Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 14 min czytania

Pięć Domen: Tom 2 - Wiatry Zmiany: cz. 51

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Korytarz, którym teraz kroczyli, urzekał estetycznym pięknem. Luksusowe tkaniny rozwieszone na surowych ścianach niczym okienne story, kunsztowne skórzane obicia na nielicznych meblach i liczne olejne pejzaże osadzone w zdobionych ramach, całość dawała poczucie wyrafinowanego gustu dekoratora. W porównaniu z barwną, choć bardzo chaotyczną i ciasną zabudową na powierzchni tu czuło się plan, chęć pokazania przybyszom, że Zaułek to nie jest dzielnica ciasnoty, ubóstwa i szemranych praktyk magicznych. Choć Sebil szczerze wątpiła w to, czy na pewno są jeszcze Girzel. Co prawda portal nie emanował zbyt wielką mocą, ale nigdy nic nie wiadomo.

Szary przygarbiony Bruk obwiązany tradycyjnymi stepowymi pasami z barwionej bydlencej skóry podprowadził ich aż do wyjścia przesłoniętego zwisającymi plecionkami z przeróżnych amuletów, po czym nakazał przejść na drugą stronę. Natychmiast stało się jasne, że korytarz to tylko zapowiedź czegoś o wiele większego, przekąska przed głównym daniem.

Wysokie kolumny rozstawione w czterech rzędach podpierały olbrzymie kamienne łuki, które wspierały ciężkie, ciemne sklepienie. Pod tą masą ze skał i wyciosanych bloków, skapani w blasku lampionów, niczym mrówki, tłoczyli się kupcy różnych ras i nacji, a kolorowe kramy świeciły żywymi barwami i nęciły towarami wszelkiej maści.

Alangras zdjął gogle. Wychował się w podobnym miejscu i mógł bez trudu rozpoznać elementy lemachiańskiej architektury. Aczkolwiek komora musiała być stara, bo obecnie budowało się już bardziej praktycznie, żeby sprostać potrzebom rozrastającej się populacji. Góry na południu i wschodzie były obszerne, ale nie nieskończone.

– Mam wrażenie, że to sprawka twoich rodaków – zagaiła Sebil. Strzelała, nie miała pojęcia, jak wyglądają wydrążone komnaty w Rdzawych Szczytach, czy wzmocnione przepastne korytarze kresowe w Gua-Kidol. Wiedziała natomiast, że lemachowie budują miasta, drążąc góry.

– Tak, nie myli się pani, panno Sebil i choć sama konstrukcja nie jest niczym unikatowym, to jej umiejscowienie już tak; nic mi nie wiadomo o Lemachiańskich koloniach w tych stronach.

– Weź pod uwagę, że weszliśmy w portal…

– Tak, ale niezbyt potężny. Nie mogliśmy się daleko przenieść.

Arq powarkiwał nerwowo: nienawidził zamkniętych przestrzeni prawie tak, jak portali i łamania obietnic.

– Co jest, kotku?

– W kroku mnie swędzi – warknął. – Chcesz podrapać?

– Arq, odpuść na razie z tą dziecinadą – zbeształ go Alngras. – Musimy znaleźć aulę koncertową. Greplinka poinstruowała mnie, żeby szukać wykutego w skale przejścia z namazanym symbolem z kartki.

Rozejrzeli się wokoło. Ledwie można było dostrzec przeciwległą ścianę groty. Ludzie poruszali się nieśpiesznie, trzepocząc wachlarzami z prędkością kolibrzych skrzydeł. Zaduch… Inaczej nie można było nazwać wilgotnej atmosfery podgrzewanej przez setki targujących się ciał.

– Spójrzcie tam – warknął Arq i wskazał na młodego bruka w kubraku z poszukiwanym symbolem wyszytym na plecach. Młodzik mniejszy od dorosłego samca Bruki zaczepiał przechodniów.

– Tak, myślę, że on będzie wiedział, gdzie się udać – wysyczała Sebil.

– Ty! – Arq spłoszył młodzika o szarym, pasiastym umaszczeniu.

– Ja? – spytał chłopak, łypiąc jednocześnie za najlepszą drogą ucieczki.

– Nie zgrywaj idioty! – Arq strzelił z knykci metalowej dłoni. – Jak się wabisz?

– Fus, sir.

– Gdzie jest ten koncert, na który naganiasz?

