który z wyglądu przypominał mosznę starego kundla.
Sebil z wzbierającym obrzydzeniem obserwowała, jak brukijski szynkarz pokazowo wysuwa długi pazur, nacina obwisłą, porośniętą włoskami skórkę i wyciska sporo gęstego soku do pękatych naczyń. Wymieszał oba napitki szponem i podsunął klientom.
– Zdrowie pięknych kocic – palnął Arq i zagarnął swój trunek. – Może jeszcze…
– Daruj sobie, książę upośledzony – przerwała mu Sebil, pochwyciła swoje naczynie i przechyliła jednym haustem. Nawet się nie skrzywiła, choć bardzo chciała. – Nie przyjdą, bo mają lepszych amantów w okolicy. Gadaj teraz: po co się tu za nami przywlekliście?
Arq uśmiechnął się połową pyska.
Część 22 / 6
– Pozwól, kolego – przywołał szynkarza. – Dziesięć Skorpionów, dla mnie i dla tej… damy. – Zawahanie się było zamierzone.
Barman przytaknął i rozstawił na stole rząd metalowych kubeczków. Dwa z nich, większe, podsunął Arqowi i Sebil, a pozostałe dziesięć napełnił zielonym alkoholem. Trunek pachniał mocno dojrzałym wędzonym serem. Mistyczka skrzywiła się, gdy woń wdarła się brutalnie do czułych nozdrzy drapieżnika.
Na koniec szynkarz wystawił miseczkę z drylowanymi, marynowanymi oliwkami: rzecz bardzo rzadką na północy, a jednak w Zaułku dostępną prawie w każdej karczmie.
– Zagramy sobie w starą stepową grę, koleżanko… – oświadczył Arq, nie zrzucając z pyska głupawego uśmieszku. – Po wypiciu kolejki, każdy ma prawo do jednego pytania.
– A skąd będę wiedziała, że gadasz prawdę?
– Nie będziesz, myszko.
Mistyczka spojrzała jeszcze raz na napełnione kieliszki.
Nie może być aż tak złe, pomyślała.
– Niech ci będzie; lepiej tak niż walka w tłumie gapiów.
– Merf świadkiem. – Dziwna łuskowa tarcza zadrżała na plecach Bruka.
Część 33 / 6
– Mogłam się domyślić… – westchnęła Sebil.
– Przecież nie wejdę z młodym na smyczy. Jest zbyt uroczy: nie opędziłbym się od samic. Musi trochę poudawać – wyjaśnił Arq, wrzucił oliwkę do pustego kubeczka, zalał zawartością jednego z mniejszych naczyń, przechylił całość i przełknął bez mrugnięcia okiem.
– Znaleźliście czarodziejkę? – spytał natychmiast.
– Jeszcze nie – odpowiedziała i wypiła swoją porcję.
O mały włos nie wypluła paskudztwa na kontuar. Po przełknięciu lepka, słona ciecz z dużą zawartością alkoholu spływała z wolna, torturując przełyk.
– Możesz mi powiedzieć, na jaką cholerę ta oliwka!?
– Zmarnowałaś pytanie, ale to twoja sprawa – oświadczył bezlitośnie.
Sebil zrzedła mina.
– Zaraz, przecież…
– Zasady stepu mówią jasno: jeden Skorpion, jedno pytanie – burknął stanowczo Arq. – Oliwka neutralizuje resztki jadu, myszko.
Część 44 / 6
Chciała zapytać „Jakiego jadu!?”, ale zagryzła język – głupie pytania nie były warte przełykania tego obrzydlistwa.
Kolejny łyk – tym razem Arq prychnął delikatnie. Podniebienie zaprotestowało ostrzegawczo.
– Czy czarownica jest w Zaułku? – Dobrze znał tę zabawę i wiedział, że pytania muszą być proste i konkretne.
– Tak, ale nie wiemy gdzie konkretnie.
Drugi kieliszek wszedł Sebil jeszcze gorzej niż pierwszy. Szynkarz naszykował małe wiaderko na wymiociny.
– Na litość Arkturosa, jakie to jest ohydne… – oświadczyła, wykrzywiając usta w dziwny falisty szlak. – Czego chcecie od Lejli?
– Chcemy zbadać jej moc – rzucił Arq i opróżnił kolejny kieliszek.
Ten i jemu ledwie przeszedł przez gardziel. Sięgnął po dwie dodatkowe oliwki, ale Sebil odsunęła mu miskę spod metalowej łapy.
– Nie oszukuj, kotku.
Uśmiechnął się. Bukijska kobieta powinna być zadziorna.
Część 55 / 6
– Ta świrnięta stara baba jest tu z tobą?
Mistyczka wahała się przez chwilę. Za każdym razem, gdy zbierała się do odpowiedzi, wpierw chciała skłamać, ale jakoś w ostatniej chwili zmieniała zdanie – magia układów przy piciu.
– Nie, Milena została w zakonie – odpowiedziała i przełknęła nerwowo ślinę na myśl o kolejnej porcji „aromatycznego” likieru.
Po trzeciej kolejce odniosła wrażenie, że ciecz zaparła się stopami o ściany przełyku i zdefektowała do żołądka. Konwulsja szarpnęła jej smukłym ciałem, ale zatrzymała śniadanie przed gwałtownym wyzwoleniem.
– Po c… – opanowała torsję – Po co chcecie ją sprawdzać?
– Wysadziła kamienny most, myszko. Może stanowić zagrożenie – odpowiedział i spojrzał na pozostałe cztery metalowe naparstki. Szybko wypił kolejną rundę i zacisnął szczękę zdeterminowany nie puścić pawia. – Masz jakiś trop?
– Tak – potwierdziła lakonicznie. W końcu pojęła zasadę tej zabawy. Duma minęła, kiedy spojrzała na czwarty naparstek. Nawet nie przelewała, tylko rozgryzła oliwkę i roztarła ją po podniebieniu, a potem wlała w siebie eliksir prawdy.
Ta metoda nie pomogła ani trochę.
Musiała skulić się w pół, żeby zatrzymać treść żołądka. Wiaderko podstawione przez barmana uderzyło sugestywnie o kontuar, ale Sebil tylko rzuciła posiwiałemu brukowi wymowne spojrzenie.
Część 66 / 6
Schował kubeł.
– A wy macie trop? – wysyczała.
– Tak – potwierdził bruk i pogłaskał językiem podniebienie, jakby je przepraszał za te tortury.
Ukradkiem podebrał dwie oliwki, wsadził do pyska i pochłonął ostatnią kolejkę. Jego kwaśna mina zdeformowana nieudaną próbą uśmiechu mówiła sama za siebie: więcej nie udźwignie.
– Dajesz, kotku! Nie mam całego dnia! – ponaglała mistyczka. Czuła, że to przedstawienie będzie miało nieprzyjemny finał.
– Chcesz… się pomiziać? – wyksztusił ostatnie pytanie.
Sebil otworzyła usta, żeby zaprzeczyć, ale i tym razem nie mogła skłamać.
– Ech… Tak – warknęła, uciekając wzrokiem na markizę ponad nimi.
– To… – Wątpia spróbowały uwolnić Arqa od niedawnego obiadu – Dobrze. Nie patrz przez…