– Mogę wpierw zobaczyć przepustki do podmiasta? – spytał nerwowym głosem i przymknął oko, szykując umysł na nadchodzący ból.

Arq tylko prychną i skinął na Sebil i Lemacha, żeby podeszli.

– Prosi o przepustki.

– Ładnie proszę – wyszczerzył się Fus.

– Proszę bardzo… To za mnie i tego narwanego młodzieńca, a pani?

Sebil machnęła zwitkiem przed nosem młodzika.

– Wszystko się zgadza. Wstęp na koncert wspaniałej lady Orijany, kosztuje zaledwie trzydzieści remów od miejsca, ale występ jest wart każdej sztuki srebra – oświadczył i pokłonił się nisko.

Alagras dobył sakiewki i odliczył sześćdziesiąt.

– Panienka ma jakieś… fundusze?

Sebil uśmiechnęła się, a ten uśmiech można by zasłużenie nazwać złowieszczo-upiornym.

– Oczywiście. – Wyciągnęła grubą sakiewkę spod opończy i wygrzebała z niej złotego rega. – Proszę, reszty nie trzeba. – Wręczyła naganiaczowi, który wlepił w nią wielkie kocie oczy.

Czarni Bruki należeli do egzotycznych przedstawicieli tego gatunku i raczej spotykało ich się w leśnych ostępach Centralnej Puszczy, a ona… Ona nie była czarna, była granatowa i poznaczona czarnymi pasami. Była piękna, unikatowa.

– Dziękuję, panienka jest nazbyt hojna. – Obejrzał monetę, spróbowała zgiąć i schował do kieszeni.

– Teraz, gadaj, gdzie wyje ta kotka? – wypalił Arq, a Alangras skupił się na poprawianiu wcale nie zsuniętego wizjera, demonstrując zażenowanie.

– Oczywiście, dwie wejściówki dla panów i jedna dla niezwykle pięknej damy.

Chłopak wyciągnął jakieś drewniane krążki z grawerką i przekazał każdemu po jednej, zatrzymując się dłużej przy Sebil. Mistyczka poczuła się dobrze w roli adorowanej. Już zapomniała, że wśród swoich uchodziła za piękność w cudowny sposób naznaczoną przez magię.

– Dziękuję, Fusss – końcówkę imienia przeciągnęła w sposób tak namiętny, że chłopak przełknął nerwowo ślinę i rozdziawił usta.

– To może, byś pokazał, gdzie iść! – oburzył się Arq. – Ta tutaj wisi mi ruchanie, a nie lubię być tym drugim…

Chłopak zmieszał się i łypnął na Sebil, taksującą Arqa morderczym spojrzeniem.

– Raczej pięćdziesiątym drugim – syknęła mistyczka, ale tak, żeby usłyszał.

Arq warknął nerwowo i zacisnął pięści.

– Tam też prowadzi jakiś portal? – Wskazał okolicę między udami Sebil.

– Gdzie mamy iść, młodzieńcze? – interweniował Lemach.

– Kierujcie się cały czas prosto pomiędzy filary oznaczone tak – Fus wskazał na symbole niedbale wymazane na kolumnach – potem skręćcie w prawo, w korytarz oznaczony jak na amulecie. Teatr jest na końcu ścieżki.

– Dziękuję, Fusss. – Puściła mu oko i mrucząc zalotnie, ruszyła przodem.

Arq, zrównał się z nią w marszu.

– Pamiętaj, że dopóki nie spłacisz długu, jesteś moja – wywarczał.

– Nic ci nie obiecałam, a twoja będę, jak najdzie mnie ochota. – Popchnęła go lekko do przodu. – A teraz przyśpiesz kroku, zanim złoto, które dostał młody, zmieni się w piasek.

***

Podziemna sieć korytarzy i komór przytłaczała duchotą i klaustrofobiczną ciasnotą, a gwar z mieszczan, kupców i ich ciągle ujadających naganiaczy jeszcze potęgował to uczucie. Nawet wielki plac targowy w Telmonton wydawał się wyjątkowo cichy przy tym mrowisku. Całe szczęście Arq swoją tężyzną i morderczym spojrzeniem odstraszał większość ulicznych sprzedawców i kuglarzy, a tych bardziej zawziętych Sebil obdarowywała srebrnymi i złotymi monetami, żeby się odczepili. Nim któryś zauważył wąską strużkę piasku wypełzającą z sakwy, mistyczka była…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%